O tym, że jest problem z zapełnieniem asystenckich wakatów, DGP informował wielokrotnie. Wszystkiemu winne były niskie płace i złe warunki pracy przy relatywnie wysokich wymaganiach. Tymczasem dobra współpraca sędziego z asystentem oznacza szybkie i sprawne prowadzenie spraw. Wie o tym resort sprawiedliwości, dlatego zainicjował zmianę w prawie, która znacznie obniżyła wymagania dla przyszłych asystentów. Teraz wystarczy ukończyć studia prawnicze i odbyć staż asystencki. Przepisy, które weszły w życie w połowie 2013 r., przyniosły efekty. Potwierdzają to sędziowie.

– U nas nie ma wakatów na stanowiskach asystentów sędziów – informuje Bartłomiej Starosta, sędzia Sądu Rejonowego w Międzyrzeczu. Dodaje, że w jego wydziale jeden asystent przypada na trzech sędziów. I choć do ideału jeszcze brakuje, to uważa takie wsparcie za wystarczające.

Podobnie patrzy na to Patrycja Loose, rzecznik prasowy ministerstwa. Zaznacza jednak, że ocena możliwości zwiększenia liczby etatów asystenckich nie może być dokonywana w oderwaniu od faktycznych możliwości finansowych państwa. A te są takie, że nie jest możliwe zaspokojenie w pełnym zakresie potrzeb kadrowych zgłaszanych przez prezesów sądów.

Potrzeby te nie są zaspokajane w sądach warszawskich. O ile płaca asystenta sędziego, która waha się od 2675 zł do 3824 zł, jest atrakcyjna w małym mieście, to w dużym nie robi wrażenia. Aby się uporać z brakami kadrowymi, prezesi niektórych stołecznych jednostek zatrudniają za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej koordynatorów prawnych. Osoby te wykonują takie same zadania jak asystenci sędziów, czyli m.in. pracują z aktami i przygotowują projekty pism. Czasami są zatrudniani na krótki okres – zaledwie 30 dni.

Sędziom taka sytuacja się nie podoba. – W relacjach sędzia – asystent ważne jest zgranie, dotarcie się. A częsta rotacja na tym stanowisku to wyklucza – zauważa Łukasz Piebiak, sędzia Sądu Rejonowej dla m. st. Warszawy.

Sędziowie, aby zwrócić uwagę na tę nieprawidłową praktykę, zastanawiają się, czy nie zacząć oficjalnie odmawiać przekazywania koordynatorom akt sądowych. Podstawą miałoby być to, że nie są oni uprawnieni do dostępu do zgromadzonych w aktach danych osobowych.

– Z perspektywy pozycji ustrojowej sądów, a także poszanowania praw pracowniczych koordynatorów sędziowie, jako osoby stojące na straży prawa, mają prawo protestować wobec takich praktyk – konkluduje Artur Rycak, sędzia Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy.