Takie uprawnienia dla ministra sprawiedliwości przewiduje projekt nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych (Dz.U. z 2013 r. poz. 1121 – dalej u.s.p.), który właśnie trafił do konsultacji społecznych. Sędziowie mówią bez ogródek: to próba wprowadzenia ręcznego sterowania sądami.

Realne narzędzia

Zgodnie z proponowanym art. 22 par. 2a u.s.p. prezes sądu apelacyjnego, na żądanie ministra sprawiedliwości, przedstawia mu niezwłocznie informacje o toku postępowania w sprawach. Jak czytamy w uzasadnieniu zmiana ta jest konieczna, aby zapewnić sprawowanie ministrowi sprawiedliwości zewnętrznego nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów w sposób efektywny.

– To uprawnienie ma udrożnić przepływ informacji między prezesami sądów a ministrem sprawiedliwości. Są przecież sprawy, o których szef resortu musi mieć pewne informacje, bo np. wywołują one żywe zainteresowanie mediów – tłumaczy Wojciech Hajduk, wiceminister sprawiedliwości.

Dodaje, że minister sprawiedliwości powinien mieć przepis szczególny, który pozwoli mu szybko takie informacje pozyskać.

– Nie można przecież wymagać, aby wnioskował o nie tak jak inni obywatele, w trybie dostępu do informacji publicznej – tłumaczy wiceminister Hajduk.

Z kolei projektowany art. 37g par. 1 pkt 3 stanowi, że minister sprawiedliwości, w ramach zewnętrznego nadzoru administracyjnego może żądać od prezesa sądu apelacyjnego przedstawienia, w zakreślonym terminie, informacji lub dokumentów dotyczących wykonywania obowiązków nadzorczych, a w uzasadnionych przypadkach – także akt sądowych.

– Ten przepis daje ministrowi sprawiedliwości realne narzędzia do sprawowania nadzoru administracyjnego nad sądami – wyjaśnia Wojciech Hajduk.

Zwraca uwagę, że chociaż już obecnie takie uprawnienie daje ministrowi rozporządzenie w sprawie nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów powszechnych (Dz.U. z 2013 r. poz. 69), to jak do tej pory nie skorzystał on z niego ani razu.

Polityczny zabieg

– Dziwi mnie, że ministerstwo nie zaproponowało przepisu, zgodnie z którym każdy sędzia miałby obowiązek meldować się na każde zawołanie ministra sprawiedliwości, składać mu raport z prowadzonej sprawy i wysłuchać wskazówek co do jej rozstrzygnięcia – ironizuje Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Sędziowie uważają, że korzystanie z projektowanych rozwiązań byłoby niedopuszczalnym naciskiem na prezesów sądów apelacyjnych.

– To bardzo niebezpieczne przepisy, gdyż spowodują, że wpływ na konkretnego sędziego mogliby wywierać jego przełożeni w obawie przed sankcją ze strony ministra w postaci np. odwołania z funkcji prezesa. Jest to bardzo wysublimowana, ale przez to również bardzo niebezpieczna forma wpływania na sędziów – zauważa Bartłomiej Przymusiński, sędzia Sądu Rejonowego Poznań – Nowe Miasto.

I poleca ministerstwu uważną lekturę sprawy Kinsky przeciwko Czechom, z której wynika, że minister nie ma prawa wpływać na konkretne postępowanie. I z pewnością prędzej czy później MS z tego przepisu będzie musiał się tłumaczyć przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

– Oby Polska nie musiała płacić odszkodowań za naruszenie niezależności sądów – przestrzega sędzia.

Sędziowie podnoszą, że minister mógłby te uprawnienia wykorzystywać do celów politycznych. Projekt na nowo przywołuje toczącą się od dawna dyskusję na temat tego, kto powinien sprawować nadzór administracyjny nad sądami.

– To, co proponuje resort, to dla mnie dowód na to, że taki nadzór nie powinien być sprawowany przez przedstawiciela władzy wykonawczej, i do tego czynnego polityka. Zakusy resortu do rozszerzania uprawnień ministra w zakresie nadzoru administracyjnego unaoczniają, jak cienka jest granica między tym, co dozwolone ministrowi, a tym, co stanowi już z jego strony niedozwoloną ingerencję w niezawisłość sędziów i niezależność sądów – komentuje Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa.

Podkreśla, że niedopuszczalne jest stosowanie w przepisie regulującym stosunki między prezesem sądu a ministrem takich sformułowań jak: niezwłocznie oraz na żądanie.

– To wywołuje wrażenie, jak gdyby prezes sądu apelacyjnego jako podwładny ministra sprawiedliwości miał być na każde jego skinienie – komentuje sędzia Żurek.

Delegacje ograniczone

Kolejne ważne zmiany dotyczą zasad delegacji sędziów, a także m.in. kuratorów sądowych, referendarzy i asystentów sędziów. Obecnie takie osoby mogą być delegowane do Ministerstwa Sprawiedliwości lub jednostki podległej na czas nieokreślony. To rozwiązanie było wielokrotnie krytykowane przez środowisko sędziowskie, które podnosiło, że zbyt wielu sędziów jest oddelegowanych do resortu (obecnie jest ich 125), a cierpi na tym wymiar sprawiedliwości.

W projekcie proponuje się, aby taka delegacja trwała maksymalnie pięć lat, a w szczególnie uzasadnionych przypadkach mogła zostać przedłużona o kolejne pięć.

– Cieszę się z tendencji do ograniczenia czasu trwania delegacji, ale okres 10 lat jest zbyt długi. „Iustitia” postulowała, aby okres ten wynosił maksymalnie dwa lata, gdyż po dłuższym czasie bez orzekania sędzia traci umiejętności wymagane na stanowisku orzeczniczym – komentuje Bartłomiej Przymusiński.

Obecnie nie jest możliwe łączenie delegacji z orzekaniem.

– Dlatego nie powinno być tak, że sędzia idzie na kilkunastoletnią delegację do resortu. Przez ten czas traci kontakt z tym, co się w sądach dzieje. A przecież przedstawiciele MS wielokrotnie podkreślali, że sędziowie są niezbędni w resorcie właśnie dlatego, że jak nikt inny wiedzą, co w sądach należy poprawić – mówi Waldemar Żurek.

Ponadto sędziowie zwracają uwagę na to, że w projekcie nie ma przepisów, które ograniczyłyby możliwość wielokrotnej delegacji tej samej osoby.

– Może przecież być tak, że ktoś po zakończeniu jednej delegacji wraca do sądu na dwa miesiące i po tym czasie znów zostaje oddelegowany do pracy w resorcie. Tak można bawić się w nieskończoność – zauważa sędzia Żurek.

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach społecznych