Od tego spotkania formuła się zmieniła. – Postanowiliśmy zapraszać teraz prawników do dyskusji merytorycznej – tłumaczy Jadwiga Sztabińska, redaktor naczelna DGP. Na pierwszy ogień poszedł temat uchodźców. Do debaty na temat zagrożeń wyzwań i szans na zbudowanie nowego modelu polityki migracyjnej zostali zaproszeni studenci oraz goście: dr Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich, oraz dr Patrycja Grzebyk, adiunkt w Zakładzie Studiów Strategicznych Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Debatę poprowadzili Jadwiga Sztabińska i Krzysztof Zasada z radia RMF FM.

– Na początku musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, o jakim kryzysie mówimy. Kogo on dotyczy. Często zamiennie pojawiają się określenia „kryzys uchodźców” i „kryzys imigracyjny”, a tak naprawdę są to dwa odrębne pojęcia, które wiążą się z różnymi zobowiązaniami państwa – podkreślała dr Grzebyk.

Zgodnie z definicją zawartą w konwencji dotyczącej statusu uchodźców sporządzonej w Genewie 28 lipca 1951 r. uchodźcą jest osoba, która przebywa poza krajem swego pochodzenia i posiada uzasadnioną obawę przed prześladowaniem w tym państwie ze względu na rasę, religię, narodowość, poglądy polityczne lub przynależność do określonej grupy społecznej. Z kolei imigrant to cudzoziemiec, który przyjechał do innego kraju na pobyt czasowy lub w celu zamieszkania na stałe z różnych przyczyn, ale bynajmniej nie dlatego, że był prześladowany. O tym, czy zostanie wpuszczony na terytorium danego kraju, państwo decyduje samodzielnie.

Inaczej jest w przypadku uchodźców, względem których państwa mają szczególne obowiązki wynikające z konwencji genewskiej. Zgodnie z jej przepisami muszą one zadbać m.in. o kwestie opieki socjalnej i godne warunki bytowe. W związku z ostatnią falą imigrantów i uchodźców pojawiły się już nawet pierwsze orzeczenia ETPC. Sprawy dotyczyły Rosji i Włoch, którym skarżący wypominali złe warunki, w jakich przyszło im żyć w oczekiwaniu na decyzję o przyznaniu statusu uchodźcy.

– To, z czym mamy obecnie do czynienia w Europie czy u jej granic, to w dużym stopniu kryzys uchodźców, ale w jeszcze większym kryzys imigracyjny – stwierdziła dr Patrycja Grzebyk. Zwracała też uwagę na jego powody, wśród których wymieniała głównie interwencję państw zachodnich w Iraku i Libii. – My przyczyniliśmy się do destabilizacji regionu i nic dziwnego, że ludzie stamtąd uciekają. Jeżeli dołożymy do tego nierozwiązany od kilku lat konflikt syryjski, to mamy obraz obecnej sytuacji – zaznaczyła. Nie do końca zgodził się z tym rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, który uważa, że przekonanie państw Europy i USA, że w krajach MENA (z ang. Middle East and North Africa) jest możliwa demokracja nie było czymś złym, za co teraz powinny przepraszać. Zgodził się natomiast z krytyczną oceną interwencji zbrojnej w Iraku.

W ocenie dr Grzebyk sytuacja w Europie jest trudna, ale Polska na razie nie odczuwa skutków tego kryzysu. – Jeżeli już teraz mówimy, że mamy w Polsce problem, to popatrzmy na statystyki. Status uchodźcy w naszym kraju uzyskuje rocznie około 200 osób. I te dane wcale nie uległy zmianie w 2015 r. W pierwszej połowie tego roku około 100 osób uzyskało status uchodźcy i tyle samo zgodę na pobyt tolerowany – podkreślała prawniczka.

Dzielenie się odpowiedzialnością

Sposobem na rozwiązanie problemu w Europie ma być centralnie zarządzany kwotowy system przyjmowania uchodźców, który w naszym kraju budzi wiele kontrowersji.

– W kontekście Unii Europejskiej często mówimy o solidarności. Nie możemy lekceważyć zatem sytuacji, w której masy uchodźców przyjeżdżają do Włoch czy dostają się do Grecji, i odwrócić się do tych państw plecami. Powiedzieć, żeby radzili sobie sami. To bowiem oznacza, że jeżeli w Polsce, w późniejszym czasie, będziemy musieli zmierzyć się z falą uchodźców z Ukrainy czy z Rosji, to my również o tą solidarność nie będziemy mogli prosić – stwierdziła dr Grzebyk. Podobnego zdania był również dr Adam Bodnar. – Musimy uczestniczyć w podziale kwotowym i w ten sposób okazać naszą solidarność z Europą – dodawał. W jego ocenie kwota kilku tysięcy, na którą zgodził się rząd, nie jest wygórowana czy nadmierna. Natomiast zdaniem Igi Bielejewskiej, studentki III roku prawa na WPiA UW, system kwotowy nie jest idealny, jednak trudno w tym momencie wymyślić coś lepszego.

W kontekście relokacji uchodźców pojawia się też inna kwestia, na którą zwróciła uwagę redaktor naczelna DGP. Chodzi mianowicie o to, czy będą oni w ogóle zainteresowani przyjazdem do naszego kraju. Nawet ci, którzy wybierają Europę z powodu zagrożenia życia w kraju, z którego uciekają, chcą na Starym Kontynencie osiąść tam, gdzie będą mieli zapewniony lepszy standard ekonomiczny. Doktor Grzebyk doprecyzowała jednak, że nie jest to autonomiczna decyzja konkretnej osoby odnośnie do tego, gdzie chce jechać. – Musi czekać na propozycję i wtedy wyraża zgodę albo nie – zaznaczała prawniczka.

Z kolei dr Bodnar dodawał: – Często w kontekście przybyszów z Syrii mówi się, że to nie uchodźcy, tylko osoby, które szukają po prostu lepszego życia. Warto jednak pamiętać, że duża część z nich to ludzie, którzy rok czy dwa lata temu uciekli ze swojego kraju do Libanu, Jordanii, Egiptu czy Turcji. Tym ludziom teraz skończyły się pieniądze, a do Syrii wrócić nie mogą, ruszyli więc dalej. I tu należy zastanowić się, czy takie osoby są imigrantami ekonomicznymi, czy jednak nadal uchodźcami. Moim zdaniem jednak tymi drugimi, uciekają bowiem z państwa, w którym czują się zagrożeni, nawet jeżeli po drodze mieli przystanek w miejscu, gdzie byli względnie bezpieczni.

Co należy teraz zrobić

Jeżeli zgodnie z deklaracjami złożonymi przez poprzednią ekipę rządzącą od nowego roku do Polski trafi pierwsza tura uchodźców, to już teraz należałoby się zastanowić, co zrobić, aby zapewnić im odpowiednie warunki czy pomóc w asymilacji. – Nie stworzymy skutecznego muru przed takimi osobami. Zresztą budowanie barier byłoby całkowicie bezsensowne. Powinny natomiast powstać polityki preintegracyjne i integracyjne – zaznacza RPO.

Te pierwsze byłyby wykorzystywane na samym początku, czyli w momencie pojawienia się danej osoby na terytorium naszego kraju. Polityka integracyjna miałaby natomiast charakter długoterminowy i byłaby nakierowana na przystosowanie tych ludzi do życia w nowych realiach. – Obecnie niestety system kuleje – podkreślał dr Bodnar. Jego zdaniem nie możemy też opierać polityki asymilacyjnej na ośrodkach dla uchodźców. – To nie powinno polegać na rozlokowaniu tych osób w tego typu placówkach, często usytuowanych gdzieś głęboko w lasach, gdzie ci ludzie nie mają szansy na dostanie pracy i swobodną integrację ze społeczeństwem – podkreślał.

