Zgodnie z art. 7 kodeksu postępowania karnego organy postępowania kształtują swe przekonanie na podstawie wszystkich przeprowadzonych dowodów, ocenianych swobodnie z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego. Przepis ten kreuje jedną z naczelnych zasad polskiego procesu karnego – zasadę swobodnej oceny dowodów. Zgodnie z nią nie istnieje żadna formalna hierarchia znaczenia procesowego dowodów. Oznacza to, że sąd nie jest skrępowany żadnymi ustawowymi czy formalnymi zasadami, jak ma oceniać dane dowody – w procesie karnym żaden z nich nie jest co do zasady ani mocniejszy, ani słabszy. Wszystkie z założenia są takie same, a ich indywidualnej oceny w ramach konkretnej sprawy dokonać musi sąd.

W polskich sądach dowody nadal są jednak dzielone na te lepsze i gorsze – twierdzą niektórzy z prawników i przytaczają przykłady z życia wzięte.

Na pewno nie kłamie

– Rzeczywiście, dowody z zeznań funkcjonariuszy publicznych traktowane są jak te lepsze. Jeśli mamy do czynienia z zeznaniami funkcjonariusza i innego obywatela, to z praktyki rozpatrywania spraw chociażby w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich widać, że częściej te pierwsze uznawane są za wiarygodne – przyznaje dr Marcin Warchoł, wicedyrektor Instytutu Prawa Karnego na Uniwersytecie Warszawskim i pracownik Biura RPO.

Jak twierdzi, sądy niekiedy podpierają się tym, że funkcjonariusze są osobami zaufania publicznego, w związku z tym ich zeznaniom należy dać wiarę. Przypomina jednak, że takie uzasadnienia są sprzeczne z podstawowymi zasadami procedury karnej.

– W Polsce średniowiecznej mieliśmy do czynienia z legalną oceną dowodów. Istnieje ona do dziś np. w Iranie, gdzie są przepisy uniemożliwiające skazanie na karę śmierci na podstawie zeznań kobiet, które z zasady są zeznaniami gorszymi. Nie w tym jednak kierunku powinniśmy chyba podążać – uważa dr Warchoł.

Ekspert przypomina, że problem związany z dowodami osobowymi znalazł swój finał również przed Sądem Najwyższym.

– W orzeczeniu (sygn. akt II KRN 178/95) SN podkreślił, że całkowicie niedopuszczalne jest wartościowanie zeznań świadka w zależności od posiadanej przez niego pozycji społeczno-zawodowej, w tym pełnionej przez niego funkcji publicznej. Przypomniał przy tym, że nawet jeden świadek wystarczy do skazania. Nie istnieje bowiem żadna reguła dowodowa, która uzasadniałaby pogląd, że zeznania jednej osoby są do tego niewystarczające – mówi dr Warchoł.

Lepiej nie zadzierać

Prawnicy przyznają, że wartościowanie zeznań funkcjonariuszy jest szczególnie widoczne w sprawach z art. 226 kodeksu karnego (znieważenie funkcjonariusza).

– Mam co najmniej kilka spraw, w których moi klienci twierdzą, że to oni zostali w niewłaściwy sposób potraktowani przez policjantów, a próby interwencji wobec funkcjonariuszy skończyły się oskarżeniem o ich znieważenie. Z reguły dowody to słowo policjanta przeciwko słowu zwykłego obywatela i sąd w zdecydowanej większości wypadków daje wiarę policjantowi – twierdzi adwokat Agnieszka Matusik.

I ta opinia nie jest odosobniona.

– Wielokrotnie obywatel oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej i znieważanie stróży prawa pada ofiarą niezgodnych z prawem działań funkcjonariuszy policji, stając się kozłem ofiarnym zaistniałej sytuacji. W większości przypadków prezentowana przez niego wersja wydarzeń, z uwagi na brak świadków zdarzenia, nie znajduje potwierdzenia w innych osobowych środkach dowodowych, a wówczas jako odmienna od wersji prezentowanej przez funkcjonariuszy zostaje całkowicie zdyskredytowana przez sąd – przyznajeKatarzyna Majkowska, adwokat z kancelarii Krüger & Partnerzy Adwokaci.

I dodaje, że w niektórych sprawach, zwłaszcza w tych z udziałem kilku pokrzywdzonych mundurowych, metodą podważenia ich wiarygodności może okazać się szczegółowa analiza treści ich zeznań. Zmierzać ona może do wykazania wewnętrznych sprzeczności, czy też istotnej niekonsekwencji w rekonstruowanym przebiegu zdarzenia.

