Przetarg dotyczył utrzymania dróg krajowych, administrowanych przez szczeciński oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Firma, która złożyła najkorzystniejszą ofertę, nie dołączyła do niej zaświadczenia z ZUS potwierdzającego, że nie zalega ze składkami.

Pech chciał, że brak ten ujawniono tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Zamawiający wezwał do jego uzupełnienia. Wezwanie to wysłał e-mailem, gdyż był to jeden ze sposobów komunikacji przewidzianych w specyfikacji. Jednocześnie nadał też tradycyjny list z pismem. Było to 23 grudnia 2013 r. po godz. 15. Termin na uzupełnienie zaświadczenia z ZUS wyznaczono na 2 stycznia 2014 r.

Z niewiadomych przyczyn e-mail nie dotarł do przedsiębiorcy. Odebrał on jedynie list papierowy, ale nastąpiło to dopiero 2 stycznia. Wykonawca natychmiast przesłał e-mail do zamawiającego, dołączając skan zaświadczenia, które zresztą od początku posiadał. Było już jednak za późno. Organizator przetargu nie tylko wykluczył przedsiębiorcę, ale na dodatek postanowił zatrzymać wpłacone przez niego 50 tys. zł wadium.

W odwołaniu złożonym do Krajowej Izby Odwoławczej przedsiębiorca przekonywał, że e-mail do niego nie dotarł. Skład orzekający oddalił jednak odwołanie. Swój wyrok oparł na wynikającej z art. 61 kodeksu cywilnego teorii doręczeń. Zgodnie z ust. 2 tego przepisu dla skuteczności oświadczenia woli wyrażonego w postaci elektronicznej miarodajna jest chwila, w której wprowadzono je do środka komunikacji elektronicznej. Upraszczając, chodzi o to, czy i kiedy e-mail trafił na serwer pocztowy odbiorcy.

Zdaniem KIO zamawiający przedstawił dowody, że wysłany przez niego e-mail dotarł do adresata. Był to wydruk ze skrzynki pracownika GDDKiA, z którego wynikało, że wiadomość została wysłana na podany adres i ma status przekazanej.

– Jednocześnie analiza dowodów przedstawionych przez odwołującego się nie może prowadzić do skutecznego zakwestionowania ustaleń – podkreśliła w uzasadnieniu wyroku Izabela Kuciak, przewodnicząca składu orzekającego.

Przedsiębiorca dostarczył na rozprawę wykaz logów z serwera pocztowego, na którym nie odnotowano wiadomości z adresu GDDKiA. Izba uznała go jednak za niewiarygodny, chociażby dlatego że cała wskazana korespondencja pochodziła z tej samej godziny i minuty.

W przetargu tym zamawiający wymagał potwierdzenia każdej wiadomości przesyłanej drogą elektroniczną. Automatycznego potwierdzenia nie otrzymał, gdyż tak był skonfigurowany serwer. Mimo tego nie zadzwonił do wykonawcy z prośbą o potwierdzenie tego chociażby drogą elektroniczną. Zdaniem KIO nie miało to jednak żadnego znaczenia.

– Ustawodawca z brakiem takiego potwierdzenia nie wiąże bowiem żadnych skutków prawnych – podkreśliła przewodnicząca.

Artur Wawryło z Centrum Obsługi Zamówień Publicznych, który reprezentował wykonawcę na rozprawie, przekonuje jednak, że zamawiający powinien próbować uzyskać takie potwierdzenie.

– Po pierwsze dlatego, że sam go wymagał w specyfikacji. Po drugie zaś, sytuacja byłaby wówczas dużo bardziej przejrzysta i zamawiający od razu dowiedziałby się, że są jakieś problemy z wysłanym przez niego e-mailem – argumentuje.

ORZECZNICTWO

Wyrok z 11 lutego 2014 r. Krajowej Izby Odwoławczej, sygn. akt KIO 110/14. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia