Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę szkoleniową i doradczą APEXnet oraz IIBR na próbie 1020 osób zajmujących się zamówieniami publicznymi, jest to zbieżne z oczekiwaniami rynku. Z odpowiedzi na pytanie: „Ile powinien wynosić próg, do którego nie trzeba organizować przetargu” wyciągnięto średnią wartość 29,71 tys. euro, czyli prawie dokładnie tyle, ile przegłosowali w lutym posłowie. Nieco niżej ten próg ustawiliby przedsiębiorcy, gdyż tu średnia wyniosła 27,94 tys. euro.

– Co ciekawe, podczas prac sejmowych przedstawiciele organizacji skupiających mniejszych przedsiębiorców opowiadali się za tym, by próg ten był jeszcze wyższy, co zaproponowali posłowie PO w swym projekcie. Środowiska reprezentujące większe firmy optowały za niższym progiem – mówił podczas X Dnia Otwartego Zamówień Publicznych, na którym zaprezentowano wyniki tych badań, Grzegorz Czaban, ekspert APEXnetu.

– Takie podejście jest zresztą chyba uzasadnione. Duże przedsiębiorstwa będą miały utrudniony dostęp do informacji o tych zamówieniach. Małe, lokalne firmy liczą zaś, że będąc blisko zamawiającego, zyskają szansę na zdobywanie większej liczby zleceń – dodał.

Dzisiaj próg wynosi 14 tys. euro. Po wejściu w życie zmian, które już można uznać za przesądzone, administracja – zarówno rządowa, jak i samorządowa – będzie mogła wydać z pominięciem procedur przetargowych niespełna 127 tys. zł netto. Brutto oznacza to kwotę ok. 156 tys. zł.

Samo podwyższenie progu nie budziło większych zastrzeżeń podczas prac legislacyjnych. Co więcej, wciąż trwają prace nad innym projektem, który przewiduje ustalenie progu na wysokości 50 tys. euro. Zgłaszano natomiast propozycje, które gwarantowałyby przejrzystość w wydatkowaniu publicznych środków mimo braku obowiązku organizowania przetargu. Jedna z nich wzorowała się na systemie estońskim.

– Tam progi są ustawione na jeszcze wyższym poziomie. W przypadku dostaw i usług jest to 40 tys. euro, a w przypadku robót budowlanych aż 250 tys. euro. Chociaż do tych wysokości nie trzeba organizować przetargów, to jednak powyżej pewnych wartości obowiązkowe jest publikowanie informacji o samym zamówieniu – tłumaczył Grzegorz Czaban.

Podobną propozycję zgłoszono podczas prac nad opisywaną nowelizacją. Zgodnie z nią przed zawarciem umowy o wartości wyższej niż 14 tys. euro, ale niższej niż 30 tys. euro, urzędnicy zamieszczaliby stosowne ogłoszenia w Biuletynie Zamówień Publicznych. Następnie publikowaliby informacje o tym, do kogo ostatecznie trafiło dane zlecenie. Komisja Gospodarki rekomendowała przyjęcie tej poprawki. Z niewiadomych względów nie zyskała ona jednak akceptacji większości posłów.