W ciągu ostatnich dwóch lat decyzją Ministerstwa Sprawiedliwości z sądów zniknęło aż 161 etatów asystentów sędziów. Tylko 69 z nich wróciło do sądownictwa, ale w formie etatów urzędniczych. Tymczasem sędziowie od lat apelują, że potrzebują asystenckiej pomocy.
Publikacja: 14 lutego 2012, 07:00 Aktualizacja: 14 lutego 2012, 13:29
Aby przeczytać całość artykułu, musisz się zalogować. Jeśli posiadasz już login i hasło, wprowadź je. Jeśli nie, zapraszamy do bezpłatnej aktywacji konta.
Dostęp do treści w serwisie jest całkowicie bezpłatny. Wystarczy się zalogować. Jeśli jeszcze nie posiadasz konta, zapraszamy do jego stworzenia. Zajmie to nie więcej niż kilka minut.
1: stin z IP: 89.25.243.* (2012-02-14 08:07)
Zaraz,zaraz. Przecież nie raz sędziowie się wypowiadali, że asystenci są nie potrzebni bo oni sami (sędziowie) piszą uzasadnienia.
2: do 1 z IP: 78.8.135.* (2012-02-14 08:46)
w uzasadnieniach też takie byki sadzisz?
3: asso z IP: 86.63.108.* (2012-02-14 08:47)
po pierwsze etaty asystentów od lat są rozdzielane w sposób urągający logice i jakiejkolwiek sprawiedliwości, wsparcie asystenta otrzymują sędziowie pałacowi, prezesi, v-ce prezesi ew. przewodniczący, czyli ci którzy NAJMNIEJ orzekają. Zwykły zawalony pracą sędzia rejonowy asystenta na oczy nie widział. I - o dziwo - pracuje więcej, efektywniej i lepiej od tych którzy mają mniej zadań a do pomocy jeszcze asystenta...
Idąc dalej - pomoc asystenta w wydaniu sędziowskim to nie powierzanie niektórych ubocznych zadań, w praktyce asystent orzeka ZA sędziego, pisze za niego wyroki, uzasadnienia, całą korespondencję, sędzie łaskawie ogranicza się do podpisów na gotowcach. Dochodzi do tego że kiedy asystent zaplanuje urlop to sędzia również bierze wolne, żeby przypadkiem nie musieć samemu robić tego co normalnie zrobi za niego asystent. Przepraszam ale nie tak powinna wyglądać praca asystenta że zwala się na niego całą pracę orzeczniczą a samemu idzie na zakupy, plotki lub do bufetu...
Kompletnie nieracjonalny jest także podział zadań pomiędzy sędziów których wyręcza w pracy asystent i tych którzy pracują samodzielnie - sędzia z asystentem ma do wykonania dokłądnie taką samą ilość zadań jak sędzia bez asystenta, rozliczani są tak samo. Prowadzi to do patologii o których mowa wyżej, sędzia z asystentem po prostu się nudzi i wykorzystuje pomoc asystenta do tego, że po prostu rzadziej pojawia się w pracy albo zwyczajnie się obija. Czy do tego ma służyć ta instytucja?
Reasumując - instytucja asystenta w wydaniu polskich sędziów prowadzi do patologii, niesprawiedliwości i absurdów. Sędziowie kompletnie wypaczyli sens tej instytucji, dlatego nie dziwię się, że na etaty asystenckie nie ma chętnych, a Ministerstwo powoli ogranicza ich liczbę.
4: lucy z IP: 81.210.9.* (2012-02-14 09:26)
artykuł jest słabiutki, ale ze względu na dobrą pozycję na stronie głównej może ruszy kamyczek jakiejś rozmowy na temat asystentów.
5: młody z IP: 77.252.231.* (2012-02-14 09:29)
do asso
A gdzie są takie Karaiby? Przez dziesięć lat pracy w tej firmie jakoś tego nie zauważyłem, a to dlatego, że poziom merytoryczny asystentów, których miałem okazję obserwować był taki, że nie potrafili napisać bezbłędnie zwykłego zarządzenia. Nie twierdzę, że jest to norma, ale ja przynajmniej z takimi miałem do czynienia (miasto powyżej 500.000 mieszkańców). Jak dotychczas miałem pięciu asystentów i o żadnym z nich bym nie powiedział, że się przepracowywał. Tylko jeden z moich pięciu dotychczasowych asystentów był merytorycznym partnerem do dyskusji i faktycznie był pomocny, w takim sensie, że mnie odciążał z pracą. Nie wiem gdzie sędziowie podpisują w ciemno to co piszą asy. Ja widziałem tylko jeden taki przypadek, gdzie faktycznie as pisał większość rzeczy a sędzia podpisywał i leciał na kolejny wykład dla mecenasów, komorników, czy na zajęcia do dziwnej szkoły. W zamian asystent miał robotę w wyższej szkole gotowania na parze. Był to jednak wyjątek.
