Klienci banków – zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci – stosunkowo rzadko procesują się z instytucjami finansowymi. Obawiają się, że nawet wygrany po kilku latach proces nie rozwiąże ich problemów finansowych, natomiast banki nie zechcą takiemu krnąbrnemu kontrahentowi pożyczać. Niewielu więc, szczególnie małych czy początkujących przedsiębiorców, waży się kwestionować postanowienia wzorców umów, np. regulaminów bankowych. Tymczasem nie zawsze opłaca się kłaść uszy po sobie.

– Banki już dawno przestały udawać, że są instytucjami zaufania publicznego i jak wszyscy inni kontrahenci sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć, proponując dla siebie tylko wygodne warunki umów – uważa Lech Obara, radca prawny z Olsztyna.

Prawie 7,5 mln zł

Zdarza się jednak, że przedsiębiorca wygrywa z bankiem. Taki prawomocny wyrok, który może stanowić wskazówkę co do sposobu myślenia wymiaru sprawiedliwości o stosunkach gospodarczych między instytucjami finansowymi a firmami z innych sektorów zapadł 30 grudnia 2010 r. w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu (I ACa 1201/10). Jedna z giełdowych spółek uzyskała od apelującego banku 7 499 590 złotych wraz z ustawowymi odsetkami. Bank pobrał bowiem tę kwotę z jej rachunku, rozliczając transakcję zamiany odsetek według tzw. bieżącej wyceny rynkowej. A metoda ta – mówiąc w uproszczeniu – mogła być karą za naruszenie warunków umowy przez klienta. Tymczasem spółka wypowiedziała umowę dotyczącą instrumentów pochodnych w zwykłym trybie, czego bank nie kwestionował. Spółka wygrała więc w dwóch instancjach: przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu i przed sądem apelacyjnym, do którego zwrócił się bank.

Niedozwolone klauzule

– Poza pozytywnym przykładem świadczącym, że walczyć warto (nie wykluczam, że w podjęciu decyzji o wytoczeniu procesu pomogło w tym wypadku wymaganie przejrzystości gospodarki finansowej stawiane spółkom publicznym), ważne jest, że podstawową przesłanką rozstrzygnięcia był postulat jednoznacznego i zrozumiałe-go formułowania wzorców umownych – podkreśla Beata Komarnicka, radca prawny z Poznania. Sąd uznał, że zasada ta obowiązuje również wobec przedsiębiorców, a nie tylko w umowach z konsumentami. Tak samo zresztą wypowiedział się wcześniej Sąd Najwyższy (wyrok z 21 czerwca 2007 r., IV CSK 95/07). Wrocławski sąd apelacyjny przyjął przy tym, że sankcją za naruszenie owej kardynalnej zasady dotyczącej przejrzystości wzorców umownych, sformułowanej w kodeksie cywilnym (art. 385 par. 2), jest tłumaczenie niejasnych (niejednoznacznych) postanowień na korzyść klienta, przeciw autorowi wzorca. Skutkiem tego przyjął, że ciężar dowodu w sprawie o zwrot nienależnego świadczenia spoczywa na pozwanym. Uznał, że skoro powód kwestionuje należność, a do pozwanego należało zgodnie z umową rozliczenie konkretnej transakcji, to „rzeczą pozwanego było wykazać uprawnienie do takiej właśnie wyceny”.

Warto również pamiętać, że instrumentów pochodnych (w potocznej świadomości były to np. opcje walutowe) zawsze dotyczą umowy nienazwane, czyli nieuregulowane szczegółowo w ustawach, a rządzące się ogólnymi zasadami prawa cywilnego. Dlatego regulamin banku powinien „wyczerpująco normować istotne warunki transakcji [...] o ile ich nie uzgodniono w konkretnej umowie” – napisał sąd apelacyjny w uzasadnieniu wyroku. Tymczasem w praktyce, o czym mówią przedsiębiorcy i ich pełnomocnicy, banki często zawierały tego rodzaju transakcje z pominięciem niektórych elementów określonych jako istotne w regulaminie lub w umowie ramowej. Sąd apelacyjny stwierdził również – co może okazać się dobrą wiadomością dla innych przedsiębiorców w podobnej sytuacji – że „nie było dopuszczalne sięgnięcie do nie- ujawnionej wiążącej stro-ny umowie praktyki bankowej”.

– Dlatego w toku negocjacji i przy podpisywaniu umów przedsiębiorcy powinni zwracać baczną uwagę na zapisy zwiększające ich ryzyko. Banki informują bowiem we wzorcach, że pozostawiają sobie uprawnienie do jednostronnego ustalenia zobowiązania klienta w sposób arbitralny albo zależny od wskaźników, które są bezpośrednio lub pośrednio funkcją ich decyzji, a więc kryteriów nieobiektywnych. Może to być chociażby ustalenie przez zarząd banku wskaźnika, który stanowi podstawę wyliczenia należnych odsetek – przypomina Igor Marek, aplikant radcowski z warszawskiej kancelarii TGC Corporate Lawyers.