Projekt zakłada m.in. ułatwienie procedury certyfikacji, a także stwarza możliwość prowadzenia produkcji bez konieczności posiadania urządzeń do rozlewu. Nowelizacja dałaby więc małym wytwórcom możliwość zlecania rozlewu na zewnątrz. Zdaniem drobnych winiarzy to tylko kosmetyczne poprawki.

– Zlecenie rozlewu jest opłacalne tylko w przypadku dużych producentów. Tymczasem większość rolników producentów wina posiada winnice o powierzchni ok. 0,5 hektara. Zbiory wystarczają na wyprodukowanie 2–3 tys. butelek, czyli ok. 500 butelek każdego gatunku – wyjaśnia Marek Nowiński ze stowarzyszenia Winiarze Podkarpacia.

Ręczne rozlanie takiej ilości wina zajmuje pół dnia, a koszt półautomatycznego urządzenia do rozlewu sięga 1,5 tys. zł.

– Może kilku winiarzy skorzysta ze zmian, ale dla większości te propozycje nic nie wnoszą. Ustawa musiałaby być zmieniona na wzór krajów winiarskich, gdzie produkcja do 100 hektolitrów wymaga tylko zgłoszenia i zakupu znaków akcyzy w momencie sprzedaży. W Polsce winiarze nie tyle mają problem z ustawą winiarską, co z przerostem najróżniejszych kontroli – dodaje Marek Nowiński.

Chodzi o wymagania wynikające z ustaw: o Państwowej Inspekcji Sanitarnej (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 1263, poz. 212 z późn. zm.), o Służbie Celnej (Dz.U. z 2009 r. nr 168, poz. 1323 z późn. zm.) i o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (t.j. Dz.U. z 2012 r., poz. 1356 z późn. zm.).

– Szczególnie uciążliwe są zapisy tej ostatniej. Rolnik producent wina nie może sprzedać swojego trunku bezpośrednio do okolicznego sklepu czy restauracji. Może to zrobić tylko za pośrednictwem hurtowni albo sam ją założyć – skarży się prezes Winiarzy Podkarpacia.

Etap legislacyjny

Projekt ustawy w uzgodnieniach międzyresortowych