W jaki sposób stworzyć zatem odpowiedzialną politykę asymilacyjną? – Myślę, że najlepszym miejscem, w którym te osoby będą miały możliwość właściwie integrować się ze społeczeństwem, są średniej wielkości bądź duże miasta. Gdzie ta wielokulturowa tkanka już funkcjonuje – proponował. O tym, że nawet w dużych ośrodkach może być z tym jednak problem, świadczy przykład mieszkańców Białej Podlaskiej. – Do ośrodka recepcyjnego w tym mieście mają trafiać na badania cudzoziemcy z Syrii i Erytrei, których Polska zamierza przyjąć. Społeczność lokalna tego miasta kategorycznie się temu jednak sprzeciwia. To pokazuje, że ta asymilacja może być utrudniona – mówił Krzysztof Zasada. Zgadzał się z tym dr Bodnar, który przyznawał, że nie ma u nas akceptacji dla inności. Doktor Grzebyk dodawała: – Jakkolwiek fantastyczna będzie polityka asymilacyjna i integracyjna, to ona nie zmieni tego, że konflikty będą. Bo jeżeli kościół zmienia się w meczet, to nie jest to kwestia tylko estetyki, to jest sprawa dotycząca funkcjonowania danego społeczeństwa. W tym momencie każde państwo musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce budować konkurencyjność swojej gospodarki w oparciu o imigrantów, akceptując problemy społeczne, jakie się pojawią, czy też nie. To jest wybór polityczny. To nie jest działka prawników.

Redaktor naczelna Jadwiga Sztabińska zwróciła jednak uwagę na to, że powinniśmy rozdzielać kwestię polityki asymilacyjnej odnośnie do imigrantów ekonomicznych i uchodźców. – W przypadku tych drugich zakładamy bowiem, że oni będą chcieli wrócić do swoich ojczyzn. A u nas są tylko tymczasowo.

Z kolei Weronika Golon, studentka III roku prawa na WPiAUW, boi się, że to, co z założenia ma być chwilowe, może przekształcić się w coś na stałe. – Podczas tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Watch Docs można było zobaczyć film „Syryjska love story”, który pokazuje historię syryjskiej rodziny na emigracji. Po kilku latach pobytu za granicą jedno dziecko nie potrafi już mówić w ojczystym języku i nikt nie myśli o powrocie. I to się nie zmieni dopóki, dopóty w swojej ojczyźnie nie będą widzieli żadnych perspektyw – komentowała.

Imigranci – szansa czy zagrożenie

– To może być dla nas szansa. Spójrzmy, że duży napływ imigrantów ze wschodu dobrze służy naszej gospodarce. Nie mówimy w ich kontekście o problemie integracji czy asymilacji. My tych ludzi potrzebujemy, bowiem stoimy przed widmem zapaści gospodarczej spowodowanej brakiem rąk do pracy, i to nie za najwyższą stawkę – zaznaczała dr Grzebyk. Podobnego zdania był również RPO. – Przykładowo w Szczecinie borykają się z masowym odpływem lekarzy i pielęgniarek. Zatem jeżeli Polska sprytnie poprowadzi politykę migracyjną, to istnieje szansa, żeby wypełnić tę lukę – mówił dr Bodnar. Jego zdaniem kryzys migracyjny nie dotknął jeszcze Polski w tak głębokim stopniu, jak chociażby Niemiec, Węgier, czy Austrii, toteż mamy czas, aby te programy integracyjne przemyśleć i odpowiednio przygotować. – Myślę, że powinniśmy obecną sytuację potraktować bardziej jako szansę aniżeli zagrożenie – podsumował.

To wspólna inicjatywa redakcji DGP i RMF FM oraz Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W czasie kolejnych spotkań z wybitnymi przedstawicielami świata mediów, polityki i biznesu studenci mogą poznać szerokie spektrum perspektyw związanych z ich zawodową przyszłością.