statystyki

Serwisy internetowe: Blokada albo odpowiedzialność za obraźliwe komentarze

autor: Sławomir Wikariak09.06.2015, 07:21; Aktualizacja: 09.06.2015, 07:37
detektyw, internet, oszustwo, śledztwo, analiza

Serwis internetowy nie odpowiada za dane pozostawiane na nim przez internautów do czasu, gdy nie zostanie poinformowany o tym, że łamią one prawoźródło: ShutterStock

Portale powinny reagować na powiadomienia, które jedynie ogólnie informują o naruszeniu dóbr osobistych, nie wskazując konkretnych komentarzy. I decydować o ich usuwaniu

Reklama


Reklama


Serwis internetowy nie odpowiada za dane pozostawiane na nim przez internautów do czasu, gdy nie zostanie poinformowany o tym, że łamią one prawo. Sam nie musi sprawdzać, czy plik wrzucony przez któregoś z użytkowników nie jest przypadkiem piracki albo czy komentarz napisany przez innego nie narusza czyichś dóbr osobistych. Jego odpowiedzialność zaczyna się dopiero od momentu, gdy uzyska wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze danych i niezwłocznie nie zablokuje dostępu do nich.

Procedura ta nosi nazwę notice and takedown. Problem w tym, że ustanawiający ją art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1422 ze zm.) jest nadzwyczaj ogólny i nie precyzuje, jakie warunki powinna spełniać „wiarygodna wiadomość”. Jak wynika z najnowszego orzecznictwa, może ona jedynie ogólnie wskazywać komentarze internautów, które mogą być bezprawne. Rolą portalu jest zaś wówczas zweryfikowanie wszystkich wpisów i zdecydowanie, który z nich zostawić, a który usunąć.

Blokada wpisów

Takie wyroki zapadły przed sądami obydwu instancji rozpoznających pozew prezenterki telewizyjnej Jolanty Pieńkowskiej. Poczuła się ona urażona artykułem zamieszczonym w należącym do Grupy Interia serwisie Pomponik.pl. Równie mocno oburzyła ją treść wpisów zamieszczanych pod tym tekstem przez internautów. Reprezentujący ją prawnik zażądał usunięcia artykułu i komentarzy. Gdy serwis nie spełnił tego żądania, skierował sprawę do sądu, żądając przeprosin i zapłaty 100 tys. zł na cel społeczny.

Sądy uznały, że o ile artykuł nie naruszał dóbr osobistych, o tyle komentarze pod nim już tak. A jego zdaniem portal ponosi za nie odpowiedzialność, skoro nie zareagował na wezwanie do ich usunięcia. Grupa Interia przekonywała, że nie mogła tego zrobić, gdyż wezwanie nie wskazywało konkretnych komentarzy. Sądy doszły jednak do wniosku, że nie musiało.

„Zawiadomienie powódki, zgodnie z którym wszystkie zamieszczone pod opublikowanym artykułem komentarze miały charakter bezprawny, spełniało znamiona uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych” – napisano w uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie (sygn. akt I C 628/14). „Konieczność przeanalizowania kilkudziesięciu czy nawet kilkuset wpisów w sytuacji, w której naruszenie dóbr osobistych powódki nie dotyczyło pojedynczego komentarza, nie może zostać uznane za wymóg zbyt daleko idący czy nazbyt obciążający stronę pozwaną. W sytuacji gdy duża część komentarzy okazałaby się bezprawna, możliwe było całkowite wyłączenie możliwości komentowania danego artykułu” – wyjaśnił sąd, nakazując zapłatę 2 tys. zł.

Dodatkowe koszty

Sąd Apelacyjny w Krakowie utrzymał ten wyrok. Nie wszystkich prawników przekonuje jednak argumentacja sądów. – Zarówno polskie, jak i unijne przepisy nakazują wskazywać konkretne dane, jakie naruszają prawo. Można to zrobić poprzez podanie godziny opublikowania komentarza, nicku autora czy też po prostu linku do danego wpisu. Poinformowanie, że chodzi o wszystkie wpisy pod tekstem, uważam za zbyt ogólne, by miało charakter wiarygodnej wiadomości w rozumieniu polskich i unijnych przepisów dotyczących obowiązku blokowania treści – uważa Xawery Konarski, adwokat z kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Branża internetowa zwraca uwagę na praktyczne skutki wyroku. – Dla dużych portali oznaczałoby to konieczność weryfikacji tysięcy komentarzy. Co więcej, nie chodzi o przejrzenie ich przez jakiegokolwiek pracownika. Często będzie to wymagać analizy prawników. To oznacza dodatkowe koszty – mówi Włodzimierz Schmidt, prezes Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 23 kwietnia 2015 r., sygn. akt I ACa 161/15 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • rt(2015-06-09 08:15) Odpowiedz 00

    To już cenzura prewencyjna?
    Usuwanie komentarza, który się komuś nie podoba, tylko dlatego, że mu się nie podoba - to naruszenie prawa do wolności wypowiedzi.
    Załóżmy że zostanie usunięty wpis, który się nie podoba komuś, a który zawiera prawdziwe informacje. To co wtedy?

  • CyklonB(2015-06-09 08:16) Odpowiedz 00

    Bzdura do kwadratu, nazwisko Pieńkowskiej chyba zaszkodziło realnie ocenić stan prawny sądowi, proponuje wysłać krakowski sąd do USA tam dopiero przejdzie lekcję odnośnie tego co można w internecie a czego nie można napisać i jakimi kryteriami się powinien kierować sąd przy ocenie wpisów (abstrahując od prawa unijnego i polskiego które jest dość jednoznaczne)

  • real(2015-06-09 08:16) Odpowiedz 00

    WOLNOŚC hi hi hi hi hi

  • StAAbrA(2015-06-09 10:55) Odpowiedz 00

    Okradani zawsze wyrażają się "obraźliwie" o złodzieju - skoro prokuratura i sądy , do spółki z tym złodziejem ,
    kradną ile wlezie .
    Czas był przywyknąć .

  • Zbulwersowany wyrokiem sądu(2015-06-09 13:35) Odpowiedz 00

    Doskonały przykład, jak polskie sądownictwo służy cenzurze opinii i poglądów wobec Polaków.

  • nn(2015-06-11 11:37) Odpowiedz 00

    Ciekawe, jak piewcy "wolności słowa" śpiewaliby, gdyby to ich dotyczyły te komentarze :) Wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby.

    Argumentacja dużych firm zawsze ta sama: jaka to ciężka dola musieć wyłożyć parę złotych na zapewnienie zgodności z prawem swoich działań.

  • gość(2015-06-25 23:45) Odpowiedz 00

    nie rozumiem po co jechać po kimś kogo się nie zna, zwłaszcza jeśli jest osobą publiczną. bardzo dobrze, że pani Jolanta wygrała tą sprawę, i nie dała źle o sobie pisać. teraz pewnie część osób pójdzie w jej ślady. brawa za odwagę!

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama