Najwyższa Izba Kontroli nakazała zarządcy mazurskich jezior walkę z nielegalnym grodzeniem dostępu do jezior i stawianiem "na dziko" nadbrzeżnych pomostów. Po interwencji NIK tylko w tym roku policja zajęła się już ponad 60 takimi sprawami.
Publikacja: 27 czerwca 2011, 10:07 Aktualizacja: 27 czerwca 2011, 11:08
Mazurskie jeziora, zarówno te leżące na Szlaku Wielkich Jezior, jak i poza nim, powinny być dostępne dla wszystkich - przepisy nakazują pozostawienie od brzegu 1,5 metra wolnej przestrzeni, po której każdy może spacerować czy jeździć rowerem. Od lat jest to fikcją.
"Ludzie, zwłaszcza ci spoza Mazur, którzy kupują działkę nad jeziorem, od razu grodzą ją do samego brzegu i jeszcze często stawiają tablice o tym, że wstęp wzbroniony, bo to teren prywatny" - powiedziała PAP naczelnik wydziału ochrony środowiska ze starostwa powiatowego w Piszu, Sylwia Podeszwik. Dodała, że często na takich posesjach nielegalnie stawiane są też pomosty. "Uzyskanie pozwolenia na budowę pomostu jest skomplikowane a ludzie, zwłaszcza przyjezdni, chcą mieć swoje miejsce na opalanie się czy łowienie ryb" - dodała.
Nadzór nad przestrzeganiem przepisu o obowiązku zapewnienia powszechnego dostępu do mazurskich jezior oraz nad legalnością stawiania pomostów należy do obowiązków Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie. Tę część działalności RZWG w latach 2007-2010 badała NIK - raport na ten temat powstaje, ale PAP dotarła do zaleceń pokontrolnych Izby, która nakazała RZGW m.in. wzmocnienie kontroli nad obiema kwestiami.
"Oględziny granic 10 działek ewidencyjnych stanowiących jeziora Luterskie, Niegocin, Jagodne, Tałty, Probarskie, Kalwa, Brajnickie, Seksty, Śniardwy i Orzysz na wysokości 174 nieruchomości przyległych do tych jezior wykazały, że linia brzegowa była zagrodzona na wysokości 79 działek w sposób uniemożliwiający przejście" - czytamy w zaleceniach pokontrolnych NIK. Zdaniem Izby to, że RZGW przez lata w nienależyty sposób pilnował zapewnienia dostępu do jezior, skutkowało "powszechnym zajmowaniem gruntów Skarbu Państwa przez władających nieruchomościami przyległymi do jezior".
Jeszcze więcej nieprawidłowości NIK stwierdziła kontrolując pomosty (właściciele tych legalnych przed budową muszą uzyskać zgodę w starostwach powiatowych, często jest ona poprzedzana kosztownymi ekspertyzami środowiskowymi, a za użytkowanie pomostu płacą podatek w wysokości 12 zł za m kw. rocznie - PAP ) i inne budowle nad wodami.
"Oględziny przeprowadzone w toku kontroli NIK wykazały, że na gruntach działek stanowiących jeziora, a pozostających w trwałym zarządzie RZGW, wzniesiono 122 obiekty budowlane. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że aż 120 obiektów wybudowanych zostało bez pozwolenia na budowę (...). Spośród 122 obiektów budowlanych 88 stanowiło jednocześnie urządzenia wodne (tj. pomosty, hydrofory, mury oporowe, nadbrzeża, slipy), z czego w odniesieniu do 73 starostwie nie wydali pozwolenia wodnoprawnego" - czytamy w zaleceniach NIK.
Kontrolerzy Izby ustalili także, że spośród właścicieli owych 88 budowli tylko dwóch płaciło za nie podatki.
Rzecznik prasowy RZGW w Warszawie Dariusz Bogacz powiedział PAP, że zgodnie z zaleceniami NIK Zarząd już wzywa właścicieli nielegalnych pomostów do ich zalegalizowania, będzie też wszczynał procedury pobierania opłat rocznych. Ci, którzy ogrodzili linię brzegową, mogą się spodziewać pisma nakazującego rozbiórkę płotów.
Niezależnie od działań RZGW kontrolerzy NIK poinformowali o grodzeniu jezior i stawianiu nielegalnych pomostów policję. Mariola Ostaszewska z zespołu prasowego olsztyńskiej komendy wojewódzkiej powiedziała PAP, że w 2011 roku policjanci wyjaśniali już 63 tego typu sprawy, przy czym 38 z nich dotyczyło nielegalnych pomostów czy kładek, a 25 - grodzenia linii brzegowej.
"W pięciu przypadkach dostęp do jezior został rozgrodzony, gdy policjanci pouczyli właścicieli posesji, tak się stało m.in. w Brajnikach pod Szczytnem" - powiedziała Ostaszewska. Dodała, że policja skierowała też jedną tego rodzaju sprawę do sądu. Sąd zajmie się także jednym zbudowanym nielegalnie pomostem.
Podeszwik powiedziała PAP, że także starostwa coraz częściej informowane są o nielegalnych pomostach i zagrodzonych brzegach. "Doniesienia składają w tej sprawie sąsiedzi, a nawet rodzina" - dodała.
