Wiadomo jednak, że 300 dotychczasowych fotoradarów kosztowało 188 mln zł (ponad 100 mln zł dołożyła Unia Europejska). Można więc szacować, że będzie to wydatek rzędu 60 mln zł. To jednak nie wszystko. Pojawią się też dwie nowości – odcinkowy pomiar prędkości oraz rejestratory wjazdu na czerwonym świetle. Te zdjęcia będą robić prawdopodobnie dyskretne kamery instalowane na sygnalizatorach.

W wytypowaniu nowych miejsc polowania na kierowców GITD mają pomóc naukowcy m.in. z Politechniki Gdańskiej. Niedawno zakończył się etap składania ofert na przeprowadzenie szczegółowej analizy na drogach pod tym kątem.

Jak wynika z informacji DGP, Politechnika Gdańska i Politechnika Krakowska były jedynymi chętnymi do przeprowadzenia analizy (uczelnie wystąpiły ze wspólną ofertą), gdzie należy najbardziej kontrolować ruch drogowy. Szacunkowa wartość zamówienia na wytypowanie lokalizacji przyszłych urządzeń rejestrujących nie przekracza 14 tys. euro, co oznacza, że nie ma konieczności organizowania przetargu i zgłaszania sprawy Urzędowi Zamówień Publicznych.

– Na podstawie tej analizy będziemy typowali miejsca lokalizacji fotoradarów i innych urządzeń rejestrujących wykroczenia drogowe na kolejnym etapie rozwoju systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym – mówi DGP Marcin Flieger z GITD.

Eksperci wskażą 200 takich potencjalnych miejsc w przypadku fotoradarów oraz 40 dla odcinkowego pomiaru prędkości. Pojawi się też nowość – rejestratory wjazdu na czerwonym świetle, które mają działać na zasadzie wideorejestracji. Dla nich zaproponowanych zostanie 30 skrzyżowań. Wszystkich wskazanych lokalizacji będzie więcej niż sprzętu, jakim wkrótce będzie dysponować inspekcja. Jak usłyszeliśmy w GITD, chodzi o zachowanie elastyczności przy montowaniu urządzeń rejestrujących.

Jak mówi Wojciech Kustra z katedry inżynierii drogowej Politechniki Gdańskiej, uczelnia pierwszy raz przygotuje dla GITD tego typu analizę. – Metodologia oparta będzie na wytycznych międzynarodowego Programu Oceny Ryzyka na Drogach EuroRAP – mówi Wojciech Kustra. – Stworzymy mapy ryzyka, wytypujemy odcinki dróg krajowych, na których istnieje duże ryzyko wystąpienia zdarzeń drogowych. Powstanie też swego rodzaju instrukcja, która pomoże w przyszłości GITD na własną rękę wytypować miejsca lokalizacji – mówi.

Na przeprowadzenie analizy oferent będzie miał zaledwie miesiąc – do 15 kwietnia. Prawdopodobnie już na przełomie kwietnia i maja inspekcja rozpisze przetarg na zakup kolejnych 100 fotoradarów. I to mimo że wciąż trwa montaż zakupionych wcześniej 300 urządzeń. Do tej pory postawiono ich 240.

Pieniądze na zakup kolejnych urządzeń mają pochodzić z oszczędności, jakie pojawiły się w projekcie rozbudowy Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym wartym 50 mln euro (85 proc. stanowią środki unijne).

To zresztą nie pierwszy raz, kiedy rząd prosi naukowców o analizy związane z zasadnością lokalizacji fotoradarów. W 2007 r. zespół pod kierownictwem prof. Stanisława Gacy z Politechniki Krakowskiej przygotował tego typu opracowanie dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Mimo to wciąż lokalizacje wielu fotoradarów – szczególnie tych ustawianych przez straże miejskie i gminne – budzą kontrowersje. To z kolei wizerunkowo źle wpływa na podejmowane przez rząd działania mające poprawić bezpieczeństwo na drogach. Dlatego rząd wziął ostatnio sprawy w swoje ręce. Minister transportu Sławomir Nowak przygotował rozporządzenie w sprawie warunków lokalizacji urządzeń rejestrujących.

Projektowane przepisy wprowadzają cykliczny (co 40 miesięcy) okres weryfikacji zasadności lokalizacji tych urządzeń. – Trwają ostatnie prace redakcyjne. W tym tygodniu projekt zostanie podpisany przez pana ministra – mówi DGP rzecznik resortu transportu Mikołaj Karpiński.

Europejskie republiki radarowe

Mimo coraz większej liczby fotoradarów Polska dopiero zaczyna gonić europejską czołówkę. Gdy zakończy się montaż już zakupionych urządzeń GITD, w naszym kraju będzie działać 375 fotoradarów stacjonarnych Inspekcji oraz 236 gminnych. Oznacza to, że w przeliczeniu na 10 tys. km dróg przypada 16 urządzeń.

Tymczasem w Wielkiej Brytanii takich urządzeń jest ok. 2,4 tys. (57 fotoradarów przypada na 10 tys. km dróg), we Francji – 2,6 tys. (25 urządzeń na 10 tys. km dróg), a w Holandii – 900 (66 urządzeń na 10 tys. km dróg).

Z danych European Road Statistics wynika też, że kraje, które wdrożyły u siebie automatyczny nadzór nad ruchem drogowym, w latach 2001–2009 znacznie zredukowały liczbę ofiar śmiertelnych. We Francji odnotowano spadek z 8,1 tys. do 4,3 tys. ofiar rocznie, we Włoszech – z 7,1 tys. do 4,2 tys., a w Holandii – z 993 do 644 osób.

W latach 2001–2010 kraje członkowskie Unii Europejskiej zredukowały liczbę ofiar śmiertelnych wypadków drogowych o średnio 43 proc. W tym czasie Polska obniżyła tę liczbę o 29 proc.

GITD – powołując się na przykłady takich państw jak Hiszpania, Włochy czy Francja – dąży do tego, by przy wystawianiu mandatu ze zdjęcia z fotoradaru przejść z trybu wykroczeniowego do administracyjnego. W ten sposób na kierowcę (właściciela pojazdu) nałożona zostałaby kara administracyjna, obyłoby się bez punktów karnych.

W przypadku opłacenia kary np. w terminie 21 dni od zawiadomienia kierowca mógłby liczyć na 20-procentową bonifikatę.

Ostrzej karani byliby też drogowi recydywiści – gdyby popełnili w ciągu 12 miesięcy trzy wykroczenia (lub mniej, ale za które nałożono kary na łączną kwotę powyżej 1,2 tys. zł), przez kolejny rok płaciliby kary w podwójnej wysokości.