– Pamiętam sprawę klienta oskarżonego o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy policji, w której udało się nam zakwestionować wiarygodność ich zeznań.Wykazaliśmy właśnie niekonsekwencję i rozbieżności w prezentowanej wersji przebiegu zdarzenia oraz wątpliwości co do zasadności i legalności podjętej przez nich interwencji w domu oskarżonego. Doprowadziliśmy tym samym do uchylenia wyroku i przekazania sprawy sądowi I instancji do ponownego rozpoznania – opowiada mecenas Majkowska.

Jak się okazuje, winę za taki stan rzeczy można po części zrzucić na nielogiczne ustawodawstwo. Artykuł 222 k.k. mówi dość ogólnie, że karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3 podlega ten, kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego podczas lub w związku z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych.

– W praktyce granice czynności sprawczej przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy istotnie się zacierają. Za przestępstwo z art. 222 k.k. może być skazana zarówno osoba, która przypuszcza czynny atak na funkcjonariuszy, jak i obywatel, który chwycił rękę policjanta bądź potrząsnął rękawem jego munduru, próbując np. powstrzymać go przed zatrzymaniem bliskiej mu osoby – zauważa mecenas Majkowska i postuluje modyfikację wskazanych zapisów.

O tym, jaką siłę ma słowo policjanta, przekonali się również niedawno zatrzymani kibice Lazio Rzym.

– Funkcjonariusze w ich sprawach zeznawali np., że rozpoznają oskarżonego po ruchach albo po dżinsowych spodniach i czarnej kurtce, podczas gdy ponad 100 osób było tak ubranych. Sąd zaś dawał im wiarę – opowiada dr Marcin Warchoł.

– Mamy świadomość, że zdarzają się wśród przedstawicieli każdych ze służb osoby, które mogą łamać prawo. W Polsce nie ma jednak hierarchii ważności zeznań. Gdybyśmy stosowali taką gradację, obywatel byłby z góry skazany na przegraną – zapewnia jednak sędzia Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa.

Jak mówi, wcale nie tak rzadko sędziowie dają wiarę obwinionym czy oskarżonym.

– Proszę pamiętać jednak, że sądowi, który opiera się na zeznaniach tylko dwóch stron, bardzo trudno rozstrzygnąć sprawę. Sąd musi wtedy patrzeć na inne okoliczności. Mamy czasem takie sytuacje, gdzie po meczu w grupie kibolskiej zostaje ujęta jedna osoba, i mamy w jej sprawie zeznania policjantów, osoby zatrzymanej oraz jej kolegów, często notowanych. W tym przypadku wiarygodność zeznań tych ostatnich, które są inne od policjantów, zupełnie spada. W takich przypadkach musimy patrzeć na całokształt okoliczności – argumentuje sędzia Żurek.

Było a nie jest

Również i wśród adwokatów są tacy, którzy dawno nie mieli doświadczeń z nieuzasadnionym faworyzowaniem jednych świadków kosztem innych.

– „Pewnie mówią państwo prawdę, ale policjanci zeznali inaczej, a nie możemy nie wierzyć policjantom” – to był refren wielu uzasadnień w kolegiach do spraw wykroczeń. Wierność państwu i jego przedstawicielom zastępowała prawdę – wskazuje Andrzej Michałowski, adwokat z kancelarii Michałowski Stefański.

I podkreśla, że czasem ta zasada przenosiła się także do sądów, ale wówczas rzadziej konfrontowano ją ze zwykłymi obywatelami, najczęściej z profesjonalnymi przestępcami. Mniej w tym było jednak zaufania do funkcjonariuszy, a więcej pogardy dla oskarżonych.

Zdaniem mec. Michałowskiego dzisiaj jest inaczej.

– Mam wrażenie, że w sądzie nikogo już nie traktuje się z wyjątkową atencją. Nawet tych, którzy z racji wieku albo doświadczeń na takie specjalne traktowanie zasługują. I nie ma w tym winy sędziów, ale nas wszystkich. Nic już nie różni inteligenta od niewykształconego zbieracza złomu. Często nie tylko wyglądają tak samo, ale mówią tym samym potocznym językiem, tak samo niezdarnie opisują rzeczywistość. Funkcjonariusze publiczni dokładają do tego nieznośnie urzędowy styl i butę– puentuje mec. Michałowski.

W Iranie zeznania kobiet z zasady są zeznaniami gorszymi. Nie w tym kierunku powinniśmy chyba podążać