- To już czwarty rok tego procesu i mam wrażenie, że szybciej doczekamy się przedawnienia niż rozstrzygnięcia tej sprawy – komentuje decyzję Sądu Najwyższego Dominika Bychawska-Siniarska, dyrektorka merytoryczna „Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce” Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. 

Proces dotyczy Łukasza Kasprowicza, blogera z Mosiny (woj. wielkopolskie). Zamieścił on na swoim blogu szereg niepochlebnych komentarzy pod adresem burmistrz tego miasta Zofii Springer. Pisał o niej m.in. „kłamliwa bestia”, a o magistracie, że „to burdel na kółkach”. Burmistrz skierowała do sądu prywatny akt oskarżenia stawiając w nim 15 zarzutów. W pierwszej instancji uznano go za winnego zniesławienia w mediach i skazano na podstawie krytykowanego od lat art. 212 § 2 kodeksu karnego na 300 godzin prac społecznych i roczny zakaz wykonywania zawodu dziennikarza. Zwłaszcza ta ostatnia kara byłaby dla niego wyjątkowo dotkliwa, dlatego że jest dziennikarzem w lokalnym tytule „Fakty Mosińsko-Puszczykowskie” i straciłby źródło zarobku (sygn. akt. VIII K 745/09/8).

Ten powszechnie krytykowany wyrok nie ostał się w drugiej instancji. Sąd Okręgowy w Poznaniu zmienił go uniewinniając blogera od większości zarzutów. Pozostawił jedynie dwa umarzając jednak i je z powodu znikomej szkodliwości społecznej czynu (sygn. akt IV Ka 266/11). 

Uzasadniając wyrok sąd zwrócił uwagę, że internet ze względu na jego charakter trzeba traktować inaczej niż inne środki masowego przekazu. Powszechnie wiadomo, że używa się tu innego języka, komentarze są formułowane bardziej dobitnie, przez czytelników są zaś traktowane jako mniej istotne. 

Z argumentacją tą nie zgodził się Sąd Najwyższy, który po raz pierwszy rozpoznawała kasację w tej sprawie w październiku 2012 r. 

– Pogląd ten jest bardzo kontrowersyjny. Musielibyśmy zaakceptować fakt, że w internecie można więcej niż w innych środkach masowego przekazu. Tymczasem forum internetowe ze względu na swój zasięg jest daleko bardziej niebezpieczne niż inne media – uzasadnił wyrok zwracający sprawę do ponownego rozpoznania w zakresie jednego z zarzutów sędzia Jarosław Matras, przewodniczący składu orzekającego (sygn. akt V KK 391/11). 

Sprawa wróciła do poznańskiego SO, który w styczniu 2013 r. po raz kolejny umorzył postępowanie z uwagi na znikomą szkodliwość społeczną czynu (sygn. akt. IV Ka 1158/12).

Burmistrz nie dała za wygraną i po raz kolejny złożyła kasację do SN. Skład orzekający zdecydował zaś po raz kolejny zwrócić sprawę do ponownego rozpoznania. Sędziowie uznali, że w swym pierwszym orzeczeniu dali jednoznaczne wytyczne dotyczące tego jak powinno być uzasadnione umorzenie postępowania. Ich zdaniem, poznański sąd nie uwzględnił tych wytycznych i nadal niejasne są przesłanki jakimi kierował się uznając szkodliwość społeczną popełnionego przez blogera czynu za znikomą (sygn. akt V KK 116/13).