statystyki

Czy rozwód w Kościele katolickim jest możliwy?

autor: Maria Kuźniar15.09.2015, 19:00
Podobnie jak w sytuacji unieważnienia małżeństwa cywilnego, dużo zależy jednak od okoliczności.

Podobnie jak w sytuacji unieważnienia małżeństwa cywilnego, dużo zależy jednak od okoliczności.źródło: ShutterStock

Pan Andrzej od dwóch lat jest żonaty, w małżeństwie nie układa się jednak zbyt dobrze. – Żona jest anorektyczką. Krótko po ślubie zaczęła zaniedbywać większość obowiązków, prócz problemów z jedzeniem pojawiła się depresja. Jako narzeczeni rozmawialiśmy o dzieciach, oboje pragnęliśmy stworzyć większą rodzinę. Teraz żona nie chce nawet myśleć o potomstwie, odmawia leczenia. Moja propozycja wspólnej terapii też spotkała się ze stanowczą odmową. Jestem wierzący i rozwód dla mnie to ostateczność, ale nie wiem już, co robić. Czy takie małżeństwo można unieważnić – pyta czytelnik.

Reklama


Reklama


Aby mogło dojść do unieważnienia małżeństwa cywilnego, sąd musi stwierdzić, że tak naprawdę nie zostało nigdy ważnie zawarte, bo w chwili jego rozpoczęcia istniały określone przyczyny, które to uniemożliwiały. W przypadku rozwodu sytuacja jest nieco inna – to rozwiązanie ważnego związku małżeńskiego, ale z przyczyn, które nastąpiły już po jego zawarciu.

O unieważnienie małżeństwa można wystąpić, gdy jeden z małżonków jest ubezwłasnowolniony, cierpi na niedorozwój umysłowy lub chorobę psychiczną. Przyczynami unieważnienia może być też brak wymaganego wieku (nieukończone 18 lat w przypadku mężczyzn i 16 w przypadku kobiet), pokrewieństwo, stosunek przysposobienia, ale też np. brak świadomości, błąd albo groźba. Unieważnienia można żądać również wtedy, gdy oświadczenie o wstąpieniu w związek małżeński złożyła osoba, która znajdowała się w stanie uniemożliwiającym świadome wyrażenie woli, czyli była pod wpływem narkotyków, alkoholu, lub podjęła decyzję pod czyjąś groźbą. Podobnie będzie, jeśli ktoś wstąpił w związek małżeński, bo był przekonany, że w przeciwnym razie jemu lub bliskiej osobie grozi niebezpieczeństwo. Małżeństwo można też unieważnić, jeśli decyzję podjęło się, będąc w błędzie co do tożsamości drugiej osoby.

W przypadku opisanym przez pana Andrzeja istnieją podstawy do unieważnienia małżeństwa. Istotne jest jednak, czy choroba żony istniała już w momencie zawarcia związku. Przy czym nie każda choroba może być podstawą do uznania małżeństwa za niebyłe – istotne jest, czy stan zdrowia małżonka zagraża samemu małżeństwu lub zdrowiu potomka. Jeśli np. jedno z małżonków żyło z chorobą psychiczną wiele lat i w żaden sposób nie wpływało to na funkcjonowanie małżeństwa, a chora osoba może wypełniać obowiązki rodzicielskie, sąd może oddalić takie powództwo.


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

  • Jan(2015-10-23 09:11) Odpowiedz 00

    Tez jestem po przejściach z rozwodem. Byłem z moja żoną ponad 20 lat, ale niw wyszlo. Dzieci odchowalismy, wyrsły na dobrych i zaradnych ludz, ale nigdy nie ukrywalismy, ze pogralismy się ze względu na nie, na tzw. wpadke. Ale przez te lata kochalismy sie i wychowywalismy dzieciaki tak dobrze, jak potrafilismy. potm pojawiły sie problemy finasowe, tajemnice, brak kontaktu, walczyliśmy ze soba niesamowicie. no i w koncu powiedzilismy sobie dośc. załatwiliśmy sprawę przez kancelarie brykczyńskich z poznania. z rozwodem kościelnym daliśmy sobie spokój. to juz nie było na nasze nerwy. teraz kazde z nas zyje w innym związku i jakoś się wszystko układa.

  • Arletta Bolesta(2015-09-16 10:06) Odpowiedz 00

    Witam,
    nt. kościelnego procesu o nieważność małżeństwa zapraszam również na swój blog.
    dr Arletta Bolesta
    adwokat kościelny

  • janek(2015-09-15 20:23) Odpowiedz 00

    Jak pisał ironicznie Boy-Żeleński kościelni adwokaci szukają sposobów, żeby udowodnić, iż małżeństwo nie istniało od samego początku, choćby dlatego, że w czasie ślubu na ołtarzu paliło się za mało świec... Oczywiście, jeśli w małżeństwie wszystko jest O.K., jakoś nikt nie próbuje dociekać, ile się paliło świec w czasie ślubu. Jeśli natomiast rozpad pożycia (który dla ważności kanonicznego małżeństwa nie ma żadnego znaczenia) stał się faktem, zaczyna się szukanie dziury w całym, ażeby udowodnić przed sądem diecezjalnym, że tego małżeństwa to wcale nigdy nie było... No cóż... Gdyby podobny kanon zastosować do innych sfer życia, to np. podjęcie pracy zawodowej poprzedzone musiałoby być ślubowaniem pracodawcy „wierności aż do emerytury” w imię godności ludzkiej pracy, która może się urzeczywistnić – jak zapewne mówiono by nam – tylko w trwałym, nierozerwalnym i ustanowionym przed Bogiem związku pracodawcy z pracownikiem. Wtedy nawet w razie nie płacenia wynagrodzenia i wymagania pracy ponad siły bylibyśmy zobligowani do „dźwigania krzyża” i dochowania wierności pracodawcy w imię wypełnienia raz danego słowa, a w sytuacjach skrajnych wolno by nam było spędzić resztę życia na bezrobociu, no... chyba że komuś udałoby się uzyskać „unieważnienie umowy o pracę” np. z powodu braku jakiegoś niezwykle ważnego przecinka w treści tej umowy... Zapewne taki proceder kwitłby wtedy w najlepsze!...

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama