No i posypały się gromy na głowę ministra Jarosława Gowina. Ci, którzy od początku wieszczyli jego spektakularny upadek, zacierają ręce z zadowolenia. Ci, którzy mu kibicują (choć tych było i jest zdecydowanie mniej), bagatelizują jego potknięcia. A prawda, jak to zwykle bywa, leży pośrodku.
Błędów nie popełnia tylko ten, który nic nie robi. Ta stara prawda pasuje do ministra Gowina jak ulał. Odłóżmy na bok emocje i spójrzmy chłodnym okiem na to, co do tej pory zrobił.
Jako porażkę szefa resortu wymienia się reorganizację sądów rejonowych. Jestem przeciwniczką tej zmiany, bo uważam, że minister powinien raczej stać na straży przestrzegania przepisów prawa, a nie szukać sposobów na ich ominięcie. Co gorsza, w tym przypadku próbuje on omijać akt najwyższej rangi, czyli konstytucję, która zabrania przenosić sędziów do innego miejsca pracy bez ich zgody. Ale czy naprawdę minister sprawiedliwości poniósł porażkę w tej kwestii? Przecież projekt rozporządzenia tak naprawdę nie trafił do kosza i Jarosław Gowin twardo stoi na stanowisku, że go podpisze. A dopóki piłka jest w grze, trudno wyrokować, kto będzie zwycięzcą, a kto przegranym.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.