statystyki

Firmy zapowiadają blokowanie ustawy fotoradarowej

autor: Tomasz Żółciak, Patrycja Otto23.03.2015, 07:42; Aktualizacja: 23.03.2015, 08:28
Po świętach wielkanocnych sejmowa komisja infrastruktury pochyli się nad projektem ustawy fotoradarowej autorstwa posłów Platformy Obywatelskiej

Po świętach wielkanocnych sejmowa komisja infrastruktury pochyli się nad projektem ustawy fotoradarowej autorstwa posłów Platformy Obywatelskiejźródło: ShutterStock

Posłowie chcą z automatu karać właścicieli pojazdów za wykroczenia uwiecznione przez fotoradary

Reklama


Reklama


Po świętach wielkanocnych sejmowa komisja infrastruktury pochyli się nad projektem ustawy fotoradarowej autorstwa posłów Platformy Obywatelskiej. Zgodnie z nim za wykroczenie uwiecznione przez urządzenie rejestrujące (fotoradar czy system wychwytujący przejazd na czerwonym świetle) na właściciela pojazdu nakładana będzie kara pieniężna w drodze decyzji administracyjnej, bez punktów karnych. Dziś inspektorzy transportu drogowego z Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) ścigają kierowców w trybie wykroczeniowym – a ten wymaga ustalenia sprawcy wykroczenia i ukarania go grzywną i punktami karnymi.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

  • zero(2015-03-23 11:12) Odpowiedz 00

    te matoły nic mądrego nie wymyślą

  • smutny(2015-03-23 11:56) Odpowiedz 00

    Widocznie ktoś doszedł do wniosku, że szkoda czasu na szukanie sprawcy.
    Tu nie sprawca wykroczenia jest ważny lecz kasa.
    I jeśli kasa się zgadza to nawet punkty karne nie są ważne.
    Zarówno prawo jak i urzędnicy mieli służyć obywatelowi, a jest dokładnie odwrotnie.
    Cóż tak się żyje na zielonej wyspie.

  • cd(2015-03-23 15:32) Odpowiedz 00

    Kto takich durni wybiera do władz?. PO i PSL to partie pazernych zdegenerowanych moralnie politykierów ich celem jest nachapać się jak najwięcej. W swej pogoni za szmalem tworzą "firmy" do zdzierania dla siebie kapitałów w postaci podatków i opłat. Przykładem tego jest przekazywanie podatku jakim są składki ubezpieczeń społecznych do firm prywatnych jakimi są OFE, innym takim przykładem są abonamenty bezpodstawnie i w sposób nieuzasadniony na wszelkie usługi i zakupy w firmach prywatnych w których usadowili się politykierzy. Kiepsko to wróży Rzeczypospolitej.

