Błędów nie popełnia tylko ten, który nic nie robi. Ta stara prawda pasuje do ministra Gowina jak ulał. Odłóżmy na bok emocje i spójrzmy chłodnym okiem na to, co do tej pory zrobił.

Jako porażkę szefa resortu wymienia się reorganizację sądów rejonowych. Jestem przeciwniczką tej zmiany, bo uważam, że minister powinien raczej stać na straży przestrzegania przepisów prawa, a nie szukać sposobów na ich ominięcie. Co gorsza, w tym przypadku próbuje on omijać akt najwyższej rangi, czyli konstytucję, która zabrania przenosić sędziów do innego miejsca pracy bez ich zgody. Ale czy naprawdę minister sprawiedliwości poniósł porażkę w tej kwestii? Przecież projekt rozporządzenia tak naprawdę nie trafił do kosza i Jarosław Gowin twardo stoi na stanowisku, że go podpisze. A dopóki piłka jest w grze, trudno wyrokować, kto będzie zwycięzcą, a kto przegranym.

Kolejna sprawa – deregulacja zawodów. Projekt jest? Jest, publicznie dostępny na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Resort, którym kieruje Jarosław Gowin, wykonał więc swoje zadanie, teraz wszystko w rękach Rady Ministrów. To prawda – minister sprawiedliwości znacznie spuścił z tonu, jeżeli chodzi o uwolnienie zawodu taksówkarza. Ale lista zawodów do deregulacji jest znacznie dłuższa, bo zawiera aż 49 pozycji. Tak więc ustępstwo w stosunku do jednego z nich to nie aż tak wielka porażka, jak chcieliby jego oponenci. A jeśli spojrzymy na tę sprawę procentowo, to można nawet mówić o sukcesie.

Co więcej, wszystko wskazuje na to, że Jarosław Gowin zaczyna radzić sobie coraz lepiej. I zaczyna słuchać głosów środowisk. Dowód? Zapowiedzi zmian w procesie powoływania sędziów. Sami zainteresowani apelowali o to od ponad roku i dopiero minister Gowin ich wysłuchał. Ale to zmiana drobna, o której nie będą rozpisywać się ogólnopolskie media. Tyle że od niej właśnie zależy, jak długo nieobsadzony etat sędziowski opóźnia rozpatrywanie spraw.