W konsekwencji powtarzają się sytuacje, gdy ciało pozostaje w miejscu publicznym nawet przez kilka godzin.

Pomylenie kompetencji

W biurze rzecznika praw obywatelskich prowadzona była bulwersująca sprawa mężczyzny, który został poszkodowany w wypadku drogowym i zabrany przez karetkę pogotowia. W drodze zmarł, w związku z czym załoga karetki zawróciła na miejsce wypadku i tam zostawiła zwłoki. Ratownik medyczny nie jest bowiem uprawniony do stwierdzania zgonu. Uprawnienie takie ma lekarz pogotowia ratunkowego – zdarza się jednak, że do wypadków dysponenci pogotowia wysyłają samych ratowników medycznych. Problem pojawia się również w przypadku rodzin, których bliscy zmarli np. w domu. Dyspozytor często odmawia przyjazdu lekarza pogotowia na wezwanie, aby stwierdzić zgon i wypisać niezbędne dokumenty. Lekarz rodzinny może być trudno dostępny (np. w weekendy), a rodzina nie może bez karty zgonu rozpocząć formalności związanych z organizacją pogrzebu. Brakuje również systemowych zasad rozliczeń i finansowania czynności stwierdzenia zgonu. Obowiązuje tutaj rozporządzenie niezmieniane od 1961 roku, które w szczegółach odsyła do innych, nieaktualnych już przepisów.

Kolejna grupa problemów wiąże się z przypadkami śmierci gwałtownej, np. w wyniku urazu mechanicznego, uduszenia czy zatrucia. Taka śmierć może nasuwać podejrzenie popełnienia przestępstwa i powinna być zakwalifikowana jako wynik przestępstwa, samobójstwo lub nieszczęśliwy wypadek. W tego typu sytuacjach lekarz często decyduje o kwestiach wymagających wiedzy typowo prawniczej, której z oczywistych względów nie musi posiadać. Zdarzają się również przypadki odwrotne – organy ścigania, podejmując czynności procesowe związane z ustalaniem przyczyny zgonu człowieka, niejednokrotnie zastępują służby medyczne. Często oględziny zwłok na miejscu ich znalezienia wykonują funkcjonariusze policji.

Urzędnik ds. śmierci

Bez wątpienia konieczne są zmiany prawne i organizacyjne. Jednym z możliwych rozwiązań jest ustanowienie instytucji koronera, która łączy w sobie potrzebną w takich przypadkach wiedzę prawniczą i medyczną. W wielu krajach jest to lekarz lub prawnik odpowiedzialny za badanie dotyczące śmierci w szczególnych okolicznościach oraz za podjęcie dalszych, wymaganych prawem czynności.

Biuro koronera jest jedną z najstarszych instytucji znanych prawu angielskiemu. Koroner jest tam wyłączną osobą mogącą poświadczyć przyczynę śmierci oraz podejmującą decyzje o prowadzeniu dalszego dochodzenia w sprawie zgonu. Instytucja ta występuje również w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii. W szwedzkim systemie prawnym funkcjonują lekarze sądowi i obducenci, działający w ramach Krajowej Rady Medycyny Sądowej. Na podstawie prawa australijskiego koroner nie tylko ma obowiązek zidentyfikowania każdej osoby, która przyczyniła się do śmierci, ale także formułowania opinii i zaleceń do prokuratora generalnego w sprawach zdrowia i bezpieczeństwa publicznego. Tak więc w większości systemów prawnych prawodawstwo przewiduje szerokie uprawnienia dochodzeniowe koronera (lub delegata koronera) do pozyskiwania danych na temat zmarłego. W wyniku badania wydaje on zaświadczenie stwierdzające śmierć lub może zawnioskować przeprowadzenie śledztwa w sprawie zgonu. Może także zarządzić przeprowadzenie lub odmowę wykonania pochówku, autopsji, kremacji, ekshumacji lub transportu zwłok oraz przeszczepu narządów lub części ciała zmarłego. Koroner podejmuje te czynności po powiadomieniu go przez lekarza, funkcjonariusza policji lub każdej innej osoby, która ma wątpliwości dotyczące przyczyny śmierci. Zajmuje się również przypadkami śmierci spowodowanej:

¦ wypadkiem komunikacyjnym,

¦ operacją chirurgiczną (czasem również przed wybudzeniem z narkozy, jak np. w Wielkiej Brytanii),

¦ ciążą (Kanada),

¦ jeśli przyczyna śmierci jest nieznana,

¦ jeśli śmierć była brutalna lub nienaturalna (samobójstwo, wypadek, przedawkowanie narkotyków, zatrucie alkoholem),

¦ jeśli śmierć była nagła i niejasna (np. nagła śmierć niemowlęcia).

Światełko w tunelu

W Polsce w kilku miejscowościach starostowie zdecydowali o powierzeniu lekarzom zadań koronera w oparciu o środki samorządowe. Takie osoby zostały wyznaczone przez starostów i prezydentów miast na prawach powiatu w 11 samorządach na Podkarpaciu. Nowa procedura sprawdza się w Łodzi, Opolu czy Będzinie. W Piotrkowie Trybunalskim urząd miasta ma podpisane umowy z pięcioma lekarzami, do których kontakty otrzymały policja i straż miejska. Niektóre samorządy radzą więc sobie z istniejącą luką. Lokalne inicjatywy w tym zakresie w żaden sposób jednak nie uzasadniają braku jasnych, precyzyjnych i powszechnie obowiązujących przepisów.

Wprowadzenie w naszym kraju instytucji koronera z pewnością nie wypełni wszystkich braków w regulacjach związanych ze stwierdzeniem zgonu, ale może przynajmniej ukierunkować, uściślić i zgrupować odpowiedzialność za orzeczenie o zgonie w ramach kompetencji jednej osoby (instytucji). Byłoby to niewątpliwie duże ułatwienie dla rodzin zmarłych, które w tym trudnym czasie mają i tak wystarczająco dużo innych zmartwień. Natomiast w przypadku podejrzeń nienaturalnego spowodowania śmierci, precyzyjne przekazanie organom ścigania wyników badania w sposób oczywisty wpłynie na szybkość czynności procesowych oraz przyjęcie właściwej taktyki postępowania.

RPO kilkakrotnie występował w tej sprawie do ministrów zdrowia i sprawiedliwości. Odpowiedzi były różne, np. minister sprawiedliwości w marcu 2015 r. nie widział potrzeby wprowadzania zmian. Natomiast minister zdrowia w odpowiedzi z 19 stycznia 2016 r. zgodził się, że przepisy „budzą wątpliwości interpretacyjne” i „wymagają doprecyzowania”. Zapowiedział też prace nad nową ustawą o cmentarzach i chowaniu zmarłych, która kompleksowo unormuje kwestię stwierdzania zgonu, związanej z tym faktem organizacji systemu ochrony zdrowia oraz zasady wynagradzania osób wykonujących te czynności. Można więc przyjąć, że widać już światełko w tunelu. Czy zaprowadzi nas ono do powołania instytucji koronera? Trudno powiedzieć. Sprawa jest jednak bardzo pilna, bo chodzi o godność człowieka. Godność przysługującą mu także po śmierci.