Mają to czynić przez wprowadzanie odpowiednich udogodnień: audiodeskrypcji (relacjonowanie wydarzeń na ekranie), napisów dla niesłyszących oraz tłumaczeń na język migowy – tak, aby co najmniej 10 proc. kwartalnego czasu nadawania, z wyłączeniem reklam i telesprzedaży, posiadało takie udogodnienia. Istnieją jednak wątpliwości, czy wymogi te czytać łącznie czy rozdzielnie.

Przepisu tego nie można interpretować zawężająco zakładając, że ułatwienia muszą stanowić łącznie co najmniej 10 proc. kwartalnego czasu nadawania programu, a proporcje między nimi są pozostawione do decyzji nadawcy – uważa RPO.

Takie rozumienie przepisu – jak wskazuje prof. Irena Lipowicz – zaproponowała jednak działającą przy Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji grupa robocza ds. monitorowania sposobu wdrażania przepisów ustawy w odniesieniu do osób z niepełnosprawnością.

„Taka wykładnia jest nieprawidłowa, a jej przyjęcie skutkowałoby pogłębieniem zagrożenia wykluczenia cyfrowego osób z niepełnosprawnością sensoryczną”– alarmuje w najnowszym wystąpieniu generalnym RPO.

W jej opinii udogodnienia wymienione w art. 18a u.r.t. należy traktować osobno. „Nadawcy są zobowiązani do zapewnienia 10 proc. programów posiadających autodeskrypcję, 10 proc. programów z napisami dla osób niesłyszących oraz 10 proc. programów tłumaczonych na język migowy.

Takie rozumienie art. 18a ustawy o radiofonii itelewizji wynika zarówno z wykładni językowej, jak i celowościowej” – akcentuje rzeczniczka.

Ustawodawca użył bowiem zwrotu „takie udogodnienia”, a nie „któregokolwiek z udogodnień”. Wykładnia celowościowa wskazuje zaś, że usługi, o których mowa w art. 18a, są adresowane do różnych grup odbiorców: audiodeskrypcja dla osób niewidomych i niedowidzących, napisy dla osób niesłyszących i niedosłyszących, tłumaczenie na język migowy dla głuchych od urodzenia.

Tym samym wnioski KRRiT są zdaniem RPO nieuprawnione.