  • janek(2015-03-23 19:18) Odpowiedz 00

    Problem – moim zdaniem - nie w samych fotoradarach, lecz w tym, że mamy mnóstwo absurdalnych ograniczeń prędkości (np. "obszar zabudowany", na którym nie widać zabudowań, albo 40-tka 200 metrów przed jakimś zakrętem itp.) Wszystko to było ustawione "na wyrost" i teraz postanowiono z tego zrobić biznes i karać za przekraczanie tych np. 40-tek (a takie ograniczenie jest zasadne, ale na tzw. "zakręcie śmierci" koło Szklarskiej Poręby). Oczywiście gdyby wszyscy stosowali się do tych ograniczeń, kraj by nam się zakorkował. Z pyszna by się też miały firmy transportowe, gdyby TIR-y jeździły 70-tką , a tylko na drogach najwyższej kategorii 80-tką posłusznie zwalniając do 50-tki na "obszarach zabudowanych" (a jeżdżą przecież regularnie 90-100 km/h i nie mają zwyczaju zwalniać na obszarach zabudowanych)... Ale oczywiście o to władzy nie chodzi! Gdyby chodziło naprawdę o to, żebyśmy się stosowali do tych ograniczeń, to w powszechnym użyciu byłyby nie radary, tylko... progi zwalniające! Ale oczywiście takie progi nie przyniosłyby dochodów, za to skutecznie spowolniły ruch i na drogach byłyby wielkie korki. Chodzi więc o to, żebyśmy jeździli szybciej, niż na to pozwala oznakowanie i... płacili! Należy też zauważyć, że prawdziwi piraci, którzy stwarzają zagrożenie na drogach mają antyradary, CB, inne sposoby żeby uniknąć odpowiedzialności! Na takich bata nie ma, tylko na zwykłego „Kowalskiego”, który nie rozumie, po jaką cholerę ma się wlec przez jakieś "Kozie Wólki" 50-tką i to nawet w niedzielę o 5.00 rano, zwłaszcza w sytuacji, gdy odwołanie “obszaru zbudowanego” jest np. kilkaset metrów za ostatnią chałupą! (Idealne miejsce na fotoradar!) Osobnym problemem są też „miłośnicy adrenaliny” na 2 kółkach, którzy sobie urządzają – zazwyczaj bezkarnie – wyścigi na drogach publicznych. A już tych, którzy nami rządzą ochraniają immunitety i oni mogą bezczelnie i bezkarnie jeździć i tak, jak chcą! Ale z drugiej strony nie rozumiem też tego, dlaczego fotoradar musi być wyraźnie oznakowany, żebyśmy wiedzieli, gdzie mamy zwolnić, a potem... gaz i można ustanawiać “rekordy prędkości”, których pełno można wyczytać w sieci (np.: ile jechaliście na “zakopiance”, bo ja to swoją bryką zaliczyłem 180 km/h... itp.) Tak, jakby ograniczenia prędkości miały obowiązywać tylko tam, gdzie stoi to dziwne urządzenie. Wszystko to prowadzi do demoralizacji i deprecjacji prawa, bo utrwala przekonanie, że przepisy są po to, żeby je łamać. A więc np. w miejscu, gdzie dziś stoi 40-tka, być może wystarczyłoby postawić 60-tkę, ale za to fotoradar w dziupli (codziennie w innej, żeby żaden wytwórca fotoradarowych aplikacji na smartfona się w tym nie połapał!) i kierowca jadący np. 80 km/h powinien mieć świadomość, że prawdopodobnie zapłaci mandat. Należy się też zastanowić, czy nie zalegalizować prędkości 90 km/h dla ciężarówek, bo i tak nie ma chyba sposobu, żeby wyegzekwować od nich „70-kę” (chociaż to dziwne, bo mają tachografy rejestrujące m. in. prędkość) Ale my lubimy się bawić w różne ciuciubabki i może nawet niektórzy nie mogliby z tym żyć, gdyby ograniczenia miały być rozsądne, ale za to powszechnie przestrzegane. Wolelibyśmy może nawet, żeby wszędzie stało ograniczenie do 40-tki, tylko, żeby... tych fotoradarów nie było!... Ja mam inny pomysł: fotoradary niech sobie będą gdzie chcą, nawet dokładnie poukrywane, ale ograniczenia prędkości powinny być adekwatne do rzeczywistych zagrożeń na danym odcinku, a nie „na wyrost”, bo dziś mamy np. ograniczenie do 40-tki, prawie nikt się do tego nie stosuje, ale buntujemy się przeciwko fotoradarom. Ja się natomiast buntuję, ale przeciwko nadgorliwości zarządców ruchu, którzy stawiają takie „40-tki” niekiedy bez sensu, a sami być może się do tego oznakowania nie stosują. Ta cała walka z fotoradarami (słynny „Pan Emil” itd...) to moim zdaniem droga, dosłownie i w przenośni, donikąd! Tu trzeba zmienić całą filozofię zarządzania ruchem! No... chyba jesteśmy za zniesieniem w ogóle ograniczeń prędkości, ale to pomysł raczej szalony, chociaż byłoby to przynajmniej uczciwe postawienie sprawy...

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama