Karty odkryje dopiero wtedy, gdy trzeba będzie za niego zapłacić. Ale wtedy może być już za późno, bo kontrolowana transakcja zostanie nagrana i załączona jako materiał dowodowy do protokołu kontroli. A wszystko bez waszej wiedzy i zgody, co już budzi zastrzeżenia.

Ale to nie koniec złych wieści. Za niespełna trzy tygodnie prezes UOKiK zyska też dodatkowe uprawnienia w zakresie publicznych ostrzeżeń. W radiu i telewizji będzie zamieszczał komunikaty o nowych rynkowych praktykach naruszających interesy konsumentów albo przestrzegał przed konkretnymi firmami, które w jego mniemaniu postępują niezgodnie z prawem. Prezes UOKiK nie będzie musiał udowadniać, że przedsiębiorcy stosują niezgodną z prawem praktykę. Wystarczy, że będzie miał co do tego „uzasadnione podejrzenie”. Z punktu widzenia konsumentów ta prewencja jest niezwykle cenna, ale dla firm może się okazać niebezpieczna. Nie chciałabym być na miejscu przedsiębiorcy, który w trakcie prowadzonego postępowania udowodni, że stawiane mu zarzuty są bezpodstawne. Jedyne, co mu wówczas pozostanie, to odbudować wizerunek firmy na własną rękę, bo przepisy nie przewidują sprostowania informacji ani odwołania komunikatów.

Jednak ta łyżka dziegciu w beczce miodu jest niczym w zestawieniu z wiadomością, że nadchodzi kres patologii w klauzulach abuzywnych. Teraz to prezes UOKiK, a nie Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, będzie decydował, czy dana klauzula jest niedozwolona. Dodatkowo, co istotne, jego decyzja będzie wiążąca tylko wobec konkretnego przedsiębiorcy. Tym samym organizacje pseudokonsumenckie, które celowo znajdowały klauzule abuzywne tylko po to, by szantażować lawiną pozwów, mogą zwijać biznes.

Niektórym nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, bo o niej cały czas mowa (wchodzi w życie po półrocznym vacatio legis), kojarzy się przewrotnie z filmami Barei. „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” czy kultowe hasło „Tych klientów nie obsługujemy” wpisują się w opisywaną rewolucję. Szczególnie to ostatnie, pod którym nasi eksperci opisują zmiany dotyczące missellingu. Spowodują one, że niektóre produkty i usługi nie będą dla każdego, przygotowana oferta będzie musiała odpowiadać potrzebom określonych osób. Ale czy będzie je można bez ryzyka sprzedać wtedy, gdy to klient uprze się na zakup nieodpowiedniego dla siebie produktu?

Pełna wersja tygodnika znajduje się na edgp.gazetaprawna.pl