Reasumując nie znam w moim mieście wydziału w rejonie gdzie asy by aż tak ciężko pracowały. W wyższych instancjach podobno wygląda to inaczej
6: Maks malkontent z IP: 83.12.212.* (2012-02-14 09:37)
Sędziowie poradzą sobie bez asystentów, nie ma powodu do niepokoju. Mimo że są to bardzo porządani pracownicy, bardzo często kompetentni (zwłaszcza po egzaminie sędziowskim), ale nie są niezbędni. Sądy są w stanie obyć się bez nich. Ale o przyspieszeniu spraw o 1/3, jak to chce Kwiatkowski i Gowin, mogą zapomnieć.
Przy ocenach sędziów MS postara się, aby jednym z kryteriów była sprawność i terminowość prowadzonych postępowań. Wówczas nie jeden sędzia będzie dopominał się o asystenta.
7: młody z IP: 77.252.231.* (2012-02-14 09:38)
Poza tym to, że instytucja asystenta się nie sprawdza wynika moim zdaniem głównie z tego, że nie jest ona atrakcyjna finansowa. Do tego droga dojścia od asa do ssr-a jest trudniejsza niż wejście zimą na K2. Poza tym asystenci praktycznie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za to co robią, więc żaden rozsądny sędzia nie da im trudniejszych tematów, a łatwiejsze woli robić sam, bo tłumaczenie i sprawdzanie zabiera więcej czasu ich wydanie orzeczenia, czy zarządzenia.
8: 007KAL z IP: 212.160.184.* (2012-02-14 09:43)
Od mądrych tego Świata można się dowiedzieć, że "KONWERGENCJA" to dobry pomysł na zwiększenie wydajności i wykorzystanie "tych najlepszych do robienia rzeczy wielkich" i też "tych nie najlepszych do robienia tego, co mogą robić dobrze"... Ale w III RP wszystko "stoi na głowie" - więc... Jak lekarz będzie miał asystenta, to za chwilę asystent będzie robił wszystko, bo lekarz w 99% przepisuje to, co zapisał innemu pacjentowi lub temu samemu - tylko wcześniej.. Jak Sędzia będzie miał asystenta, to w zasadzie nie będzie musiał nic robić, bo 99% tego, co robi to sztampa.. Tak już jest w notariatach - "Rejent to człowiek, który jest" ... a całą robotę robią drukarki oraz asystenci (asesorzy) wprowadzający drobne zmiany do gotowych wzorów dokumentów na odpowiednią okazję...
9: sowa z IP: 80.52.157.* (2012-02-14 09:50)
póki sędzia z asystentem jest rozliczany z pracy tak samo jak ten bez asystenta - instytucja asystenta nie tylko nie pomaga ale wręcz szkodzi, bowiem utrwala niesprawiedliwy i bardzo nierówny podział zadań między sędziów, gdzie jeden haruje a drugi nie dość, że ma o połowę mniej "numerków" to jeszcze ma asystenta, przez co pół dnia spędza na kawkach u koleżanki... . Do niedawna asystentów w ogóle nie było i sądownictwo doskonale dawało sobie bez nich radę.
Jeśli mowa o realnym wsparciu sędziów to o wiele większą pomocą są referendarze, którzy przejmują część zadań na własne konto i własną odpowiedzialność. Sugerowałabym MS zwiększenie tego pionu pracowników kosztem likwidowanych etatów asystenckich.
10: owl z IP: 199.48.147.* (2012-02-14 09:51)
TUSK ROBI WSZYSTKO, ŻEBY UTRUDNIĆ ŻYCIE MŁODYM PRAWNIKOM.
Nie ma szans na rozpoczęcie biznesu prawnego w młodym wieku. System został tak pomyślany, żeby niszczyć konkurencję starym dziadom, którzy ustawili się za komuny. Po czteroletniej aplikacji - mamy trzydziestolatka. Czyli kogoś, kto jest w wieku zakładania rodziny. W przypadku kobiet to już ostatni dzwonek. Więc taki obarczony rodziną osobnik nie może podejmowac ryzykownych biznesowo decyzji. Zatem wtłacza się takiego człowieka w korporacyjne ciepłe bagienko, żeby czasem nie zrobił konkurencji dziadom.
Za Tuska nie ma szans na normalny biznes. Młodych wyrzuca się za granicę.
A magistrowie prawa, czyli grupa ludzi wykształconych do regulowania działania państwa, traktowana jest jak kompletne śmieci. Nie mają szans na normalną prace, a Tusk chce wydłużać wiek emerytalny. Co to za POpieprzone państwo?

W postępowaniu upominawczym opłata wyniesie 1/4 opłaty stosunkowej.