Brak kultury na drodze to nie jest problem, który w każdym regionie naszego kraju wygląda tak samo. Najczęstsze naruszenie przepisów związane z niekulturalną jazdą, czyli wymuszanie pierwszeństwa na oznakowanych skrzyżowaniach, jest domeną ściany wschodniej. W ubiegłym roku 1100 takich zdarzeń (z 4082 w skali kraju) zanotowali policjanci z województwa lubelskiego. W tym roku w statystykach dominuje Podlasie. W pierwszym półroczu na lekceważeniu znaków przy przecięciu dróg przyłapano 386 kierowców.

Na zachodzie kraju takich wykroczeń jest mniej. Dlaczego? – Kierowcy z zachodniej Polski już dawno nauczyli się jeździć „po niemiecku”. Ludzie często wyjeżdżają do pracy za zachodnią granicę, obserwują tamtejszy styl jazdy i przyswajają właściwe zachowania – uważa Adam Kornacki, dziennikarz TVN Turbo.

Na wschodzie kraju jest inaczej: – Trasa z Warszawy przez Lublin na Ukrainę to odcinek z największym nasyceniem chamskich i nieodpowiedzialnych kierowców – mówi Andrzej Witkowski, prezes Polskiego Związku Motorowego. Jego zdaniem część winy ponoszą jeżdżący tamtędy obcokrajowcy.

Lubelskie tablice rejestracyjne kojarzą się z mniej niebezpiecznym, ale dość uciążliwym zachowaniem: – Na warszawskim Natolinie regularnie obserwuję kierowców, którzy samochody parkują pod samą klatką, zastawiając przejście. Robią tak, chociaż parking jest kilkanaście metrów dalej. Za każdym razem są to pojazdy na lubelskich numerach – wypomina jeden z naszych rozmówców.

Problemem największych aglomeracji – gdzie nie brak dwupasmówek – jest kurczowe trzymanie się lewego pasa. – Od kilku lat podczas powrotów z Warmii widzę, że do granicy podwarszawskich Łomianek wszyscy po manewrze wyprzedzania zjeżdżają na prawy pas. Dalej nie zjeżdża praktycznie nikt. Auta ciągną lewym, dodatkowo siedząc sobie na ogonie, co jest kolejnym naruszeniem – mówi Adam Kornacki z TVN Turbo.

Polskim kierowcom problemy sprawia prawidłowe używanie kierunkowskazów. W ubiegłym roku policja odnotowała 1378 tego typu naruszeń, najwięcej na Mazowszu. W pierwszym półroczu tego roku było ich 906, a na pierwsze miejsce wysunęło się woj. warmińsko-mazurskie.

Zarzut braku kultury najczęściej jest stawiany kierowcom z Warszawy. Czy słusznie? – Warszawiacy faktycznie chcą być pierwsi na światłach i wciskają się w każdą wolną lukę – przyznaje Szymon Sołtysik, dziennikarz Top Gear Polska. Ale zaraz dodaje, że to w stolicy zdecydowanie łatwiej mają kierowcy z innych regionów. – Często, z racji obowiązków zawodowych, jeżdżę po Warszawie na innych numerach. Gdy kierowcy zauważają, że nie jestem miejscowy, patrzą na mnie przychylniej, częściej mnie wpuszczają i są bardziej wyrozumiali, gdy coś pójdzie nie tak – kwituje Sołtysik.

– Na negatywne postrzeganie warszawskich kierowców w dużej mierze składają się przyjezdni i kierowcy aut służbowych, na warszawskich numerach, ale już niekoniecznie z Warszawy – wyjaśnia Maciej Brzeziński z tygodnika „Auto Świat” i wskazuje, że zna regiony Polski, w których kierowcy mogliby się od warszawskich kolegów wiele nauczyć: – W Częstochowie zauważyłem sporo prowadzących, którzy nie zwracają uwagi na pieszych. Pod tym względem zdecydowanie lepiej jest w stolicy – mówi.

Nasi rozmówcy są zdania, że jest szansa na poprawę sytuacji. – Choć wciąż daleko nam do ideału, zauważam na drogach coraz więcej pozytywnych zachowań i gestów zwykłej życzliwości – przyznaje Maciej Brzeziński. Zdaniem Szymona Sołtysika problem leży w egoizmie kierowców i dopiero wyeliminowanie tej cechy pozwoli na pielęgnowanie kultury jazdy: – Złe zachowania i nawyki biorą się stąd, że ludzie nie postrzegają ruchu jako żywego organizmu, gdzie reakcja jednej jednostki spowoduje zmiany w całym organizmie – wyjaśnia Sołtysik.