Formalnie wszystko jest w porządku. Zgodnie z ustawą z 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 243, poz. 1623 z późn. zm.) po złożeniu wniosku przez inwestora starosta lub prezydent miasta mają 65 dni na wydanie decyzji w sprawie pozwolenia na budowę, pozytywnej lub negatywnej.

Jeśli tego obowiązku nie wypełnią, organ wyższego stopnia nakłada na nich karę 500 zł za każdy dzień zwłoki.

Tylu starostów ukarano

Tylu starostów ukarano

źródło: DGP

Pojedyncze sankcje

Zapytaliśmy wojewodów, ile było w 2011 r. takich kar. Na 379 starostów i prezydentów z całej Polski tylko dziewięciu dotknęła sankcja za zwłokę w wydawaniu pozwoleń budowlanych. Łącznie zapłacili 59,5 tys. zł. Budżet państwa najbardziej zasilili starostowie z województwa mazowieckiego – 40 tys. zł. Opieszali starostowie znaleźli się jeszcze w woj.: lubuskim, małopolskim, wielkopolskim i podlaskim.

Jednocześnie w tym samym czasie starający się o pozwolenie w 10 przebadanych przez nas województwach złożyli tylko 25 skarg na bezczynność organu w zakresie rozpatrywania ich wniosku. To niewiele jak na tysiące postępowań w sprawie pozwoleń.

– Wojewoda nałożył kary na organy, które nie wydały decyzji w terminie, dlatego uregulowanie sankcji pochodzi z budżetu starosty lub prezydenta, który został ukarany – wyjaśnia Ivetta Biały, rzecznik prasowy wojewody mazowieckiego.

Podobnie jest w innych regionach. Mimo że zawiedli urzędnicy, za ich błędy zapłacili solidarnie podatnicy.

Statystyki te sugerują, że z kwestią pozwoleń na budowę nie jest w Polsce tak źle, jak twierdzą niektórzy eksperci. W tegorocznym raporcie Doing Business przygotowywanym przez Bank Światowy jego autorzy zwrócili uwagę na problematykę wydawania pozwoleń jako czynnik hamujący przedsiębiorczość w naszym kraju.

– Przepisy umożliwiające nakładanie na organ wydający pozwolenie budowlane kar za przekroczenie określonego terminu na wydanie decyzji są elementem dyscyplinującym, który sprzyja większej terminowości prowadzenia spraw – chwali z kolei Mikołaj Karpiński, rzecznik prasowy Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej.

To tylko pozory

Dobry nastrój po zapewnieniach resortu pryska, kiedy o sprawę pyta się najbardziej zainteresowanych tematem – deweloperów. Z badań Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD) wynika, że w ośmiu przypadkach na dziesięć wydawanie pozwoleń na budowę trwa dłużej niż ustawowe 65 dni. Dokładne wyniki analizy PZFD zaprezentuje w styczniu.

– Urzędowe statystyki nie oddają wszystkiego. Rzeczywiście, formalnie organy nie naruszają prawa, wykorzystują za to ustawowe furtki. Na przykład w ostatniej chwili żądają dostarczenia przez inwestora dodatkowych dokumentów czy też zawieszają postępowanie pod byle pretekstem, a w tym czasie ustawowe terminy nie biegną. W takiej sytuacji starostowie co prawda nie kwalifikują się do kary grzywny, ale z drugiej strony samo postępowanie się wydłuża – wyjaśnia Jacek Bielecki, dyrektor PZFD.

Podobnie uważają pytani przez DGP eksperci.

– W swoich raportach Bank Światowy uwzględnia realny czas oczekiwania na uzyskanie decyzji o pozwoleniu na budowę.

Tymczasem statystyki wojewodów odnoszą się wyłącznie do okresu, który rozpoczyna swój bieg dopiero wtedy, gdy wniosek o wydanie pozwolenia jest kompletny, czyli nie posiada braków i odpowiada wymogom ustawowym – tłumaczy mec. Łukasz Bernatowicz z Kancelarii Radcy Prawnego Łukasza Bernatowicza.

Jak dodaje Bartłomiej Niewczas, radca prawny z kancelarii Bird & Bird, 65 dni jest więc czasem przeznaczonym jedynie na weryfikację przez organ złożonych przez obywateli pism i załączników.

– Wnioski często zawierają braki i potrzeba dodatkowych wyjaśnień inwestora. Zdarza się też, że postępowanie bywa przeciągane przez podmioty, którym przysługuje uprawnienie do występowania w nim na prawach strony, na przykład sąsiedzi inwestora.

W takim przypadku trudno oczekiwać od organu administracji, aby działał pośpiesznie, bez oglądania się na ewentualne braki formalne wniosku lub stanowiska prezentowane przez strony – twierdzi nasz rozmówca.

– Nierzadko organ domaga się od inwestora wykonania nieuzasadnionych dodatkowych czynności, byle przedłużyć termin na wydanie decyzji. Jeśli inwestor się nie zgadza na dostarczenie pisma, słusznie twierdząc, że nie ma ono znaczenia w danej sprawie, dostaje odmowę.

Odwołuje się do wojewody, który stwierdza, że faktycznie w tej sprawie ten dokument nie był potrzebny. Postępowanie rusza na nowo. I tak można długo – opisuje mec. Bernatowicz.