Dopuszczenie na polskie drogi aut przeznaczonych do ruchu lewostronnego wzbudza ogromne kontrowersje. Obecnie jest to możliwe tylko po dostosowaniu takiego samochodu do kontynentalnych zasad ruchu poprzez wymianę świateł, lusterek oraz przełożenie układu kierowniczego i pedałów. A to kosztuje: w zależności od modelu auta od czterech do kilkunastu tysięcy złotych.

Ograniczenie swobód

To nie podoba się Komisji Europejskiej, która traktuje uzależnienie rejestracji auta od poniesienia tych kosztów jako zamach na zasadę swobody przepływu towarów i usług. Przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) toczy się w tej sprawie postępowanie (sygn. akt C-639/11), w trakcie którego Niilo Jääskinen, rzecznik generalny TSUE, stwierdził, że kwestie bezpieczeństwa są niewystarczającym powodem dla ograniczenia swobody przepływu towarów.

Wobec takiej opinii rzecznika generalnego wynik postępowania w tej sprawie przeciwko Polsce jest niemalże przesądzony: trybunał nakaże nam dostosować prawo do rozstrzygnięcia, a w razie niewykonania wyroku – nałoży na nasz kraj karę finansową.

Wobec takiego ryzyka Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej już w ubiegłym roku opracowało projekt założeń do nowelizacji ustawy – Prawo o ruchu drogowym (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1137 z późn. zm.), który ogranicza konieczność przeróbek do minimum. Zarejestrowanie auta z kierownicą po prawej stronie wymagałoby jedynie dostosowania pojazdu do ruchu prawostronnego w zakresie świateł i lusterek. Ministerstwo, szacując skutki finansowe, ograniczyło się do kosztów przeróbek pojazdów. A skoro obecnie najdroższe jest przełożenie kolumny kierownicy, to znaczy, że zmiany przyniosą pozytywny skutek, bo kierowcy zaoszczędzą.

O tym, że stracą przy okazji przedsiębiorcy, w projekcie się nie wspomina. A to przecież polskie warsztaty, a nie mechanicy w Wielkiej Brytanii, Irlandii czy na Malcie, przerabiają sprowadzane do nas samochody.

Jak jest w innych krajach

Jak jest w innych krajach

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Straty warsztatów

Zdaniem Marka Stępnia, eksperta motoryzacyjnego z PZMot, nie tylko stracą warsztaty samochodowe, ale zwiększenie importu niekorzystnie odbije się na sprzedaży nowych aut. Różnice w cenach pomiędzy samochodami na Wyspach a na kontynencie sięgają 30 proc. Skoro więc opłacało się je importować i ponosić koszty przeróbek, tym bardziej będzie się je opłacało sprowadzać, jeśli te koszty spadną.

Innego zdania jest Agnieszka Durlik-Khouri z Krajowej Izby Gospodarczej.

– Nie sądzę, by groził nam zalew aut z Wielkiej Brytanii, bo inne kraje tego nie doświadczyły. Poza tym import dotyczyłby w głównej mierze aut używanych, co nie powinno mieć wpływu na rynek nowych pojazdów – przekonuje Durlik-Khouri.

– Nie mam pewności, czy zmiana wpłynie negatywnie na rynek polski, ale na pewno pozytywnie wpłynie na rynek brytyjski. Ceny tamtejszych aut są niskie, głównie z tego powodu, że jest to rynek zamknięty i sprzedaż używanego auta jest o wiele trudniejsza niż w pozostałych krajach europejskich – zauważa przedstawicielka KIG.

Pośrednio nowe regulacje mogą odbić się na kieszeni każdego, bo – jak zauważa Polska Izba Ubezpieczeń – jeśli wzrośnie liczba wypadków, wzrosną też ceny ubezpieczeń.

Czekać na wyrok

Niezależnie od rozważań ekonomicznych eksperci są zgodni, że dopuszczenie do ruchu aut z kierownicą po prawej stronie negatywnie wpłynie na poziom bezpieczeństwa. W ruchu prawostronnym widoczność z prawego fotela jest bardzo ograniczona, co powoduje, że manewry wyprzedzania są niebezpieczne. Szczególnie na drogach jednojezdniowych, a te w Polsce stanowią większość.

Pomimo iż projekt nowelizacji kodeksu drogowego przeszedł konsultacje społeczne i międzyresortowe, to na etapie rozpatrywania go na Komitecie Stałym Rady Ministrów Ministerstwo Gospodarki oraz Ministerstwo Środowiska nie zgodziły się na zmianę przepisów – właśnie ze względów bezpieczeństwa.

Zdaniem resortu gospodarki w pierwszych latach do Polski może przyjeżdżać nawet 120 tys. „anglików” rocznie. Dlatego ministerstwo proponuje, by dopuszczenie do ruchu aut z kierownicą po prawej stronie wiązało się ze znacznym ograniczeniem warunków poruszania się przez nie po drogach: niższe limity prędkości i zakaz wyprzedzania. Zdaniem ministerstwa rejestracja nieprzerobionych aut powinna być ograniczona do samochodów należących do cudzoziemców czasowo przebywających na naszym terytorium oraz niektórych pojazdów specjalnych (np. zamiatarek ulicznych).

Z kolei Ministerstwo Środowiska podkreśla, że liberalizacja przepisów negatywnie wpłynie na środowisko (przybędzie starych aut ze znacznie gorszymi parametrami emisji spalin), i sugeruje, by zaczekać ze zmianami prawa do wyroku TSUE. Eksperci proponują też wprowadzenie rozwiązań przyjętych w Czechach, gdzie zezwolono na rejestrację samochodów z kierownicą po prawej stronie jedynie w odniesieniu do pojazdów stanowiących mienie przesiedleńcze.

– Ograniczenie rejestracji aut z kierownicą po prawej stronie jest powodowane negatywnym wpływem na bezpieczeństwo i porządek publiczny. W świetle art. 31 ust. 3 konstytucji takie ograniczenie praw i wolności jest dopuszczalne i w tym przypadku racjonalne – uważa dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW.

Ale wobec czeskich pomysłów jest sceptyczny.

– Nie sądzę, by sposób nabycia rzeczy sam w sobie mógł uzasadniać uchylenie ograniczenia spowodowanego względem na wyższe wartości. Poza tym takie obostrzenie byłoby nieskuteczne: po pierwsze z pojazdu mogłyby korzystać także inne osoby, po drugie nie mógłby być on przedmiotem obrotu – dodaje prawnik.

Zwraca przy tym uwagę, że nie wszystko, co europejskim trybunałom wydaje się znakomitym pomysłem, będzie takie w realiach danego kraju.

Art. 31 ust. 3 stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne (...) dla bezpieczeństwa lub porządku publicznego