Komisja nadzwyczajna Przyjazne Państwo skierowała do laski marszałkowskiej projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks postępowania administracyjnego oraz niektórych innych ustaw, który ma na celu wprowadzenie możliwości zostawiania listów poleconych wysłanych przez organy administracji publicznej i sądy w skrzynkach adresatów będących osobami fizycznymi. W takim przypadku listonosz sam wypełniałby zwrotne poświadczenie odbioru, wpisując tam datę doręczenia.

Wniosek adresata

Taki sposób doręczania pism będzie możliwy tylko wówczas, gdy adresat złoży wcześniej w tej sprawie u operatora pisemny wniosek i wskaże nadawców, od których przesyłki polecone mogą być wrzucane do jego skrzynki. Wniosek będzie wiązał tylko tego operatora, u którego adresat go złożył.

Autorzy projektu zaproponowali, że adresat składać będzie również oświadczenie o tym, że wie, iż za dzień doręczenia przesyłki przyjmie się ten, w którym listonosz włożył ją do oddawczej skrzynki pocztowej. Od tego dnia pismo będzie wywoływało takie skutki jak doręczone w tradycyjny sposób.

– Obecnie, gdy listonosz nie zastanie adresata w domu, to może doręczyć pismo dorosłemu domownikowi, lub administracji domu dozorcy bądź sołtysowi, pod warunkiem że nie są one przeciwnikami procesowymi adresata i podjęły się doręczenia. Gdy nie ma takiej możliwości, to listonosz składa przesyłkę w placówce pocztowej operatora. Natomiast adresatowi w drzwiach lub w skrzynce pocztowej pozostawia awizo – tłumaczy adwokat Ludwik Woźniak z Kancelarii Woźniak i Partnerzy.

Autorzy projektu zwracają uwagę na duże oszczędności, jakie przyniesie zmiana sposobu doręczania pism, a to dzięki temu, że nie trzeba już będzie po raz drugi doręczać pisma adresatowi, którego za pierwszym razem listonosz nie zastał. Mówią też o wygodzie adresatów, których najczęściej nie ma w domu, bo pracują w tym czasie, kiedy poczta roznosi korespondencję. Gdy list zastaną w skrzynce, to nie będą musieli wieczorem odbierać go od operatora.

Negatywne skutki

Z kolei prawnicy zwracają uwagę na negatywne skutki, na które mogą zostać zarażeni adresaci, gdy uchybią terminowi liczonemu od dnia pozostawienia pisma w skrzynce. Tylko od uczciwości listonosza zależeć będzie, czy na zwrotnym poświadczeniu odbioru wpisze tę samą datę, w której nastąpiło faktyczne doręczenie.

– Od tej daty będą biegły wszystkie terminy dotyczące przedawnienia. Gdy adresat uchybi terminowi, to wówczas w sądzie lub urzędzie sam musi udowodnić, że nie nastąpiło to z jego winy, bo na przykład włamano się do jego skrzynki pocztowej albo doręczyciel faktycznie nie doręczył pisma lub wrzucił go do skrzynki w innym dniu, mimo że wypełnił zwrotne poświadczenie odbioru. Udowodnienie tej ostatniej okoliczności – nawet gdy miała miejsce, może się okazać dla strony wręcz niemożliwe – zwraca uwagę Ludwik Woźniak.