Efekty kontroli zakwestionował obywatel z Rzeszowa (dane znane redakcji). Złożył w trybie art. 241 k.p.k. wniosek o rewizję jej wyników. Zwrócił uwagę, że zadania określone w umowach na wykonanie prac nadzorczo-wizytacyjnych oraz nadzorczo-lustracyjnych są tożsame z zakresem obowiązków „służby nadzoru”, a więc z zadaniami sędziów i pracowników Biura Orzecznictwa NSA. Dlatego nie można uznać, że umowy zawarto z uwzględnieniem zakazu zastępowania umowy o pracę umową cywilnoprawną oraz że zlecane zadania realizowane były poza zakresem obowiązków służbowych pracowników NSA. „Jeżeli przyjąć, że protokoły i oceny mogły być sporządzone w ramach umów o dzieło – to konsekwencją tego jest fakt, że zostały sporządzone przez osoby fizyczne (nieuprawnione), a nie osoby urzędowe (uprawnione), które realizowały swoje obowiązki służbowe” – czytamy we wniosku skierowanym do NIK.

Kontrowersje budzą też inne kwestie: kwoty, na jakie zawierano takie umowy (zazwyczaj ok. 3–4 tys. zł), czy sposób wyłaniania sędziów, którym dawano możliwość dorabiania.

W odpowiedzi na wniosek o rewizję wyników kontroli NIK podtrzymała stanowisko. Izba przebadała 25 umów zawartych z osobami fizycznymi. Umowy związane z pracami wizytacyjnymi „zostały zawarte z osobą uprawnioną do dokonania tych czynności, tj. sędzią NSA”.

– NIK nie odniosła się merytorycznie do moich argumentów. Będę wnosił skargę. Bo prawo przyznaje taką możliwość. Znów niestety będzie ją rozpatrywał ten organ – mówi nam anonimowo informator.

Tłumaczy, że oficjalnie mówi się, że nie ma środków w sądownictwie. Tymczasem niektórym żyje się znacznie lepiej niż innym. I nie wiadomo, dlaczego tak jest.

Sprawie przyglądają się także związki zawodowe pracowników sądownictwa, które domagają się zmian systemowych w wynagradzaniu pracowników wymiaru sprawiedliwości.