Sprawa dotyczyła mężczyzny, który jadąc do szpitala około godziny pierwszej w nocy, zauważył leżące na drodze zwierzę. Chcąc je ominąć, stracił panowanie nad pojazdem, wjechał do rowu i dachował. Jego komórka była rozładowana, więc nie mógł nikogo powiadomić o wypadku. Przez trzy godziny czekał, licząc na to, że ktoś wreszcie będzie przejeżdżał i się zatrzyma. W końcu postanowił iść do znajomego, który mieszkał kilka kilometrów od miejsca zdarzenia. Dotarł do niego ok. godz. 5 rano. Razem wrócili po samochód. Okazało się, że nie ma go już w rowie. Przejeżdżający patrol policji uznał, że może stanowić zagrożenie i zlecił odholowanie go na parking. Właściciel wyjaśnił sprawę z policją, zapłacił za odholowanie i odebrał rozbite auto. Później próbował uzyskać odszkodowanie. Ubezpieczyciel odmówił, uznając, że skoro kierowca oddalił się z miejsca zdarzenia, to prawdopodobnie był pijany, a to wyłącza odpowiedzialność towarzystwa.

Oddalić się a zbiec

Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Chojnicach. Ten uznał, że ubezpieczonemu należy się odszkodowanie. Zwrócił uwagę, że pozwane towarzystwo w żaden sposób nie udowodniło, by kierujący rzeczywiście był nietrzeźwy.

W dalszej części uzasadnienia sąd skupił się na wykładni spornej klauzuli ogólnych warunków ubezpieczenia. Towarzystwo przekonywało, że należy ją rozumieć po prostu jako odejście od uszkodzonego pojazdu. Skład orzekający zwrócił jednak uwagę, że „oddalenie się” nigdzie nie zostało zdefiniowane. Sama klauzula występuje zaś w ustępie dotyczącym znajdowania się kierowcy pod wpływem alkoholu.

– „W związku z tym usprawiedliwionym jest rozumienie tego terminu tożsamo z występującym na tle przepisów karnych oraz prawa drogowego zbiegnięcia. Zarówno bowiem ustawowe pojęcie zbiegnięcia, jak i oddalenia ma na celu usankcjonowanie zachowania mającego na celu uniknięcie odpowiedzialności, uniemożliwienie ustalenia przyczyn wypadku, a przede wszystkim stanu nietrzeźwości jego sprawcy” – zauważył sąd w uzasadnieniu. Podkreślił, że irracjonalnym byłoby rozumienie tego terminu inaczej, albowiem za takowe można by uznać także przejście 100 m celem poproszenia jakieś osoby o pomoc.

Racjonalne działanie

Ubezpieczyciel nie zgodził się z tym wyrokiem i zaskarżył go do II instancji. Tu jednak także przegrał. Sąd Okręgowy w Słupsku nie miał wątpliwości, że odejście po kilku godzinach czekania na pomoc nie oznacza oddalenia się z miejsca zdarzenia.

– Powód był wręcz uprawniony do tego, aby znajdując się w miejscu oddalonym od najbliższych zabudowań, w środku nocy, bez kontaktu telefonicznego z najbliższymi, policją czy też pomocą drogową, pozostawić samochód i udać się do pobliskiej miejscowości w celu uzyskania i sprowadzenia pomocy. Zdaniem SO takie zachowanie powoda należało uznać za racjonalne i usprawiedliwione okolicznościami – uzasadniła wyrok przewodnicząca składu orzekającego Mariola Watemborska.

Odejście od samochodu nie zawsze będzie oddaleniem się z miejsca wypadku

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Okręgowego w Słupsku, sygn. akt IV Ca 326/13.