Urzędnik bez mrugnięcia okiem rejestruje skradziony samochód, a zakład ubezpieczeniowy wystawia na niego polisę. Jeśli nie sprawdzisz, czy kupowane auto nie pochodzi z kradzieży, stracisz pieniądze - przestrzega "Metro".
Publikacja: 21 grudnia 2011, 08:28 Aktualizacja: 21 grudnia 2011, 08:32
źródło: ShutterStock
Najprostszym sposobem uniknięcia perypetii jest wizyta w najbliższej jednostce policji, która sprawdzi auto w systemie Schengen
W takiej sytuacji znalazł się pan Andrzej, który półtora roku temu kupił auto sprowadzone z Francji. Zarejestrował je w Wydziale Komunikacji Urzędu Miejskiego w Pruszkowie oraz ubezpieczył. Ale kilka dni temu policja zatrzymała samochód, bo okazało się, że został skradziony francuskiemu właścicielowi i trafił do Systemu Informacyjnego Schengen. A pan Andrzej jest podejrzany o paserstwo.
"Skoro na rejestrację wydziały komunikacji mają miesiąc, to powinny ten czas wykorzystać do sprawdzenia, czy auto nie jest kradzione" - sugeruje Dorota Nowak z komendy policji w Pruszkowie. Sprawy nie chciał w poniedziałek komentować pruszkowski wydział komunikacji.
"Zakład ubezpieczeń też tego nie sprawdza. Wystawia polisę i bierze pieniądze" - mówi Krystyna Krawczyk z Biura Rzecznika Ubezpieczonych. "A gdy okazuje się, że auto jest kradzione, umowa przestaje obowiązywać" - podkreśla.
"Metro" radzi: najprostszym sposobem uniknięcia takich perypetii jest wizyta w najbliższej jednostce policji, która sprawdzi auto w systemie Schengen. Niektórzy korzystają też z usług prywatnych firm, które za około 200 zł sprawdzają, czy pojazd nie był kradziony.
1: rell z IP: 91.150.222.* (2012-01-04 09:12)
Dokładnie zgodnie z taką radą podjechałem wraz ze sprzedawcą auta do Komendy Policji przy ul. Królewskiej w Krakowie i poprosiłem o sprawdenie czy pojazd nie jest kradziony.
Popatrzono na mnie jak na intruza i kazano czekać na wyniki kontroli.
Po około godzinie zawołano mnie do okienka i powiedziano iż pojazd nie jest kradziony, gdy poprosiłem o jakieś zaświadczenie że taka kontrola miała miejsce to mnie powiedziano że nie wystawiają żadnych dokumentów.
Tak naprawdę wyglądało to tak, jakby nikt niczego nie sprawdzał.
Nie wydają żadnego dokumentu i nigdzie nie rejestrują u siebie że takie zdarzenie w ogóle miało miejsce. I to jest przykre bo Kupujący zostaje nadal bez pewności czy nie kupił auto kradzione :(

W postępowaniu upominawczym opłata wyniesie 1/4 opłaty stosunkowej.