Obserwując ostatni przypadek wykrycia koniny w mięsie przeznaczonym na brytyjskie sandwicze, można zadać sobie pytanie – o co tyle zamieszania? Zwłaszcza niektórzy przedsiębiorcy argumentują, że ostatecznie mięso to jest jadalne, dopóki zaś nie stwierdzono rzeczywistego zagrożenia dla zdrowia ludzi, szeroko zakrojone kontrole i zapowiadane sankcje wydają się znacznie na wyrost.

Niestety prawo żywnościowe niezwykle rygorystycznie ujmuje odpowiedzialność podmiotów działających na rynku spożywczym. Za wprowadzenie do obrotu zafałszowanej żywności przewidziano dwa rodzaje sankcji: karną oraz administracyjną. Przy tym ich zastosowanie nie jest uzależnione od tego, czy produkt stwarza jakiekolwiek niebezpieczeństwo.

Sankcje

Odpowiedzialność karną w tym zakresie reguluje ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz.U. z 2010 r. nr 136, poz. 914 j.t. ze zm.). Za zafałszowany środek spożywczy uznaje ona taki towar, którego skład lub inne właściwości zostały zmienione, a konsument nie został o tym poinformowany albo w którym zostały wprowadzone modyfikacje mające na celu ukrycie rzeczywistego składu produktu lub innych jego cech.

Przedsiębiorca wprowadzający taki produkt na rynek podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Natomiast jeżeli czynu dopuszczono się w stosunku do środków spożywczych o znacznej wartości, zagrożenie karą pozbawienia wolności wzrasta, minimalnie wynosząc 6 miesięcy, a maksymalnie 3 lata. Warto zaznaczyć, że podstawą tej odpowiedzialności jest zawinione działanie przedsiębiorcy.

Zupełnie niezależna od winy jest zaś odpowiedzialność administracyjna przewidziana w ustawie o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych (Dz.U. z 2005 r. nr 187, poz. 1577 j.t. ze zm.). Zgodnie z tą regulacją za zafałszowaną żywność uznaje się produkt, którego skład jest niezgodny z przepisami lub w którym wprowadzono zmiany dotyczące oznakowania mające na celu ukrycie jego rzeczywistego składu lub innych właściwości (np. przez wskazanie, że produkt wytworzono z mięsa wołowego, podczas gdy w istocie zawierał on również koninę).

Takie działanie podlega karze pieniężnej w wysokości do 10 proc. przychodu osiągniętego przez dany podmiot w roku rozliczeniowym poprzedzającym rok nałożenia kary. Wysokość sankcji może być zatem odczuwalna nawet dla dużego koncernu. Przy ustalaniu wymiaru kary Inspekcja Handlowa kieruje się stopniem szkodliwości czynu, natężeniem winy oraz zakresem stwierdzonego naruszenia. Bierze także pod uwagę dotychczasową działalność przedsiębiorstwa i wielkość jego obrotów.

Ryzyko

Zagadnieniem tym zajmował się ostatnio Naczelny Sąd Administracyjny (NSA), który w wyroku z 19 grudnia 2012 r. (II GSK 1823/11) stwierdził, że sam fakt zachowania wypełniającego znamiona deliktu administracyjnego (w tym przypadku wprowadzenie do obrotu artykułu zafałszowanego) uzasadnia zastosowanie sankcji administracyjnej wobec podmiotu, który zakaz naruszył.

Odpowiedzialność ta ma zatem automatyczne zastosowanie – wystarczy samo stwierdzenie uchybienia przez organ, niezależnie od tego, czy miało ono charakter celowy, powstało wskutek zaniedbania lub nawet zupełnie przypadkowo. Mało tego: nałożenie kary pieniężnej nie stoi na przeszkodzie wszczęciu postępowania karnego przeciwko temu samemu przedsiębiorcy.

Choć może to budzić kontrowersje, NSA przyjął, że nie mamy w tej sytuacji do czynienia z podwójną (nieproporcjonalną) reakcją państwa na ten sam czyn. W ocenie tego sądu są to bowiem dwa różne zachowania opisane w dwóch odrębnych aktach prawnych.

To jednak nie koniec. W przypadku gdyby zafałszowana żywność okazała się jednak niebezpieczna dla zdrowia, w grę wchodzi również odpowiedzialność cywilna za wszelkie wyrządzone przez produkt szkody. Ponoszą ją solidarnie podmioty, które w jakikolwiek sposób uczestniczyły w przygotowaniu, sprzedaży lub dystrybucji towaru.

Została ona ukształtowana według najbardziej rygorystycznej postaci odpowiedzialności odszkodowawczej – zasady ryzyka. I tu nie ma więc znaczenia kwestia winy: wystarczające jest samo wprowadzenie na rynek niebezpiecznego produktu.

Biorąc to wszystko pod uwagę, powinniśmy być bardzo ostrożni w ferowaniu medialnych wyroków z kilku względów. Mogą one z jednej strony przynieść znaczne straty finansowe przedsiębiorcom, z drugiej zaś zachwiać wizerunkiem polskiej żywności na arenie międzynarodowej. Jeżeli doniesienia okażą się prawdziwe, nieuczciwych producentów czekają daleko idące konsekwencje prawne.

Trzeba jednak pamiętać, że mimo iż postępowania sądowe ostatecznie dobiegną końca, a kary zostaną zapłacone, odbudowa nadszarpniętej pozycji lub źle kojarzącej się marki może trwać latami.

Bartłomiej Dziliński, prawnik, ekspert ds. legislacji w Biurze Analiz Sejmowych