Wydawało się, że wyższe sankcje pieniężne będą skutecznie zapobiegać działaniu poza prawem. Praktyka okazała się jednak zupełnie inna. Zysk, który przynosi prowadzenie prywatnego domu opieki, który z kolei jest coraz częściej poszukiwanym przez rodziny rozwiązaniem w związku z rosnącą liczbą osób starszych i brakiem miejsc w samorządowych domach pomocy społecznej, powoduje, że perspektywa kary nie jest taka straszna.

Zresztą właściciele takich placówek szukają sposobów, jak obejść przepisy. Niektórzy z nich rejestrują działalność gospodarczą w branży turystycznej i to właśnie w jej ramach oferują miejsca noclegowe dla seniorów. Co więcej, twierdzą, że nie ma nic dziwnego w tym, że starsze osoby przebywają w ich pseudohotelach po kilka lat. „Widocznie oferowane usługi są w ocenie seniorów bardzo atrakcyjne” – mówią. Wręcz nagminne staje się też utrudnianie na wszelkie sposoby kontroli, włącznie z niewpuszczaniem inspektorów wojewódzkich do budynku.

Kary pieniężne tym bardziej nie są dolegliwe, bo nie powodują automatycznego zamknięcia nielegalnego domu seniora. Może on cały czas nielegalnie działać i przyjmować nowych pensjonariuszy. Wojewoda nie może zmusić jego właściciela do zaprzestania działalności. Takie prawo ma tylko w sytuacji, gdyby zagrożone było życie lub zdrowie. Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo, jak oceniać, czy takie zagrożenie występuje. To zaś powoduje, że to uprawnienie nie jest praktycznie w ogóle wykorzystywane.

Trzeba zastanowić się nad zmianą przepisów w tym zakresie. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, które współpracuje z posłami przy przygotowywaniu nowelizacji ustawy o pomocy społecznej, też widzi taką konieczność. Zmiany mają m.in. uniemożliwić zamykanie drzwi nielegalnych domów seniora przed nosem kontrolera. Jednak kolejnym i najważniejszym krokiem powinno być zlikwidowanie absurdu, który pozwala na to, aby ukarany dom opieki mógł dalej działać.