1: aga z IP: 82.210.176.* (2011-06-27 10:53)
Bedąc w 2007 r. na Kaszubach było dokładnie to samo. Gdy wybierałam sie z mężem na wycieczki rowerowe nie byliśmy w stanie nigdzie przejechać dookoła jeziora. Domki rekreacyjne postawione nad jeziorami grodziły dostęp do tych jezior. Władze nic nie robią z tym faktem
2: wilk mazurski z IP: 85.134.128.* (2011-06-27 11:24)
ten bydlecy proceder istnieje od kiedy komuna upadla! apelujemy od zawsze i nikt na to nie zwracal uwagi. brawo NIK!
3: Yoda z IP: 83.10.51.* (2011-06-27 12:13)
to samo na Jurze krakowsko-częstochowskie - wszystko zagrodzone
4: Wedkarz z IP: 193.201.167.* (2011-06-27 12:18)
BRAWO NIK. To jest problem w całej Polsce!!! jestem wedkarzem-kajakarzem i widze ten problem bardzo czesto, wystarczy pojechac nad Zalew Zegrzyński do Serocka lub Wierzbicy i zobaczyc co tam sie dzieje (dziesiątki płotów i siatek siegajacych czesto 3-5 metrow do wody, dziesiatki nielegalnych pomostów, a nawet widzialem działke nielegalnie ogrodzona na 10 m do wody na ktorej wlasciciel wykopal sobie kilkunastometrowy kanał i wpływa motorówka pod sam dom...)
Od lat widac przyzwolenie RZGW i Starostwa na takie działania!!!
Czas z tym skonczyc!!!.
5: Jan z IP: 83.8.80.* (2011-06-27 16:15)
samorządy się skarżą nabrak środków,a tu proszę bardzo.Ale jak starosta zarrabia horendalni dużo to nie będzie się uganiał za paroma złotymi dla kasy powiatu
6: 6 z IP: 46.186.75.* (2011-06-27 18:54)
Znowu odezwali się znawcy. Moi rodzice mieli tereny nad jeziorem na Kaszubach. Co roku pastwiska nad wodą były degradowane przez letników , ich namioty na dziko, samochody myte nad wodą a krowy które tam się pasły były dojone, ziemniaki wykopywane, truskawki zrywane, pobliskie drzewka owocowe ogołacane, drewno kradzione z podwórka albo drzewka ścinane na wysokości metra, ( wzywana policja czy dawniej milicja nie reagowała na to twierdząc że to teren prywatny i sam sobie radź) młodzież z namiotów latała z gołymi tyłkami i bulwersowała starszych mieszkańców, długa lista byłaby gdyby wszystko opisać. Z takiego powodu rodzice oddali te tereny pod dzierżawę letnikom, którzy sobie postawili domki. Faktem jest że ci dzierżawcy ogrodzili teren do jeziora bo nie chcieli żeby te wszystkie zachowania działy się pod ich domkami, tyle tylko że linia wody stanowi własność, ponieważ nigdy nie zostały zrobione pomiary. Czyja to wina? czy właściciela tych terenów czy Gminy do której należy jezioro. W czyim interesie to leży żeby zrobić pomiary? Jaki to byłby duży koszt dla gospodarza? Jak ustalić granicę kiedy linia wody inna jest latem inna zimą itp.
Długo by pisać na ten temat, ale śmieszy mnie to że ludzie nie znają tematu i oceniają. Tak jest najłatwiej.
7: 7 z IP: 79.187.197.* (2011-06-28 09:31)
@6
A co ma piernik do wiatraka. Co ma odgradzanie dostępu do jeziora (od wody już przecież chyba nie grodzisz przed złodziejami, co ??) do kradzieży z zupełnie innych terenów. Bezsensowna argumentacja.
8: wędkarz z IP: 83.21.4.* (2011-06-28 18:10)
Jak to się stało ,że urzędnicy gminni Drezdenko i powiatu wydali pozwolenie na budowę domu mieszkalnego i pomostu bezpośrednio przy jeziorze w Gościmiu przy byłym ośrodku wypoczynkowym "Pod lasem" - innym zabroniono i karano za łamanie przepisów a tu spokój ,niby wszystko w porządku,gdyż to wybudował wpływowy człowiek... gruba ryba.
0
9: wędkarz z IP: 83.21.4.* (2011-06-28 18:21)
To ci wszyscy z mazurskich jezior są tak ciemni,ze nie znali furtki pod nazwą: "Rybakówka" a przecież można zagrodzić i wybudować dom "Rybakówkę" przyległy do jeziora zgodnie"niepublikowanym cichym prawem"- wille której nie powstydził by się każdy majętny w mieście Wrocław.
Czy plan miejscowy dla wsi Gościm przewiduje i dopuszcza takie budownictwo dla wszystkich czy tylko są administracyjne przywileje i wyjątki dla uprzywilejowanych grubych ryb ?
0
10: krasnopiura z IP: 46.76.13.* (2012-03-06 07:49)
Kulturalny własciciel działki nad jeziorem,stawia ogrodzenie z 1-2metrową tolerancją na kaprysy wody na swoją niekorzysc bo poco ma miec kłopoty z włascicielem akwenu czy też z szpecami od cięcia siatki itd.Przejscie musi byc ,chociażby dla swierzyny i basta,a jak nie to kary za samowolkę i bedzie spokój.

Kilkadziesiąt tysięcy nowych obowiązujących w Polsce patentów rocznie – to realna perspektywa, która może zdusić innowacyjność polskich firm.