Podarkiem owym jest wstrzymanie wykonania kary dla Marcina F., skazanego przez sąd prawomocnym wyrokiem, potwierdzonym w dwóch instancjach, na sześć miesięcy więzienia za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta. Miało do tego dojść podczas manifestacji środowisk prawicowych w 2014 r., w drodze spod MSW do KPRM, w pobliżu siedziby Trybunału Konstytucyjnego.

Piotr Szymaniak

Piotr Szymaniak

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Nie wiem, czy człowiek ten został skazany słusznie, czy niesłusznie, choć argumentacja przedstawiana przez Ruch Narodowy nie pozostawia wątpliwości co do jego niewinności. Nie wiem, bo znana jest mi tylko wersja skazanego, a więzienia – jak wiadomo – pełne są ludzi niewinnych. Miałbym pewnie jakiś pogląd w tej sprawie, gdybym znał sądowe akta – ale nie znam. Kłopot w tym, że minister – prokurator generalny, podejmując decyzję o wstrzymaniu wykonania kary, też ich nie znał, bo dopiero po nie wystąpił. Wstrzymał odsiadkę, choć zgodnie z prawem, by to zrobić, musiał mieć pewność co do istnienia „szczególnie ważnych powodów przemawiających za ułaskawieniem”. Z czego wobec tego minister wysnuł tę pewność? Z programów telewizyjnych? Z relacji skazanego, czy jego politycznych popleczników? Z tego , że skazał go (w pierwszej instancji) sędzia Łączewski? Nie wiem. Ale dla mnie to trochę za mało.

Oczywiście, Zbigniew Ziobro jako prokurator generalny, jest nie tylko zwierzchnikiem prokuratury, lecz także stoi na straży praworządności. Stąd jego uprawnienia do wstrzymywania wykonania wyroków czy inicjowania ułaskawienia. Wolałbym jednak, by korzystał z nich w bardziej jednoznacznych sprawach niż skazanie za napaść na policjanta – i to w odniesieniu do osoby wcześniej już dwukrotnie skazanej za znieważenia funkcjonariusza.

Chciałbym na przykład, by równie szybko prokurator generalny interweniował w sprawie Marka B. – schizofrenika, którego sąd w Elblągu skazał na karę aresztu za uporczywe uchylanie się od złożenia zeznania. Chory psychicznie mężczyzna nie stawiał się na rozprawę, gdzie miał zeznawać w sprawie o pobicie. Sąd stracił cierpliwość i nakazał go aresztować. Sędziemu nie przeszkadzało, że sprawa dotyczyła pobicia samego Marka B., więc de facto był on w niej pokrzywdzonym. W jego przypadku – choć działo się to ledwie miesiąc temu – interweniowała tylko matka, a potem rzecznik praw obywatelskich. Posłowie, będący członkami Ruchu Narodowego, nie zwołali w Sejmie w jego obronie konferencji prasowej. Takiej, na której – jak Marcin F. – mógłby prosić o pomoc. Tacy jak on – w przeciwieństwie do krótko ostrzyżonych patriotów – nie będą wszak przydatni, „żeby Polskę odbić z rąk takiej partii jak PO”.

Niepełnosprawny Marek B. w areszcie przesiedział trzy tygodnie.

Sprawca jego pobicia czeka na wyrok na wolności.