Elżbieta Bieńkowska bierze pod uwagę co najmniej dwie koncepcje. Pierwsza zakłada, że inspekcja dokończy wdrażanie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD), na który składają się m.in. stacjonarne i mobilne fotoradary, systemy informatyczne generujące wezwania do kierowców, a niebawem – systemy odcinkowego pomiaru prędkości. Gdy CANARD będzie gotowy, zostanie przekazany policji. Niewykluczone, że taki sam los będzie czekał samorządowe fotoradary zarządzane dziś przez straże miejskie i gminne. GITD zająłby się statutową działalnością, do której został powołany w 2002 r., a więc głównie kontrolą przewozów.

Druga koncepcja jest bardziej radykalna. Także zakłada przekazanie CANARD policji, ale równolegle policja wchłonęłaby cały GITD. Wówczas szeregi funkcjonariuszy wzmocniłoby ok. 600 inspektorów. Jak twierdzą nasze źródła w inspekcji, przyjęliby to z uśmiechem na ustach, bo dzięki temu uzyskaliby przywileje emerytalne przysługujące służbom mundurowym.

Takie sygnały płyną z kilku niezależnych źródeł. Oficjalnie rzecznik MiR Piotr Popa twierdzi: nie są prowadzone prace w tym zakresie. – Zmianą systemową dotyczącą ITD, konsultowaną na poziomie Komitetu Stałego Rady Ministrów, jest reorganizacja podległości obecnych wojewódzkich ITD – mówi.

Być może jest to kolejny scenariusz, który zakłada tylko częściowe wchłonięcie struktur GITD przez policję. – Uprościłoby to rozbuchaną strukturę formacji, która oprócz wojewódzkich inspektoratów ma też delegatury – mówi jeden z inspektorów.

W kuluarach pojawiły się plotki o rychłej dymisji Tomasza Połcia z funkcji głównego inspektora transportu drogowego. – Praktycznie się nie znają z wicepremier Bieńkowską. I nie podoba jej się negatywny wizerunek głównego inspektora wykreowany przez tabloidy – słyszymy. Ale ten scenariusz jest mało prawdopodobny. Pytany przez nas Tomasz Połeć komentuje: – Pani premier ma prawo dobierać sobie współpracowników.

Fotoradary od dawna są traktowane przez rząd niczym gorący kartofel. Nie przyniosły spodziewanego efektu fiskalnego – zamiast ponad miliarda tylko kilkadziesiąt milionów złoty. Nie są lubiane przez kierowców, którzy – choć liczba ofiar śmiertelnych spada – uważają je za maszyny do zarabiania pieniędzy, niepoprawiające bezpieczeństwa.

Inspekcja ma kłopot, bo wciąż nie dokonano zmian legislacyjnych, które usprawniłyby procedury mandatowe. W efekcie nie radzi sobie z natłokiem zadań. W zeszłym roku z 2,5 mln wszystkich zdjęć tylko 772 tys. skutkowało skierowaniem wezwań do kierowców (reszta była albo niewyraźna, albo dotyczyła obcokrajowców, których inspektorzy nie mają możliwości ścigać). Progi tolerancji w fotoradarach ustawiano nawet na poziomie 20–25 km/h, mimo że przepisy dopuszczają maksymalnie 10 km/h ponad limit. Inspektorzy wskazują, że gdyby nie to, system mógłby się całkiem zatkać.

Już tak się dzieje. Ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli wykazał, że wielu kierowców w ogóle nie otrzymało mandatu (GITD nie nałożył 72 tys. kar o szacunkowej wartości ok. 19,5 mln zł) lub dostawało je z opóźnieniem. Słabo też wygląda współpraca GITD z policją w zakresie informowania o mandatach karnych dla kierujących, aby policja mogła nałożyć na nich punkty karne (NIK doliczyła się 32 tys. takich spraw).

Na niekorzyść inspekcji działa też trwające od czerwca 2013 r. śledztwo prowadzone przez CBA na zlecenie Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie w sprawie przetargu na centralny system przetwarzania dla CANARD. W grę wchodzą przekroczenie uprawnień przez pracowników GITD i zmowa przetargowa oferentów. Z naszych informacji wynika, że w lutym część materiałów (m.in. dokumentację i nośniki elektroniczne) uznano za dowód w sprawie.