Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, a konkretnie o przewidzianą w nim procedurę powiadamiania o bezprawnych treściach umieszczonych w internecie.

Wzorowana na amerykańskim systemie „notice and takedown” ma określić sytuacje, w których sieciowy usługodawca nie będzie odpowiadał za dane umieszczone w jego serwisie przez internautów. Może to dotyczyć zarówno pirackich plików z muzyką czy filmami, które zamieścił któryś z użytkowników, jak i anonimowych komentarzy znieważających inne osoby.

Z sieci na papier

Przygotowywany przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAiC) projekt zakłada, że serwis nie będzie odpowiadał za treści, jeśli po otrzymaniu wiarygodnej wiadomości o ich bezprawnym charakterze zablokuje do nich dostęp. Nie będzie jednak musiał reagować na powiadomienia, które nie spełnią wszystkich wymagań, np. nie będą zawierać podpisu osoby zgłaszającej lub jej pełnomocnika.

– W polskim prawie podpis jest rozumiany jako podpis własnoręczny, który może być zastąpiony podpisem elektronicznym. Tym ostatnim mało kto się posługuje, więc w praktyce wiadomość o bezprawnym charakterze danych musiałaby być przesyłana listownie – ocenia dr Paweł Litwiński, który przygotował opinię na temat projektu dla Izby Wydawców Prasy.

W ten sposób z rzeczywistości internetowej przenosimy się w papierową, co nie tylko wydłuża całą procedurę, ale też zniechęca do powiadamiania o naruszeniach.

Izba Wydawców Prasy wraz z sześcioma innymi (Polska Izba Książki, Stowarzyszenie Wydawców Repropol, Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, Stowarzyszenie Autorów i Wydawców „Polska Książka”, Związek Producentów Audio-Video oraz Porozumienie Łazienki Królewskie) prosi w swoim piśmie o wykreślenie z projektu obowiązku podpisywania powiadomień.

– Zgodnie z decyzją ministra Michała Boniego projekt jest ponownie analizowany pod kątem zgłoszonych uwag, m.in. w zakresie procedury „notice and takedown”, w tym w szczególności konieczności zamieszczania podpisu pod wiarygodną wiadomością – odpowiada Artur Koziołek, rzecznik prasowy resortu.

Jak ma wyglądać procedura
Zainteresowany będzie mógł przesłać wiarygodną wiadomość, że w sieci zostały umieszczone bezprawne dane.
Jeśli powiadomienie nie spełni wymagań formalnych (np. nie ma podpisu), zostanie odesłane do uzupełnienia.
W razie prawidłowego powiadomienia usługodawca w ciągu trzech dni zablokuje dostęp do bezprawnych danych.
W terminie siedmiu dni od wycofania danych usługobiorca, czyli osoba, która je umieściła, zostanie powiadomiony o blokadzie.
Usługobiorca będzie mógł zgłosić sprzeciw wobec zablokowania dostępu do danych.
Serwis, który otrzyma sprzeciw, będzie mógł zdecydować o przywróceniu dostępu do danych lub ich wycofaniu.

Bez odpowiedzialności

Organizacje krytykują również zniesienie odpowiedzialności w przypadku odblokowania treści. Zgodnie z projektem usługodawca będzie powiadamiał osobę, która umieściła dane (np. pomawiający kogoś wpis na internetowym forum) o ich zablokowaniu. Ta zaś ma mieć prawo zgłosić swój sprzeciw. To administrator zdecyduje o przywróceniu dostępu do kwestionowanych danych.

– Jeśli usługodawca nie zareaguje na wiadomość i nie zablokuje danych, poniesie odpowiedzialność. Ale jeśli je zablokuje, a po kilku dniach znów udostępni, to już nie. To furtka, która sprawi, że usługodawcy mogą być bezkarni – mówi dr Paweł Litwiński.

– Załóżmy, że ktoś podaje informację o celebrycie, który wręczył komuś łapówkę. Pomówiony żąda jej zablokowania, ale zaprzyjaźniona z serwisem osoba zgłasza sprzeciw. Nieprawdziwa informacja zostanie odblokowana, a serwis nie poniesie żadnej odpowiedzialności – podaje przykład.

Wśród postulatów pojawia się także propozycja innego uregulowania problemu serwisów zawierających linki do pirackich plików oraz pozwalających na ominięcie zabezpieczeń i wejście do płatnych serwisów tylnymi drzwiami.

– To mniej więcej tak, jakby ktoś przekazał nam kluczyki do niego. Sam nie kradnie, ale bez niego nie byłoby kradzieży. Przygotowane przez rząd przepisy w praktyce zwalniają z odpowiedzialności za udostępniane linki. Uważamy, że ci, którzy zarabiają na umożliwianiu dostępu do chronionych prawem treści, nie powinni czuć się bezkarni – mówi adwokat Marek Staszewski, pełnomocnik prawny ZPAV.

Organizacje proponują, by z odpowiedzialności zwolnić jedynie tych, którzy nie zarabiają na publikowaniu linków. MAiC zapowiada spotkanie w celu dopracowania procedury „notice and takedown”.

Etap legislacyjny
Projekt