statystyki

Włoch: W stronę demokracji monologicznej? [FELIETON]

autor: Wojciech Włoch18.03.2016, 08:27; Aktualizacja: 18.03.2016, 08:27
Trybunał Konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjnyźródło: Materiały Prasowe

Preambuła do Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rozpoczyna się od słów: „W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny”. Można je rozmaicie interpretować, ale wydaje się, że uzasadnione jest ich powiązanie z troską o funkcjonowanie instytucji państwa, z dbałością o ich trwałość i funkcjonalność, niezależnie od tego, która siła polityczna sprawuje władzę.

reklama


reklama


„Byt i przyszłość” państwa opiera się na instytucjach, ich ukonstytuowanie powinno opierać się na przemyślanych zasadach i regułach, bo służyć mają wszystkim, w tym przyszłym obywatelom. Dużo o stosunku do przytoczonego fragmentu preambuły mówi nam trwający kryzys związany z Trybunałem Konstytucyjnym.

Jest to sprawa istotna nie tylko z tego powodu, że dotyczy instytucji uznawanej za jednego z najważniejszych gwarantów rządów prawa, lecz także dlatego, że stanowi wyraz ścierania się dwóch wizji państwa demokratycznego. Nie jest to konflikt nowy. Można go odczytać jako echo sporu między Carlem Schmittem a Hansem Kelsenem. W latach 20. i 30. XX wieku ci dwaj wybitni teoretycy prawa toczyli spór o to, kto może być strażnikiem konstytucji.

Kelsen twierdził, że gwarancją konstytucyjności jest zgodność prawa niższego rzędu z ustawą zasadniczą. Zatem potrzebny jest „organ, którego funkcją jest obrona konstytucji przed jej naruszeniem”. Miałby nim być sąd konstytucyjny, niezależny od władzy politycznej, który miałby kompetencje do badania konstytucyjności prawotwórstwa.

Schmitt w krytyce tej tezy sformułował kilka argumentów, które do dzisiaj są podnoszone. Jego zdaniem sąd konstytucyjny trudno w ogóle uznać za sąd, bo rozstrzygając, w jaki sposób można konkretyzować postanowienia konstytucji w formie aktów ustawodawczych, działa w istocie jako specyficzny, usytuowany ponad legislatywą, organ ustawodawczy. Zaś waga jego rozstrzygnięć sprawia, że staje się częścią władzy politycznej, a przestaje być niezależnym organem sądowniczym. Prowadzić by to miało, zdaniem Schmitta, do upolitycznienia całego wymiaru sprawiedliwości, dlatego też jego zdaniem to nie sąd powinien stać na straży konstytucji, lecz głowa państwa. W wizji Schmitta to posiadający demokratyczną legitymizację prezydent, który byłby zarazem niezależny od partii politycznych, sprawowałby funkcję strażnika konstytucji, bo mógłby się odwoływać wprost do woli ludu, a nie samej tylko spisanej konstytucji. Wobec całego politycznego rozdrobnienia parlamentarnego to on symbolizowałby jedność narodu.


Pozostało jeszcze 84% treści
Aby zobaczyć cały artykuł, zaloguj się lub wykup dostęp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama