Przed ponad dwoma laty na wniosek ówczesnej pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz wydano zalecenia, w których rekomenduje się administracji centralnej stosowanie w przetargach klauzul społecznych, takich jak zatrudnianie przez firmę osób niepełnosprawnych czy bezrobotnych. Wyznaczono nawet próg – co najmniej 5 proc. zamówień miało uwzględniać takie klauzule. Ministerstwa nie wzięły sobie jednak do serca tych wytycznych. Zdecydowana większość z nich nie uwzględniła czynników społecznych w ani jednym ze zorganizowanych przez siebie przetargów. Tak wynika z odpowiedzi na interpelacje posła Tadeusza Tomaszewskiego (SLD).

– Już przed dwoma laty pierwszy raz zadałem wszystkim resortom pytania o stosowanie klauzul społecznych. Okazało się, że wzbudzają one znikome zainteresowanie. Teraz postanowiłem sprawdzić, czy coś się zmieniło. Niestety niewiele. Zaledwie w kilku ministerstwach klauzule społeczne w ogóle były stosowane, a i to zazwyczaj jedynie w pojedynczych zamówieniach – mówi poseł.

Aż dziewięć resortów nie znalazło ani jednego zamówienia, w którym mogłoby uwzględnić czynnik społeczny, cztery zrobiły to w jednym tylko przetargu.

Równość wykonawców

Tłumaczenia są podobne. Po pierwsze – specyfika przedmiotu zamówienia. „Specyfika i wymogi bezpieczeństwa zamówień realizowanych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie zawsze pozwalają na wykorzystanie klauzul społecznych w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego” – odpowiedział Piotr Stachańczyk, sekretarz stanu w resorcie, który nie zorganizował ani jednego takiego przetargu.

Kolejny powód to obawa przed ograniczeniem konkurencji. „Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju w 2014 r. nie stosowało klauzul społecznych opartych na przepisie art. 22 ust. 2 ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 907 ze zm.), uznając nadrzędny cel wynikający z ustawy, jakim jest zachowanie uczciwej konkurencji i równe traktowanie wykonawców ubiegających się o udzielenie zamówienia publicznego” – tłumaczył sekretarz stanu Zbigniew Rynasiewicz.

„Należy pamiętać, że klauzule społeczne mają charakter warunków szczególnych, związanych z realizacją zamówienia, zaś ich formułowanie nie może w sposób pośredni ani bezpośredni prowadzić do dyskryminacji wykonawców” – napisała w odpowiedzi przekazanej do Sejmu Henryka Mościcka-Dendys, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych – kolejnym resorcie, który klauzul nie zastosował ani razu.

I wreszcie ostatni powód to brak wystarczających środków i konieczność ich oszczędnego wydawania.

– To przejaw bardzo wąskiego postrzegania przez administrację swych zadań: jeśli mamy coś kupić, to po prostu kupmy najtaniej. Prawdopodobnie powodem jest wyobrażony lęk, że jeżeli zapłacimy więcej, to później się do nas przyczepią. Celowo mówię wyobrażony, gdyż w rzeczywistości raczej nikt nie będzie krytykował nieco wyższych, za to uzasadnionych wydatków, skoro nawet Najwyższa Izba Kontroli zachęca do stosowania pozacenowych kryteriów – uważa Krzysztof Cibor z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

Chlubnym wyjątkiem jest Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Cieszy, że chociaż resort odpowiedzialny za wspieranie rynku pracy uwzględnia czynnik społeczny przy swoich zamówieniach. Jak wynika z odpowiedzi ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza, z 9,3 mln zł wydanych w przetargach 4,5 mln zł zakontraktowano z zastosowaniem omawianych klauzul.

Ponad połowa załogi

Ustawa – Prawo zamówień publicznych przewiduje kilka sposobów uwzględniania czynników społecznych w udzielanych zamówieniach. Najbardziej radykalnym jest wspomniany już art. 22 ust. 2. Zgodnie z nim zamawiający ma prawo zażądać, by ponad 50 proc. załogi wykonawcy stanowiły osoby niepełnosprawne. To instrument sztywny i przeznaczony nie do wszystkich zamówień. Zwraca na to uwagę Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. „Przepis art. 22 ust. 2 ustawy nie dopuszcza »miarkowania«, więc zróżnicowanie przez zamawiającego zastrzeżenia dotyczącego zatrudnienia w wysokości innej niż 50 proc. (np. 20 proc. lub 30 proc.) nie jest możliwe” – zauważa Marek Wójcik, podsekretarz stanu w MSWiA. Dużo łatwiej zastosować 29 ust. 4 p.z.p., który pozwala wymagać zatrudnienia przez wykonawców konkretnej liczby pracowników niepełnosprawnych czy też bezrobotnych. Zdaniem wielu stosowanie takich klauzul powinno być regułą, zwłaszcza gdy chodzi o proste usługi, do wykonywania których nie potrzeba specjalnych kwalifikacji.

– Mam nadzieję, że urzędnicy stopniowo zaczną rozumieć, że polityka zakupowa może być instrumentem rozwiązującym konkretne problemy społeczne. Że nie chodzi tylko o to, by przekazywać zasiłki, ale i o to, by stymulować rynek. Kto, jeśli nie będąca na widoku administracja centralna, ma dawać przykład – pyta Krzysztof Cibor.

Etatowi pracownicy

Od października 2014 r., kiedy to weszła w życie ta nowelizacja przepisów, zamawiający mogą też wymagać od przedsiębiorców, aby osoby realizujące zlecenie były zatrudnione na podstawie umowy o pracę. Ma to pomóc walczyć ze śmieciówkami. Większość ministerstw zapowiada, że w tym roku będzie stosować tę klauzulę.

– Mam nadzieję, że administracja rzeczywiście zacznie stawiać ten wymóg, i to powszechnie. To państwo powinno przede wszystkim dbać o standardy zatrudnienia. Zwłaszcza że leży to w jego interesie, chociażby ze względu na wpływy do systemu emerytalnego – przekonuje poseł Tadeusz Tomaszewski.

– Dodatkowo obowiązek zatrudnia pracowników na etat pozwala też na lepszą weryfikację samych wykonawców i eliminuje firmy istniejące wyłącznie w teczkach – dodaje.

Zatrudnianie na etat może być nie tylko stawiane jako warunek, ale również stanowić kryterium oceny ofert. Ze sposobu tego skorzystało MPiPS w przetargu na ochronę swych budynków: poza ceną firmy mogły otrzymać dodatkowe punkty właśnie za to, że do realizacji usługi zatrudnią pracowników na podstawie umów o pracę.