VII Ranking Wydziałów Prawa: Jagiellonka i Koźmiński na szczycie

autor: Łukasz Guza28.06.2013, 06:55; Aktualizacja: 28.06.2013, 10:10
Laureaci naszego rankingu (od lewej): dr Mieczysław Błoński, Uczelnia Łazarskiego; prof. Włodzimierz Gromski, Uniwersytet Wrocławski; prof. Krzysztof Rączka, Uniwersytet Warszawski; prof. Monika Całkiewicz, Akademia Leona Koźmińskiego; prof. Jerzy Pisuliński, Uniwersytet Jagielloński; dr Janusz Gajda, Wyższa Szkoła Prawa i Administracji w Przemyślu. Pierwsza z prawej redaktor naczelna Dziennika Gazety Prawnej Jadwiga Sztabińska. Fot. Wojciech Górski

Laureaci naszego rankingu (od lewej): dr Mieczysław Błoński, Uczelnia Łazarskiego; prof. Włodzimierz Gromski, Uniwersytet Wrocławski; prof. Krzysztof Rączka, Uniwersytet Warszawski; prof. Monika Całkiewicz, Akademia Leona Koźmińskiego; prof. Jerzy Pisuliński, Uniwersytet Jagielloński; dr Janusz Gajda, Wyższa Szkoła Prawa i Administracji w Przemyślu. Pierwsza z prawej redaktor naczelna Dziennika Gazety Prawnej Jadwiga Sztabińska. Fot. Wojciech Górskiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Najlepszą publiczną uczelnią kształcącą prawników jest w tym roku Uniwersytet Jagielloński. Krakowska placówka uzyskała 110,5 ze 115 możliwych punktów, w tym maksymalną notę za najlepszą zdawalność absolwentów na aplikację.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

Komentarze (30)

  • ,,,,(2013-06-28 10:49) Zgłoś naruszenie 00

    Tegoroczny ranking jest nieco śmieszny, a kryteria chyba na siłę zrobione pod UJ - skoro w zeszłym roku różnica między 1 a 2 miejscem wyniosła jeden punkt. Prawda jest taka, że z UW co roku dostaje się więcej osób na aplikacje (a wydział UW jest mniejszy od tego UJ). Fakt, mniej osób zdaje egzamin, ale zdecydowanie więcej do niego przystępuje. Co jest ważniejsze dla wydziału? Sucha zdawalność, czy to ilu jest radców, adwokatów, sędziów itd. z danego wydziału. Jeżeli z uczelni publicznej podeszłoby 10 studentów do egzaminu wstępnego na aplikację i 10 się dostanie, to rozumiem, że GP przyznaje notę 100% za zdawalność...
    Na UJ nawet ćwiczenia nie są obowiązkowe, nie ma na nich miejsc dla wszystkich studentów a egzaminy odbywają się w przeważającej części w formie testowej. Cywil faktycznie jest ciężki, ale każdy wydział ma swoją kobyłę. Nic się na studiach nie zmienia, a wzrost w Jakości i Sile Kształcenia jest zastanawiający, bo w zeszłym roku to UJ w tej kategorii mocno przegrał. Widać kapituła GP wie co badać.

    Odpowiedz
  • inżynier z lat 80tych(2013-06-30 10:32) Zgłoś naruszenie 00

    Dzisiejszy dyplom inżyniera po 3 latach nauki to poziom dyplomu technika z lat 80 tych.

    Odpowiedz
  • państwo w pańśtwie(2013-07-01 14:11) Zgłoś naruszenie 00

    do 28, podpisuję się pod Twoją wypowiedzią dwiema rękami i nogami

    Odpowiedz
  • czego tu nie rozumiec?(2013-06-30 17:20) Zgłoś naruszenie 00

    Do jak to jest-czego cie maja niby nauczyc? za dziennych musza sciagnac z budzetu,za zaocznych podwojnie...jak ktos został uprzywilejowany na studiach ,ktore mial za darmo to frycowe placi na aplikacji ,jesli oczywiscie zda...ci z lepszym zapleczem rodzinno-krewniaczym lub zdolniejsi dobrze zeby posiedzieli pare latek i nie draznili kasa na miescie...

