Rząd przedstawił wczoraj propozycję zmian w przepisach dotyczących pijanych kierowców. Z jednej strony premier Donald Tusk odżegnywał się od zaostrzania sankcji, z drugiej – przyznawał, że bez drastycznej zmiany w przepisach nie da się doprowadzić do zmniejszenia liczby pijanych kierowców. Zdaniem premiera w większym stopniu zmiany te będą jednak dotyczyć skuteczniejszej egzekucji istniejących przepisów.

Obecnie za jazdę w stanie nietrzeźwości (bez spowodowania wypadku) sąd może odebrać prawo jazdy na okres od roku do 10 lat. Rząd nie tylko chce podwyższyć dolną granicę do trzech lat, a górną do 15, ale także wprowadzić obowiązek odbierania uprawnień. Oprócz tego sądy w takich przypadkach będą też musiały nałożyć na kierowcę nakaz zapłaty nawiązki na rzecz funduszu pomocy pokrzywdzonym oraz pomocy postpenitencjarnej, z którego wypłacane są też świadczenia na rzecz ofiar wypadków drogowych. Minimalna wartość ma sięgać 5 tys. zł, a maksymalna, tak jak obecnie, może wynosić nawet 100 tys. zł. Do tego ich nazwiska będą podane do publicznej wiadomości.

W przypadku ponownego złapania na jeździe po pijanemu kierowca straci prawo jazdy na przynajmniej pięć lat (maksimum 15) i będzie musiał zapłacić przynajmniej 10 tys. zł nawiązki (maks. 100 tys. zł). – I prawie na pewno trafi do więzienia – zapowiada premier, przypominając, że Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego pracuje nad wielką nowelizacją prawa karnego, która ma doprowadzić do mniejszej liczby wyroków kar pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem ich wykonania.

Właśnie na zbyt łagodne traktowanie pijanych kierowców przez sądy zwraca uwagę Marek Biernacki, minister sprawiedliwości.

– Aż 98 proc. spraw pijanych kierowców kończy się wyrokiem w tzw. zawiasach. Co więcej, w przypadku recydywy kara w zawieszeniu jest orzekana w 70 proc. przypadków, mimo iż są wyraźne wskazania kodeksowe, by była to sytuacja wyjątkowa – podkreśla minister.

Marek Biernacki zwraca też uwagę na zbyt łagodne karanie grzywnami. Ze statystyk resortu sprawiedliwości wynika, że w 2012 r. spośród 29 tys. osób ukaranych w ten sposób tylko w stosunku do 139 kierowców zastosowano grzywnę wyższą niż 5 tys. zł. W 47 proc. spraw sądy wymierzały karę poniżej tysiąca złotych.

Według ministra Biernackiego skuteczniejszą walkę z alkoholem na drodze umożliwi też nowelizacja prawa o prokuraturze.

– Dzięki temu rząd mógłby wyznaczać corocznie zasadnicze kierunki polityki karnej. Umożliwi to np. prokuratorowi generalnemu wydawanie wiążących wytycznych do kierunku prowadzenia spraw. Na przykład mógłby polecić prokuratorom, by domagali się zasądzania grzywien uzależnionych od statusu materialnego oskarżonego kierowcy – wyjaśnia minister sprawiedliwości.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że samo odbieranie uprawnień nic nie da, bo powszechnym zjawiskiem jest jazda bez prawa jazdy. Dlatego rząd chce zaostrzyć kary za prowadzenie bez uprawnień. Obecnie jest to wykroczenie, za które grozi mandat. Donald Tusk zapowiedział przeniesienie kwalifikacji karnej jazdy bez uprawnień z kodeksu wykroczeń do kodeksu karnego.

– Każdy, kto będzie jeździł bez uprawnień, będzie popełniał przestępstwo – zadeklarował, dodając przy tym, że jednakowo będą traktowane zarówno osoby, którym odebrano prawo jazdy za jazdę na podwójnym gazie, jak i te, które wsiadają za kółko, mimo że jeszcze w ogóle nie zdały egzaminu na prawo jazdy.

Największym novum zaproponowanym wczoraj przez rząd jest jednak wprowadzenie od 2015 roku obowiązku posiadania alkomatów na wyposażeniu auta (bez obowiązku korzystania z nich).

– Pozbawi to kierowców takiego wewnętrznego alibi. Teraz każdy będzie miał możliwość sprawdzenia, czy po piciu alkoholu dzień wcześniej, może wsiąść za kółko – wyjaśnia premier, dodając, że obowiązkowe alkomaty nie będą dużym wydatkiem dla kierowców. Obecnie takie urządzenia kosztują od 5 do 10 zł.

Pijanych kierowców i prowadzących bez uprawnień mniej

Policjanci w 2013 roku (dane do końca listopada) złapali 4465 kierowców, którzy prowadzili auta mimo sądownie odebranego prawa jazdy (w 2012 – dane za cały rok – było ich 5212). W takim wypadku kierującemu pojazdem grozi 500 zł mandatu. Według rzecznika policji Mariusza Sokołowskiego sankcja jest zbyt łagodna. Z danych wynika jednak, że trend jest spadkowy. Trzy lata temu funkcjonariusze zanotowali aż 7594 takie przypadki. Rok później 6759.

Zakaz prowadzenia pojazdów to środek karny orzekany wobec sprawców przestępstw lub wykroczeń skierowanych przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji (m.in. spowodowanie wypadku drogowego lub katastrofy w komunikacji, prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego czy dopuszczenie do ruchu pojazdu w stanie bezpośrednio zagrażającym bezpieczeństwu ruchu). Zakaz orzeka się na okres od roku do 10 lat lub dożywotnio.

Statystki policyjne nie wyróżniają powodów, z jakich orzeczono odebranie uprawnień. Sami funkcjonariusze nieoficjalnie przyznają jednak, że większość przypadków zakazów prowadzenia pojazdów dotyczy kierowców na podwójnym gazie.

Mimo dramatycznych doniesień o takich zdarzeniach jak to w Kamieniu Pomorskim – główną przyczyną wypadków pozostaje prędkość, a nie alkohol. W tylko co 18. wypadku brał udział nietrzeźwy kierowca – wynika z danych Komendy Głównej Policji. Jak pisaliśmy w DGP, przyczyny dziewięciu na dziesięć wypadków są inne niż nietrzeźwy kierowca. Powodem mniejszej liczby wypadków z udziałem pijanych jest restrykcyjna polityka policji pod tym względem.

Rok temu komendant główny policji generał Marek Działoszyński wydał rozkaz, by w każdej jednostce pion ruchu drogowego stanowił 10 proc. zatrudnienia. Przez ostatnie lata rosła również liczba kontroli policyjnych na trzeźwość kierowców – od niespełna 2 milionów jeszcze pięć lat temu do 9 milionów w tym roku.