Turyści mogą skarżyć państwo

Klienci bankrutujących biur podróży mogą się domagać zwrotu wszystkich utraconych pieniędzy od Skarbu Państwa. Taką możliwość daje unijna dyrektywa przyjęta przez Polskę w 2010 roku.

Środki na pokrycie strat klientów powinny pochodzić z gwarancji wykupionej przez touroperatora. Niestety seria bankructw z ostatnich dwóch miesięcy pokazała, że tak nie było. Ubezpieczenie nierzadko nie starczało na pokrycie kosztów sprowadzenia Polaków do domu, nie mówiąc już o oddaniu pieniędzy za wycieczki, które w ogóle nie doszły do skutku.

– W takiej sytuacji można domagać się pokrycia strat przez państwo. Dlaczego? Ponieważ to ono powinno dopilnować, aby interesy obywateli były w pełni zabezpieczone – wyjaśnia Jan Korsak, ekspert rynku turystycznego. Tak wynika z dyrektywy. W jego ocenie władze nie zadbały o odpowiedni poziom ubezpieczeń.

Resort finansów nie poczuwa się do odpowiedzialności. Uważa, że zrealizował wymogi unijnej dyrektywy, bo zostało przyjęte odpowiednie rozporządzenie. To biura nieodpowiednio je stosują i dlatego gwarancje firm ubezpieczeniowych były zbyt niskie.

Jednak w ocenie Jerzego Martiniego z kancelarii Martini i Wspólnicy poszkodowani mogą wystąpić na drogę sądową. – Sąd określi, czy istniał bezpośredni związek pomiędzy kłopotami biur i ich klientów a sposobem implementacji dyrektywy – twierdzi.

Od początku wakacji wnioski o ogłoszenie upadłości złożyło już dziewięciu touroperatorów. Urzędy marszałkowskie sprowadziły do kraju tysiące rodaków, którzy z dnia na dzień pozostali za granicami na lodzie. W jeszcze gorszej sytuacji znalazło się kilkadziesiąt tysięcy innych osób, które zapłaciły, a nigdzie nie pojechały.

Okazuje się jednak, że mimo niewielkich gwarancji, jakie posiadali bankruci, wszyscy mają szansę na odzyskanie swoich pieniędzy. Podstawą jest dyrektywa unijna.

– Komisja Europejska nakazała, aby oddać ludziom wszystkie pieniądze, jakie wpłacili do biura – mówi Jan Korsak, ekspert rynku turystycznego. – Kraj członkowski, który przyjął dyrektywę, powinien zadbać, aby tak się stało. Jeśli tego nie zrobi, obywatele mogą pójść do sądu i domagać się zadośćuczynienia – dodaje. W jego ocenie mają pełne prawo uważać, że państwo nie dopełniło swoich obowiązków.

Resort finansów, który rozporządzenia wprowadzające przepisy dyrektywy przyjął, nie czuje się jednak winny. Małgorzata Brzoza, rzecznik resortu, przyznaje, że dyrektywa przewiduje w przypadku niewypłacalności biura podróży zwrot kosztów i jednocześnie nakazuje państwom wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenia lub gwarancje, które mają stanowić zabezpieczenia tych roszczeń.

Jednak nic nie mówi o tym, że w przypadku braku wystarczającego zabezpieczenia to państwo powinno oddać pieniądze. – Przyczyną obecnych problemów nie są regulacje prawne, ale ich praktyczne zastosowanie przez przedsiębiorców wykonujących usługi turystyczne – wyjaśnia Brzoza. – Wysokość zabezpieczeń nie została dostosowana do prowadzonej działalności. Nie wydaje się więc w takiej sytuacji możliwa odpowiedzialność państwa – dodaje.

Innego zdania są prawnicy. – Ostatnie wydarzenia pokazują, że sumy ubezpieczeń są niewystarczające, aby zabezpieczyć roszczenia poszkodowanych klientów biur podróży – wyjaśnia Patrycja Dzięgielewska z kancelarii M. Szulikowski i Partnerzy. – Zbyt mała jest kontrola nad touroperatorami.

Przepisy nie określają także wymogów kapitałowych biur podróży. Stąd czarna seria bankructw. Można przypuszczać, że wynika to z błędu po stronie ustawodawcy, który zastosował zbyt słaby nadzór nad tym rynkiem – twierdzi prawniczka.

Resort finansów zamierza zmienić przepisy w sprawie minimalnej wysokości sumy gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej wymaganej od organizatorów wyjazdów turystycznych.

Małgorzata Brzoza zaznacza jednak, że ewentualne podniesienie wysokości minimalnych sum gwarancji bankowej i ubezpieczeniowej oraz minimalnej wysokości sumy gwarancyjnej będzie skutkowało podniesieniem składek ubezpieczeniowych i opłat z tytułu wystawienia gwarancji.

– Stąd też konieczna jest szczegółowa analiza i uzasadnienie dla odpowiednich zmian, również jeśli chodzi o dokładne oszacowanie skutków tych regulacji dla kosztów działalności biur podróży i pośredników turystycznych – wyjaśnia rzecznik resortu.