Co miałem powiedzieć, napisałem – bywa, że do takiego stwierdzenia ograniczają swoje sądowe wypowiedzi pełnomocnicy stron w postępowaniach cywilnych, zwłaszcza gospodarczych. Po co mieliby powtarzać coś, co sędzia już zna z pisma procesowego? Jeżeli zaś sędzia dotychczas nie przeczytał pisma, nie będzie też słuchał na rozprawie – uznają – bo najwyraźniej uznał, że wie lepiej. Rychły już zakaz składania bez zezwolenia pism w toku postępowania, spleciony z utrwalaniem przebiegu rozpraw za pomocą urządzenia rejestrującego dźwięk i obraz, zmuszą adwokatów tylko do mówienia. Okazuje się, że sędziowie zazdroszczą adwokatom tej perspektywy i też chcieliby tylko mówić. Nie chcą zaś pisać; nie chcą pisać uzasadnień.

Tylko ustne uzasadnienie

Formalizowanie procedur, które miało zastawiać wnyki na strony i pełnomocników, okazało się pułapką także dla sędziów. Obecne pisemne uzasadnienia orzeczeń muszą odpowiadać na wielowątkowe stanowiska pełnomocników, zawierają prawdziwe epopeje i są pisane ezopowym językiem, co nie wynika już z kodeksowych wymagań, ale z coraz mniejszych umiejętności jasnego i krótkiego formułowania myśli. Pojawiły się więc pomysły, aby motywy rozstrzygnięć przedstawiać tylko ustnie. Podobno będzie szybciej i łatwiej. Czy naprawdę łatwiej jest o sensowną wypowiedź niż o sensowny tekst pisany? A jeżeli sędzia będzie mógł argumentować tylko ustnie, to dlaczego adwokaci mają pisać? Może niech też nagrywają apelacje?

Po co wymyślać dziwactwa, zamiast po prostu przyjąć, że pisemne uzasadnienie powinno tylko jasno i treściwie przedstawiać motywy orzeczenia. Zanim rozpędzi się idea wyłącznie ustnych uzasadnień, wskazana jest refleksja, czy aby nieuchronne podążanie za rozwojem technologii i wprowadzanie nowych form rejestrowania przebiegu postępowań, nie ulega szaleństwu ułatwiania wszystkiego, co się da, i skrywanemu założeniu, że mówić i słuchać można byle jak, a pisanie i czytanie wymaga staranności? Sprawa nie jest banalna. Znawcy dowodzą, że język mówiony i język pisany to dwa różne języki, ale jeszcze dalsze od siebie są komunikowanie się słowem i pismem. Franciszek Nieckula w „Encyklopedii kultury polskiej” podkreśla różnice: mówienie musi być spontaniczne, pisanie z natury jest przemyślane. Mówienie to wzajemna relacja osób, które nie tylko słyszą się, ale i widzą. Przekaz dokonuje się więc nie tylko za pomocą słów, ale także mimiki i gestów. Ważna jest też odległość pomiędzy mówcą i słuchaczem. Forma pisemna to zaś dwie fazy oderwane od siebie – mozolne zwykle konstruowanie pisma i jego czytanie w innym miejscu, przez inną osobę. Pisanie koncentruje się na temacie, a nie na partnerze – słuchaczu. W tekście mówionym trudno wyodrębnić samodzielne zdania. Ile w nim też będzie użytych: ale, bo, chociaż, i, no i, a , albo... , nieznośnych w piśmie, w którym naturalnie wystąpią: bowiem, ponieważ, aczkolwiek, wszelako...

Przez to wszystko spisana lub tylko odsłuchiwana najmądrzejsza wypowiedź wyda się zaburzona, chwiejna i nieprzemyślana. Wprost trudna do zniesienia. Z tych względów komunikacja mówiona i pisana zwykle nie występują zamiennie. Mogą się uzupełniać, ale rzadko się zastępują.

Będzie jak u Kafki

Wstępując coraz głębiej w gęstwinę zapisywania przebiegu rozpraw, dążąc do autentyczności, która tylko następczo ma być przelewana na papier, śpiesząc się do szybkości postępowań, nie wolno zapominać, że nawet prowadzenie elektronicznych protokołów przestaje być prostym wyznaniem wiary w przewagę ustności. Twierdzenia, wnioski oraz zeznania mają być rejestrowane tylko za pomocą urządzenia rejestrującego dźwięk albo obraz i dźwięk (art. 157 par. 1 k.p.c.). Ponieważ opracowywanie transkrypcji zapisu dźwiękowego na pismo ma być wyjątkiem, proces zmierza do rzeczywistości, w której aby poznać przebieg postępowania sędziowie i strony będą zmuszeni odsłuchiwać nagrania. Tym bardziej, że zgodnie z nową treścią art. 207 par. 3 k.p.c., od 4 maja 2012 r. znacznie będzie ograniczona możliwość składania pism przygotowawczych. Jednak wierzących w powszechne odsłuchiwanie nagrań dźwięku i obrazu z rozpraw jest znacznie mniej niż niewierzących. Suchy zapis skróconego protokołu niczego nie wspomoże. Wbrew uspokajającym sugestiom, że w potrzebie będzie w nim można zapisywać skróty twierdzeń i zeznań, treść art. 158 par. 1 k.p.c. nie dopuszcza takiej możliwości. Cóż poza tym miałaby oznaczać możliwość streszczania? Ogólną charakterystykę tego, co zostało wypowiedziane, czy wnioski płynące z wypowiedzi utrwalonej w całości na płycie? Kto miałby dokonywać streszczeń i kiedy?

Jeżeli ustawodawca nie skoryguje wyjątkowości przekształcania nagrań w formę pisemną, proces cywilny może bardzo przypominać powieść Kafki – sędziowie, strony, pełnomocnicy będą o nim wiedzieli, że się toczy, ale każdy bezkarnie będzie mógł prezentować własną relację z tego, co w nim zaszło, bo i tak nikt nie będzie chętny do weryfikowania rzetelności relacji u źródła. Tylko część nagrań, tych najbardziej smakowitych, zdobędzie niekwestionowaną popularność, ale na YouTube. Wymiar sprawiedliwości otworzy się w ten sposób w stronę szerokiej publiczności. Tylko czy w sporach cywilnych chodzi o popularność w sieci ?

Uzasadnienia w 3D

Ustne motywy orzeczeń będą nagrywane. To wpłynie na ich treść i formę, dzisiaj zbyt często niedoskonałą. Ale gdyby uzasadnienie wydawanych orzeczeń miało być wyłącznie ustne, nie tylko motywy w wydaniu niechlujnym, ale nawet prezentacje najwybitniejszych w sędziowskiej profesji, mogą nie sprostać wymaganiu rzetelnego przedstawienia przesłanek rozstrzygnięcia. Chyba że zamiast zatrzymać się w połowie drogi, tylko na utrwalaniu dźwięku lub dźwięku i obrazu, modyfikacja opisywania uzasadnień chwyci byka za rogi i będzie prezentowana w eliminującym wszelkie wady i uwypuklającym przymioty, formacie 3D. Do czasu użytkowego wykorzystania tej techniki niech sędziowie nadal piszą uzasadnienia wydawanych orzeczeń – po wprowadzeniu nagrywania takie pisemne uzasadnienie może być w praktyce jedynym źródłem wiedzy o toczącym się postępowaniu.

Andrzej Michałowski, adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej