W piątek Sejm przegłosował ustawę, która umożliwi parlamentarzystom i innym podmiotom chronionym immunitetem przyjęcie mandatu karnego w przypadku popełnienia wykroczenia drogowego. Jutro sejmowa komisja zajmie się z kolei projektem ustawy zabierającej lokalnym władzom fotoradary mobilne. Platforma Obywatelska chce przegłosować projekt już na kolejnym posiedzeniu Sejmu, czyli 21–24 lipca.

– Chcemy walczyć z fotoradarami mobilnymi na drogach gminnych i powiatowych. Tam, gdzie włodarze gmin uznali, że jest to fajny sposób na reperowanie budżetu – zadeklarowała w ubiegłym tygodniu szefowa rządu, wizytując Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.

Rząd nawet nie kryje się z tym, że problem fotoradarów będzie jednym z tematów kampanii wyborczej, którym będzie chciał zdobyć przychylność wyborców. Choć zapowiedź Ewy Kopacz jest tak naprawdę tylko połowiczną reformą. Przygotowany wcześniej przez posłów Platformy Obywatelskiej projekt ustawy zakładał odebranie gminom zarówno mobilnych, jak i stacjonarnych fotoradarów (i przekazanie ich odpowiednio policji i inspekcji transportu drogowego).

Jednakże, jak zapewnił nas rzecznik Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju Piotr Popa, zmiany obejmą tylko urządzenia mobilne, a projekt będzie pod tym kątem poprawiony.

Plany rządu nie spodobały się lokalnym władzom. Tym bardziej że jest to dla nich istotny cios finansowy, boleśnie bijący przede wszystkim w małe miejscowości. Duże miasta z reguły używają stacjonarnych urządzeń. Z 14 największych miast, które odpowiedziały na nasze pytania, tylko połowa (m.in. Kielce, Łódź, Bydgoszcz, Warszawa) przyznała, że wciąż używa rejestratorów mobilnych, i to zazwyczaj jednej lub dwóch sztuk. A w całej Polsce w użyciu obecnie jest ponad 200 tego typu urządzeń, co oznacza, że lwia część z nich została zakupiona lub wydzierżawiona od zewnętrznych firm przez mniejsze jednostki.

W dodatku takie radary nie są tanie. Straż miejska w Warszawy dysponuje obecnie dwoma przenośnymi urządzeniami rejestrującymi zamontowanymi w radiowozach. Jedno z nich jest własnością straży. – Zostało zakupione w 2013 roku za kwotę 179 810 zł brutto. Drugie urządzenie straż miejska dzierżawi. Koszt dzierżawy w 2015 roku został ustalony na kwotę 94 710 zł brutto – wylicza Magdalena Łań ze stołecznego ratusza. Z kolei Bydgoszcz za swoje dwa fotoradary zapłaciła odpowiednio ponad 260 tys. zł oraz 65 tys. zł. Lublin zapłacił 121 tys. zł.

Zakładając, że cena jednego fotoradaru waha się od 100 do 200 tys. zł, można szacować, że gminy wkrótce stracą sprzęt, na który wydały w sumie między 20 a 40 mln zł. A to tylko kwota zakupu. Do tego dochodzą też uszczuplone dochody gmin związane z tym, że nie będą już mogły nakładać mandatów. Straż miejska w Łodzi szacuje, że wpływy z mandatów mogą się zmniejszyć o 1,3 mln zł. W Warszawie ubytek będzie jeszcze większy – tylko w ubiegłym roku na podstawie zdjęć zarejestrowanych przez urządzenia mobilne straż miejska wszczęła 29 tys. spraw, które zakończyły się nałożeniem grzywien na kwotę niemal 4,9 mln zł. W wielu mniejszych gminach wpływy z ustawianych tam fotoradarów stanowią nawet kilkanaście procent ich rocznych budżetów.

Można się spodziewać, że dochody samorządów uszczuplą się co najmniej o kolejnych kilkadziesiąt milionów złotych.

Nic dziwnego, że miasta, które nie zdecydowały się na zakup mobilnych urządzeń, teraz się cieszą, że zmiany ich nie dotkną. – W Gdańsku straż miejska nie używała i nie używa fotoradarów. W związku z tym kłopot z głowy i kamień z serca – ocenia Mikołaj Piotrowski z biura prasowego gdańskiego urzędu miasta.

Rodzi się pytanie, co gminy zrobią z zakupionym za niemałe pieniądze sprzętem. Jak tłumaczy Leszek Wojtas, zastępca naczelnika wydziału dowodzenia straży miejskiej w Łodzi, według poselskiego projektu ustawy fotoradary mobilne należy w okresie trzech miesięcy od dnia wejścia w życie nowych przepisów nieodpłatnie przekazać policji. – Przekazanie powinno nastąpić na podstawie protokołów zdawczo-odbiorczych zawierających wykaz przekazywanych sprawnych urządzeń i ich wyposażenia. Należy również wskazać typ urządzenia rejestrującego wraz z wyszczególnieniem wyposażenia technicznego niezbędnego do jego eksploatacji – dodaje. Ale nie wszystkie samorządy zamierzają to zrobić. – Fotoradar zostanie umieszczony w gablocie w siedzibie kieleckiej straży miejskiej jako dowód bezkrytycznego populizmu obecnego rządu – mówi Krzysztof Przybylski, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego i bezpieczeństwa w Urzędzie Miasta w Kielcach.

Ile mamy w Polsce urządzeń do pomiaru prędkości

Ile mamy w Polsce urządzeń do pomiaru prędkości

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Równie oryginalny pomysł mają władze Szczecina. – Urządzenie przekażemy do szczecińskiego Muzeum Techniki i Komunikacji – Zajezdnia Sztuki w Szczecinie, tak jak i poprzedni starszy model – zapowiada Robert Grabowski z tamtejszego urzędu miasta.

Ponieważ samorządom trudno bronić swoich fotoradarów, stosując jedynie argument finansowy, zaczynają sięgać po inne. Jak mówi Leszek Wojtas z łódzkiej straży, przeciwne pozbawieniu strażników uprawnień są m.in. Sąd Najwyższy, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a nawet sama policja (która mimo przesłanych przez nas pytań sprawy nie komentuje). Z kolei Związek Powiatów Polskich zwraca uwagę na aspekt bezpieczeństwa na drogach. „Projektodawcy nie rozważyli, jak proponowana przez nich zmiana wpłynie na bezpieczeństwo w ruchu drogowym, zwłaszcza na drogach lokalnych, gdzie kontrole policji należą do rzadkości, a inspekcja transportu drogowego nie jest zainteresowana lokowaniem fotoradarów” – stwierdza ZPP w przygotowanej opinii do projektu ustawy PO. Zdaniem przedstawicieli powiatów niezasadne jest nieodpłatne przekazanie urządzeń będących własnością gmin bez gwarancji, że będą one później wykorzystywane na terenach tych samorządów, które wcześniej wyłożyły na nie pieniądze.