    Odpowiedz
  • jak to jest(2013-06-30 16:39) Zgłoś naruszenie 00

    Powiedzcie mi jak to traktować.
    Ktoś ci obiecuje, ze za pięć lat nauki nauczy cię czegoś. Po czym po pięciu latach nauki, członkowie prywatnego cechu mówią, że ten ktoś niczego cie nie nauczył, a ten ktoś kto miał uczyć nawet nie protestuje.
    Czy powinno się zatem zwrócić o oddanie pieniędzy za te 5 lat nauki plus odszkodowanie za stracony czas, skoro nie nauczono tego czego racjonalnie można się było spodziewać.

    Czy reakcja uczącego, który nie protestuje, a w niektórych przypadkach nawet potwierdza, że każdy jego uczeń po 5 latach jest do niczego, nie powinna zaniepokoić stosowne organa państwa?

    Czy może w Polsce jest tak, że jak pisze - Uczelnia jakaśtam wydział X, totego X na tym wydziale na pewno się nie nauczysz.
    Jeśli pisze zatem wydział fizyki - to znaczy że fizyki cie tam nie nauczą, jeśli pisze wydział medycyny - to znaczy, że medycyny cie tam nie nauczą?

    Odpowiedz
  • inżynier(2013-06-29 22:45) Zgłoś naruszenie 00

    Cała znajomość prawa polega na przeczytaniu sobie przepisów i znajomości kilku reguł ich odczytywania.
    Wyższa inteligencja nie jest elementem sine qua non bycia prawnikiem.
    I do tego, żeby nauczyć się czytać przepisy potrzeba 8 lat :))))).
    5 do magisterki i jeszcze 3 aplikacji.
    To co może zrobić każdy nieanalfabeta w krótkim czasie (czyli przeczytać sobie potrzebne przepisy) prawnik po 5 letnich studiach nie może.
    Musi jeszcze 3 lata uczyć się na prywatnej aplikacji, żeby móc sobie przeczytac, co trzeba napisać w piśmie do sądu.
    Za 8 lat to bym kozę nauczył stepować i recytować Szekspira, a tu 8 lat chca uczyć czytania. :))))))

    Odpowiedz
  • Prawo to nędza(2013-07-01 10:07) Zgłoś naruszenie 00

    śmiech na sali, z czym ci dziekani wychodzą i z czego tak się cieszą ? chyba z tego, że rok w rok udaje im się (jeszcze) nałapać naiwnych idiotów, którzy dalej sądzą, że prawo to świetny kierunek i da pracę i dobre zarobki. A już 1 października na każdej z tych uczelni znajdą się w dzikim tłumie ludzie, na UJ czy na UW to dosłownie jak na lotnisku albo na wielkim dworcu kolejowym. I ktoś udaje, że tam się odbywa jakoekolwiek kształcenie ? to zwykłe przepędzanie bydła byle szybciej, z roku na rok i za drzwi, byle praca dla kadry była co by się nie przemęczyć a parę tysięcy za kilka godzin w tygodniu na uczelni pobrać.

    A absolwenci ? a niech idą i szukają gdzie chcą - w call center, w sklepie, na zmywaku, cudem może w jakiejś firmie czy urzędzie.

    Odpowiedz
  • ten kraj to nibylanida mająca nibyprawo(2013-06-30 16:13) Zgłoś naruszenie 00

    To prawda co zostału tu już napisane, że w Polsce potrzeba 5 lat nauki, żeby wyrpodukować MAGISTRA PRAWA, który w sądzie ma dokładnie takie same prawa, jak np. absolwent trzech klas szkoły podstawowej.
    Skończenie uniwersytetu w Polsce powoduje, że państwo polskie, nadzorujące funkcjonowanie uniwersytetów ocenia poziom kształcenia na uniwersytetach - jako poziom uwsteczniająch :))))).
    Polski MAGISTER PRAWA - może w sądzie robić dokładnie tyle samo, jakby nie tracił czasu na 5-letnie studia - tylko zakończył edukację na nauce pisania i czytania.

    Polski MAGISTER PRAWA musi być jeszcze uczony przez 3 lata, jak napisać kilkanaście prostych pism procesowych, w których mało ważne jest dochodzenie prawdy, za to najważniejsze jest aby miały elementy obowiązkowe i wyliczoną opłatę sądową :))). Oczywiście nie wolno mu tego przeczytać w kodeksie albo jakimś zbiorze wzorów pism procesowych - musi to robić na płatych aplikacjach.
    Różnica mięcy absolwentem tych aplikacji a magistrem bez aplikacji to czasami kilka godzin wykładów na aplikacjach. Z zatem te kilka godzin w skali 8 lat czyni różnice między kimś, kto w sądzie może występować bez ograniczeń a kims, kto traktowany jest jako osoba bez zawodu. :)))

    Odpowiedz
  • prawnicytodojnekrowy(2013-06-30 14:56) Zgłoś naruszenie 00

    przy czym nalezy zawsze pamietac,ze student tzw.dzienny płaci za studia z naszych podatkow nie wiecej niz 10 tys,zaoczny 30 tys...przy czym i dziennych i zaocznych ma byc tyle samo...

    Odpowiedz
  • ......(2013-06-30 14:32) Zgłoś naruszenie 00

    o znajomosc prawa bedzie chodzilo wowczas gdy uczelnie zostana zobligowane do przeprowadzania obowiazkowych egzaminow panstwowych na koniec...zdawalnosc kierujac sie standardami europejskimi na najlepszych uczelniach siegalaby max 20-30% na tych gorszych nie wiecej niz 10%,,,

    i jest to absolutna normalnosc na uczelniach publicznych,,,

    Odpowiedz
  • .........(2013-06-30 14:04) Zgłoś naruszenie 00

    do inzynier-tu nie chodzi o znajomosc prawa tylko o pieniadze...dziennych studentowmktorych masowo trzeba przepychac z roku na rok bo uczelnie dostaja na studia na 1 rok tylko i studentow zaocznych,ktorzy doplacaja min.20 tys.za dziennych na ktorych wyksztalcenie ministestwo daje zaledwie 10-11 tys.NA 5 LAT (w corocznych ratach ok. tys.),no i poniwej aplikantow.W zwiazku z tym,ze polowy nie stac to nie zdaje badz nie startuje...

    Ciezko sobie wyobrazic polskie studia prawnicze bez studentow platnych.Obstawiam nie wiecej niz 40-80 studnetow na roku w auli na 500 osob...

    Odpowiedz
  • Gonzo(2013-06-30 13:57) Zgłoś naruszenie 00

    Za niedługo będzie dekada jak jesteśmy w UE, pokażcie mi, jakie znaczenie mają te wydziały prawa w porównaniu do wydziałów prawa w krajach starej "piętnastki". Śmiech na sali, kompletna prowincja naukowa i zawodowa, zerowe niemal kontakty z tymi uczelniami i takaż współpraca. Przyjeżdżają tu profesorzy jacyś w ramach tej chmary szkół prawa obcego, inkasują i wyjeżdżają. Tak wygląda obraz polskich wydziałów prawa, które na nikim absolutnie, w Brukseli, Berlinie, Paryżu, Londynie, Florencji czy Mediolanie żadnego wrażenia nie robią.

    Odpowiedz
  • zig~zig(2013-06-28 22:41) Zgłoś naruszenie 00

    Jagiellonka to biblioteka jagiellońska a nie UJ. Ale to nie pierwsza taka wtopa pismakow. Chyba, że piszą to Ci zderegulowani...

    Odpowiedz
  • ..........(2013-06-29 17:34) Zgłoś naruszenie 00

    Marcel-chodzi tu generalnie tylko o to by wycisnać z prawnikow nie mniej niz kilkadziesiat tysiecy zl juz na studiach,a jesli sie nie uda to na aplikacjach,a najlepiej i na tym i na tym...oczywiscie nie chce sie powtarzac,ale płatne aplikacje wymyślono tylko w Polsce...i jesli ktos mowi o deregukacji to dlaczego nie wpomni o tym?

    Odpowiedz
  • dredd(2013-06-28 20:53) Zgłoś naruszenie 00

    @6: Marcel z IP: 109.196.86.* (2013-06-28 16:42) - niestety, taka jest prawda, przyjacielu. Rozumiem, że kolega jest z tej drugiej połówki, która nie potrafi zdać tego bardzo prostego egzaminu?

    Odpowiedz
  • ........(2013-06-28 08:40) Zgłoś naruszenie 00

    uczelnie publiczne musza czym sie roznic od prywatnych.Podstawowa ronica w UE jest to,ze te pierwsze (pubiczne) sa dostepne za prawie darmo bez egz,wstepnow czy konkursow matur,lecz uzyskanie ich dyplomu wymaga ZDANIA EGZAMINU PANSTOWEGO badz ogolnouniwerysteckiego,na prywatnych pisze sie praca mgr.Egzaminu takiego nie zdaje ok.70% absolwentow

    Zazwyczaj tez absolwenci uczelnie publicznych gdzie nie wymaga sie pracy mgr nie maja juz egzaminow na aplikacje tylko egz.zawodowy nie poznie niz 1 rok po ich ukonczeniu.\ gdyz osoby po weryfikacji pozauczelnianej nie moga uczyc sie dluzej od tych bez weryfikacji.

    System studiow oparty o tytul mgr uznawany w drodze prac mgr obowiazuje w panstwach wyznaniowych i TYLKO NA UCZELNIACH PRYWATNYCH (w tym uniwerystetach).Sa to Polska,Wlochy (tylko uniwerystety prywatne,w tm bolonski)oraz pewne kraje muzulmanskie i latynoamerykanskie

    Odpowiedz
  • .......(2013-06-28 20:40) Zgłoś naruszenie 00

    do magnus-nic ujac,nic dodac.,...dobre są rankingi UJ i nawet jeden z sędziow stwierdzil,ze nie radzilby zbyt dlugo byc pod wladza osob z uczelni zajmujacych ostatnie miejsca w notowaniach,gdyz z ich dzialan wynika iz sa upośledzone w stopniu lekkim (wg.wikipedycznej definicji) i niezdolne do podejmowania jakichkolwiek decyzji...Dało mi to do myślenia!Przy okazji uzupelnilam luke w wiedzy pod tytulem co to znaczy uposledzenie w stopniu lekkim...przydatne prawnikom...

    Odpowiedz
  • magnus(2013-06-28 18:57) Zgłoś naruszenie 00

    Do 5
    Faktycznie autor artykułu się zagalopował. Uczelnie prawnicze nie kształca prawników, tylko kształcą LUDZI BEZ ZAWODU.

    Polski magister prawa po 5 latach nauki ma w zakresie prawa uprawnienia takie same, jakby żadnych studiów nie kończył. Nawet jakby nie kończył żadnej szkoły miałby również takie same uprawnienia jak po 5 latach nauki np. na najlepszym wydziale prawa na UJ.

    Korporacyjni plują na naukę prowadzoną przez profesorów uniwersyteckich, a ci, pownieważ sami są w korporacjach, udają, że to deszcz pada. Żenada panowie profesrowie, żenada. Milcząc sami pokazujecie, że opluwanie przez korporacyjnych waszej pracy, jest jak najbardziej słuszne.
    Nawet przyjmując łagodniejsza dla was wersję: qui tacet non utique fatetur sed tamen verum est eum non negare. A to też coś znaczy.

    Skoro trzy lata wyrywkowej edukacji prowadzonej w ramach marnego aplikacyjnego kursu, jest lepsze niż uniwersytet - to gratuluję samopoczucia państwu profesorstwu.

    BTW. Jak trzeba być "rozwiniętym intelektualnie", żeby 8 lat uczyć się jak wystąpić w sądzie, a potem prezentować to co można zobaczyć w polskich sądach.
    Na zachodzie żeby być pełnoprawnym prawnikiem wystarcza 3 lata edukacji prawniczej. W krajach śródziemnomorskich 4 lub 5 lat wystacza żeby wpisać się na listę adwokatów, bez dodatkowych egzaminów. Natomiast w Polsce jakaś wybitna inteligencja musi funkcjonować, 8 lat, żeby być łaskawie dopuszczonym do egzaminu :)))) Po 8 latach to powinniśmy miec jakichś megawibitnych prawników - a co mamy - każdy widzi.

    Odpowiedz
  • Marcel(2013-06-29 13:26) Zgłoś naruszenie 00

    @9 dredd z IP: 109.243.2.* (2013-06-28 20:53)
    Nie. Ja jestem właśnie z tej połówki, której się to udało, jakiś już czas temu. Dlatego z doświadczenia wiem, że ten egzamin nie jest tak prosty jak koledzy twierdzą, chociaż to prawda, że nieporównywalnie więcej trudu wymaga utrzymanie się na aplikacji i złożenie egzaminu radcowskiego z wynikiem pozytywnym.

    Odpowiedz
  • Marcel(2013-06-28 16:42) Zgłoś naruszenie 00

    @4 aplikant radcowski - czyli twierdzisz, że 50 - 60% przystępujących do egzaminów na aplikację absolwentów studiów prawniczych jest mniej rozgarnięta niż średnio rozgarnięty szympans? Tobie natomiast, jak należy się domyślać po nicku, do tego poziomu udało się dociągnąć;) Gratuluję

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Polecane