Dwoje emerytów padło ofiarą podstępnych zabiegów byłego zięcia i straciło dom na warszawskim Wilanowie. Przekonani o tym, że bez trudu wygrają proces sądowy, udali się do adwokata. W kancelarii dowiedzieli się jednak, że aby założyć sprawę, muszą uiścić blisko 100 tys. opłaty sądowej. Mężczyzna doskonale zdaje sobie sprawę z trudności finansowych byłych teściów. Bez obaw wystawił dom na sprzedaż. Można go teraz kupić za niecałe 2 mln zł.

Prawo dla bogatych

Stawki opłat sądowych zostały ustalone przez ustawodawcę tak, aby ograniczyć liczbę bezzasadnych pozwów. O ile w większości przypadków spełniają tę funkcję, to przykład naszych czytelników pokazuje czarno na białym, że w Polsce sprawiedliwość kosztuje czasem zbyt dużo.

– W Nowym Jorku wpis sądowy to 210 dolarów. Nie ma przy tym znaczenia, czy jest to sprawa o rozwód, czy o 40 mln dolarów – mówi Robert Openhowski, adwokat w stanie Nowy Jork, który prowadzi Kancelarię Prawnika Zagranicznego w Warszawie. Wyjaśnia dalej, że amerykański system opiera się na założeniu, że sądy nie są od tego, żeby robić biznes.

– Muszą one szybko wymierzać sprawiedliwość na koszt podatników – dodaje mecenas Openhowski.

Opłaty sądowe trzeba uiszczać przy wniesieniu sprawy do sądu. Przykładowo w sprawach o prawa majątkowe pobierana jest opłata wynoszącą 5 proc. wartości przedmiotu sporu (nie więcej jednak niż 100 tys. zł). W zamówieniach publicznych może to być nawet 5 mln zł. W sprawach takich jak rozwód opłata stała to 600 zł, a przy zniesieniu współwłasności – 1 tys. zł. Zeszłoroczny raport „The Transparency of Costs of Civil Judicial Proceedings in the European Union” dotyczący europejskich kosztów cywilnych postępowań sądowych ujawnił, że Polska ma jedne z najwyższych stawek w UE. Przykładowo w Hiszpanii, we Francji, w Irlandii i Luksemburgu rozwód bez podziału majątku jest wolny od opłat. Sprawy gospodarcze droższe niż w Polsce są jedynie na Słowacji i Węgrzech.

Pod względem kosztów bardziej dostępne dla obywateli są nawet sądy w Rosji.

– Wniesienie pozwu o rozwód podlega opłacie równowartości 10 euro, a sprawy o charakterze niemajątkowym w przypadku osób fizycznych – 5 euro – tłumaczy Irina Pronina, koordynator Russian Desk w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Archaiczne procedury

Wentylem bezpieczeństwa, który ma ułatwić dostęp do Temidy najuboższym, jest system zwalniania od kosztów sądowych. Prawnicy są jednak zgodni, że procedura jest archaiczna. Okazuje się często, że ludzie niezamożni są na taką pomoc zbyt bogaci, a ci, których stać na najlepszego adwokata, stawiani są na równi z bezrobotnymi pobierającymi zasiłek od opieki społecznej.

– System zwalniania od kosztów jest dzisiaj elastyczny, ale trudny do zweryfikowania. Niektórzy mogą spełniać wymagane warunki, a później odjeżdżają spod sądu terenówkami za kilkaset tysięcy złotych – podkreśla sędzia Bartłomiej Przymusiński, sędzia ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Adwokat Rafał Dębowski z Naczelnej Rady Adwokackiej zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: Polacy zbyt rzadko korzystają z pomocy adwokata i radcy z wyboru. I to często nie dlatego, że ich na to nie stać.

– Przepisy pozwalające na zwrot kosztów zastępstwa procesowego są nieszczęśliwie sformułowane i oderwane od rynkowych realiów – podkreśla adwokat Dębowski. A to dlatego, że osoby, które zdecydują się wynająć prawnika i wygrywają proces, ponoszą niejednokrotnie straty. Przegrany musi bowiem zwrócić wydatki na adwokata lub radcę liczone jedynie według urzędowych taks. Takie dopłacanie do sprawy sprawia, że Polacy często wolą sami po omacku błądzić w gąszczu przepisów albo w ogóle rezygnują ze składania pozwów w mniejszych sporach.