statystyki

Wygrana przed sądem zadecyduje o wypłacie dla radcy prawnego?

autor: Ewa Maria Radlińska30.10.2013, 07:50; Aktualizacja: 30.10.2013, 18:03
Jak zarabiają prawnicy

Jak zarabiają prawnicyźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Sukces w sądzie to zysk dla prawnika, jeśli przegra nie dostanie nic. Scenariusz rodem z amerykańskich filmów prawniczych może być niedługo sposobem na zarabianie przez radców prawnych.

reklama


reklama


Zakaz umawiania się przez radców prawnych z ich klientami wyłącznie na wynagrodzenie procentowe od wywalczonej przed sądem kwoty może zostać już wkrótce wykreślony z Kodeksu Etyki Radcy Prawnego. W dniach 7–9 listopada br. odbędzie się Krajowy Zjazd Radców Prawnych, podczas którego ma zostać uchwalony nowy kodeks etyki. Dziś taki model rozliczania się z klientami jest zakazany zarówno dla radców, jak i adwokatów. Co więcej, barierę taką ustanowiła również międzynarodowa organizacja reprezentująca prawników europejskich – Rada Adwokatur i Stowarzyszeń Prawniczych Europy (CCBE), której członkami są oba samorządy. Adwokat Jerzy Naumann, były prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury, uważa, że jest to jak najbardziej uzasadnione.

– Przyjęcie przez adwokata sprawy za wynagrodzeniem płatnym wyłącznie procentem od wygranej wyzwala wszystkie patologie, jakie można sobie wyobrazić – podkreśla.

Wiceprezes Krajowej Izby Radców Prawnych (KIRP) Dariusz Sałajewski, tłumaczy, że Kodeks Etyki Prawników Europejskich nie ma jednak wprost zastosowania.

– Model ustanowiony przez CCBE jest formułą zalecaną, ale nie jest obowiązującym prawem – wskazuje.

Procent dla radców

Według sondażu przeprowadzonego wśród radców prawnych większość z nich jest gotowych zaryzykować, że jeśli przegrają w sądzie, nic nie zarobią.

– Nie mam nic przeciwko tzw. umowom sukcesu, jeżeli obie strony się na to godzą. Sprawy dotyczące pozyskiwania klientów czy umawiania się z nimi na wynagrodzenie powinny być poza kontrolą samorządu – uważa radca prawny Agata Rewerska.

Ostateczny projekt przedłożony zjazdowi zawiera zarówno wariant znoszący całkowicie obecny zakaz umawiania się na procent od wygranej, jak i podtrzymujący aktualne rozwiązanie. Zgodnie z tym ostatnim (art. 29 ust. 3 kodeksu etyki radcy prawnego) radcy nie wolno zawierać z klientem umowy, na mocy której klient zobowiązuje się zapłacić honorarium za jej prowadzenie wyłącznie proporcjonalnie do wyniku (pactum de quota litis). Dopuszczalna jest natomiast umowa, która przewiduje dodatkowe honorarium za pomyślny wynik sprawy.

Propozycja znosząca ograniczenie zakłada jednak, że zakaz ma zostać utrzymany, jeżeli sprawa dotyczy obrony w sprawach karnych, karno-skarbowych, o wykroczenia, rodzinnych, opiekuńczych, nieletnich, pracowniczych oraz szkód niemajątkowych, a także skargi konstytucyjnej.

Część prawników (zarówno radców, jak i adwokatów), którzy są zwolennikami zniesienia ograniczeń, wskazuje, że przepis wymaga interwencji, bo i tak jest de facto martwy.

– Tak, biorę procent od wygranej. Jak nie zgodzę się na taką umowę, to stracę klienta, który pójdzie do innej kancelarii, która na takie rozwiązanie się zgodzi – mówi młody radca, który prosi o zachowanie anonimowości. W końcu, zakaz wciąż w kodeksie tkwi, a to oznacza, że za jego złamanie grozi postępowanie dyscyplinarne.

– W naszej izbie jednak żaden radca nie został do tej pory ukarany za popełnienie takiego deliktu dyscyplinarnego – mówi dr Tomasz Niedziński, rzecznik dyscyplinarny Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie.

I dodaje, że popiera pomysł zezwalający radcom na umawianie się z klientem na procent od wygranej.

– Powinna być jednak określona maksymalna wysokość procentu, na jaki strony będą mogły się umówić – zaznacza.

Miliony do podziału

W amerykańskich realiach, gdzie adwokaci często walczą o wielomilionowe odszkodowania dla klientów, 20- czy 30-proc. udział w wygranej oznacza pokaźne wynagrodzenie. Dlatego też wręczając wizytówkę poszkodowanemu, w pierwszych słowach informują o zasadach wypłaty honorarium: „no win, no fee”. W Polsce przyznawane przez sądy stawki są znacznie niższe, choć z roku na rok rosną. W tym miesiącu zapadł w warszawskim sądzie apelacyjnym wyrok zasądzający rekordowe odszkodowanie: Dorota S., która na skutek wypadku samochodowego została sparaliżowana, ma dostać 2,5 mln zł odszkodowania od ubezpieczyciela.

Odszkodowanie dla niej wywalczyła GDPM Grupa Doradcza Prawno-Medyczna, która umowy na zasadzie success fee stosuje z powodzeniem.

Radca prawny Łukasz Chruściel z kancelarii Raczkowski i Wspólnicy, zwraca uwagę, że zmiana zasad może poszerzyć dostępność usług prawnych dla osób biedniejszych, które nie są w stanie na początkowym etapie wyłożyć pieniędzy na proces. Jednocześnie dla prawników oznacza, że trzeba będzie zainwestować w sprawę, która może trwać latami.

– Amerykański system procentowego rozliczania się prawnika z klientem jest jednak wart uwagi. Zwłaszcza jeśli zostanie wprowadzony przez radców – mówi adwokat Piotr Schramm, partner w Kancelarii GESSEL.

Wyjaśnia, że propozycja nie określałaby stawki minimalnej ani ograniczeń w dokonywaniu uzgodnień stawki procentowej. Pozwalałaby więc na tak wysokie honoraria w wygranej sprawie, że klient nie zgodziłby się na nie, gdyby były opłatą stałą, niezależną od wyniku procesu.

Sprawa ma jednak także drugi wymiar.

– Jeśli taki system wprowadzą radcy, adwokaci, nie mając takiej możliwości, mogą napotkać na trudność konkurowania na rynku – zauważa mec. Schramm.

Procent nie dla adwokata

Adwokaci takich zmian obecnie nie przewidują.

– Adwokat stałby się zakładnikiem nie tyle interesu klienta, ile własnego. Nikt przecież nie chce, i nie powinien, pracować za darmo. Pomieszanie przez adwokata interesów własnych z interesami klienta zawsze działa na niekorzyść klienta – wskazuje mec. Jerzy Naumann.

I wyjaśnia, że podobnie destrukcyjnych skutków można się doszukać w szeregu innych zajęć: korepetytor, który swoje wynagrodzenie całkowicie uzależnia od powodzenia ucznia w egzaminach, czy lekarz, który godzi się na honorarium wyłącznie, gdy pacjent cudem wyzdrowieje.

– Pactum jest niczym innym jak deprecjacją pracy adwokackiej i sprowadzeniem jej do poziomu albo załatwiactwa, albo gry losowej. I dlatego jest w Europie powszechnie odrzucane jako niedopuszczalne – tłumaczy mec. Naumann.

Zdaniem adwokata Karola Orzechowskiego z kancelarii Pietrzyk Orzechowski Wójtowicz, warto jednak podjąć dyskusję nad zmianami w tym zakresie również w palestrze.

– Zdarza się, że pobierane konieczne wynagrodzenie jest nieproporcjonalnie małe i ustalane wyłącznie po to, aby spełnić warunki określone w zbiorze zasad etycznych. Zasadnicze wynagrodzenie pochodzi zaś z pozytywnego rozstrzygnięcia sporu. Tego typu praktyka powoli ogarnia cały rynek, w tym również adwokatów – podnosi.

Arkadiusz Radwan, prezes Instytutu Allerhanda, który zajmuje się m.in. analizą roli instytucji prawnych w funkcjonowaniu rynku, tłumaczy, że jeśli klientem jest duża firma, to rzeczywiście nie ma potrzeby chronienia jej przez regulacje dotyczące wynagradzania prawników.

– Z klientami indywidualnymi sprawa nie jest jednak taka prosta. Niekiedy nie jest on w stanie wyłożyć środków na proces albo nie jest w stanie zaakceptować ryzyka porażki, która będzie go kosztować również wynagrodzenie pełnomocnika. Ale istnieje też ryzyko odwrotne: wykorzystania nieporadności i niedoświadczenia klienta przez pełnomocnika. W praktyce zdarzają się jednak jeszcze inne sytuacje: klient umawiający się na success fee nie wyjawi swojemu pełnomocnikowi wszystkich okoliczności istotnych dla sprawy. Pełnomocnik, zgadzając się na pracę za wynagrodzeniem stosunkowym, dokonuje pewnej kalkulacji, która bazuje na danych, które potem okazują się niepełne – zauważa.

– Trudno przewidzieć, które rozwiązanie zostanie przyjęte. W środowisku radców pojawiają się głosy, że obecna regulacja nie wytrzymuje wymogów współczesności – wskazuje mec. Sałajewski.

Dodaje, że wariant pozwalający na zawieranie umów sukcesu i wykluczający z tej możliwości tylko pewne rodzaje czynności prawnych jest bardziej życiowy.

– Do rynku trzeba się dostosowywać. Nie powinniśmy być w tej kwestii za bardzo dogmatyczni – podkreśla.

Pomieszanie interesów adwokata z interesami klienta działa na niekorzyść tego drugiego

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • Grzegorz(2013-10-30 11:04) Odpowiedz 00

    Prawnik przyjmuje sprawę najpierw sprowadzi ,i jak uważa że nie ma szans na wygraną pobiera za wizytę i dziękuje, A kto tak się martwi o prawników a nie o zwykłego przeciętnego człowieka!

  • mer(2013-10-30 11:07) Odpowiedz 00

    "ciekawa" propozycja, ktoś pracuje np przez rok za darmo bo po rozu klient nie jest zadowolony, GP pisze co raz większe brednie niestety i "prawna" jest już tylko z nazwy. W takim razie postuluje aby np nauczyciele ze szkół językowych dostawali wynagrodzenie tylko jak kursant zda egzamin na certyfikat językowy, a nauczyciel ze szkoły nauki jazdy tylko jak kursant zda egzamin. Logika taka sama. Aha i jeszcze wykładowcy akacemiccy tylko wtedy jak student w pierwszym terminie zda egzamin...itp itd

  • emeryt pełnotuskowy(2013-11-02 08:38) Odpowiedz 00

    nie wciągajcie w to bagno prawnicze lekarzy- bo to jest wyższa kasa/ a za darmowe ich studia opłacali emeryci i inne post...

  • Obkuty(2013-10-30 11:21) Odpowiedz 00

    Jako klient takiej kancelarii, zgadzam się z zasadami umowy success, ale w polskich warunkach finansowych, powinny być limity procentowe, w zależności od kwot wygranych w takich procesach.Obecnie jest jedna, bardzo wysoka stawka procentowa i to niezależna od wyniku, albo kwoty sporu.
    Byłbym nawet skłonny w wypadku przegranej, pokrywać połowę kosztów prowadzenia sprawy. Jakby nie było to klient jest inicjatorem sporu i jednak na swoje ryzyko wybiera określoną kancelarię i warunki na jakich z nią współpracuje.

  • Smt(2013-10-30 12:35) Odpowiedz 00

    Moim zdaniem success fee w ograniczonych ramach powinien zostać oficjalnie dopuszczony, z zastrzeżeniem że pełnomocnik jest uprawniony do otrzymania mimo przegranej 50% wymagrodzenia należnego w przypadku wygranej (zakładając że przegranie sprawy nie jest skutkiem naruszenia prawa przez pełnomocnika).

  • Lokopodium(2013-10-30 13:31) Odpowiedz 00

    Success fee już jest dopuszczony ale występuje wyłącznie obok normalnego wynagrodzenia z tytułu prowadzenia sprawy (umowa zlecenia).
    Do Grzegorz:
    Podobnie jest z lekarzami. Przychodzisz na badania i tu się okazuje, że zdrowy jesteś. Czy za takie badanie należy się lekarzowi wynagrodzenie?
    Grzesiu nie musisz iść do prawnika aby dowiedzieć się o tym, że twoja sprawa jest przegrana i jeszcze masz wąty, że za taką wizytę płacić musisz. Może mając maturę zapisać się na studia prawnicze, one trwają 5 lat, potem zdać na aplikację, ona trwa 3 lata i trzeba za nią płacić, potem zdać egzamin zawodowy, który również kosztuje... i wtedy sam sobie za darmo będziesz mógł ocenić czy twoja sprawa jest przegrana. Nie widzę w takim rozwiązaniu problemu płacenia za "jałową" wizytę, żadnych przeszkód.

  • tagg(2013-10-30 14:42) Odpowiedz 00

    Do Lokopodium
    A jeśli lekarz nie powiedziałby ci, że jesteś zdrowy tylko naciągnąłby cie na niepotrzebną operację, to co wtedy?

    Odnośnie kosztów kształcenia - to co przytoczyłeś jest argumentem za zniesieniem przymusowości aplikacji, gdyż podraża to koszty uzyskania przychodu czasami zupełnie bezzasadnie. Dla przykładu karnista tracił 9/10 czasu na naukę przedmiotów mu niepotrzebnych - to wszystko podwyższa koszty niepotrzebnie.

  • Lokopodium(2013-11-01 14:29) Odpowiedz 00

    Ależ jeżeli wiesz lepiej, że magister prawa jest taki obeznany i poradzi sobie przed sądem to go bierz, nikt ci tego nie broni.

    Pamiętam moją pierwszą rozprawę na której byłem jako aplikant. Sędzia od razu wyczuł, że jestem świeżak i poszedł całkowicie po bandzie, a ja przez pozostałe pół rozprawy szukałem w kodeksie jaki to przepis sąd naruszył.
    Poza tym świeżak w sądzie jest strachliwy i będzie się bać, tak przeciwnika reprezentowanego przez adwokata jak i samego sędziego, starego wygę w zawodzie.
    Ludzie chcą magistrów prawa za doradców i pełnomocników, niech biorą.

  • Max1(2013-10-30 16:12) Odpowiedz 00

    Może to zmobilizuje darmozjadów do faktycznego zajmowania się klientami, a nie tylko koncentrowaniem się na odcinaniu kuponów. W USA można a u nas jak zwykle same mądrale do 2,3,4,5. Powinna być pełna dowolność jak ktoś chce tak pracować to jego sprawa, a nie ustawowe chronienie 4 liter.

  • Irakay(2013-10-31 12:02) Odpowiedz 00

    @tomtom: sama umiejętność czytania bez umiejętności dodawania lub znajomości dni tygodnia i miesięcy nie pomoże przy wyliczaniu terminu do wniesienia apelacji.

  • Lokopodium(2013-10-31 13:25) Odpowiedz 00

    @tagg
    A jeśli lekarz nie powiedziałby ci, że jesteś zdrowy tylko naciągnąłby cie na niepotrzebną operację, to co wtedy?
    To powinien ponieść odpowiedzialność dyscyplinarną.
    Odnośnie zniesienia przymusowości aplikacji. Ależ już dzisiaj możesz pójść sobie do magistra prawa w celu dokonania przez niego oceny czy sprawa jest przegrana czy wygrana. Oczywiście to od stron zależeć będzie czy magister prawa przeprowadzi taką ocenę odpłatnie czy bezpłatnie. Chcesz mieć opinię magistra prawa to możesz ją mieć, magistrów prawa jest na pęczki. Nie widzę tutaj żadnego problemu. Co więcej w postępowaniu cywilnym może on cię reprezentować przez sądem rejonowym, okręgowym. Wystarczy, że zatrudnisz go na stałą umowę doradztwa prawnego. Z pewnością i on i ty będziecie w pełni zadowoleni. Ty z prawie darmowej obsługi prawnej i jakości świadczonej pracy, on z zarobku i łatwości w jaką zdobył kasę.
    Wiem co piszę ponieważ kiedyś również ukończyłem prawo i wiem jaka była moja wiedza i doświadczenie prawne wtedy a jakie mam teraz.

  • Irakay(2013-10-30 20:13) Odpowiedz 00

    @tagg: karnista też potrzebuje wiedzy jak działają spółki, urzędy skarbowe itp. itd. móc prowadzić sprawy karne. To się nazywa wiedza ogólna - oczywiście prawna.

  • tomtom(2013-10-30 21:08) Odpowiedz 00

    @ Irakay
    Im wiedza szersza tym płytsza.

  • Pan Śmiech(2013-10-31 16:18) Odpowiedz 00

    O tak a wiele osób po aplikacji też nic nie umie bo w czasie jej trwania nie pracują w kancelarii.
    Ale magistrzy prawa są beee bo bez aplikacji ?
    A ktoś kto ją ukończył i nie przepracował ani dnia w kancelarii ani razu nie występował przed sądem super bo ukończył fikcyjną aplikacje ?
    Dwulicowość i obłuda aż się patrzy !!!

  • potencjalny klient ofia ofiarara(2014-09-25 12:51) Odpowiedz 00

    W amerykańskich realiach, gdzie adwokaci często walczą o wielomilionowe odszkodowania dla klientów, 20- czy 30-proc. udział w wygranej oznacza pokaźne wynagrodzenie.

    A jakie są Polskie realia?

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama