Dla większości byłych właścicieli wstrzymanie prac nad ustawą o odszkodowaniach za znacjonalizowane mienie to koniec złudzeń o odzyskaniu chociażby części zagrabionych po wojnie majątków. Szykowane od 2008 roku przez rząd przepisy zakładały, że Skarb Państwa wyasygnuje na rekompensaty dla nich 20 mld zł, czyli zaledwie 20 proc. tego, na ile wyceniana jest rzeczywista wartość zagrabionego majątku.

Około dwóch milionów Polaków ma w obecnej sytuacji dwa wyjścia: pogodzić się ze stratą i zapomnieć o sprawie albo domagać się zwrotu majątku bądź rekompensaty przed sądem.

Gdyby rząd dotrzymał słowa, wypłata odszkodowań ruszyłaby już w przyszłym roku. Jednak kilka dni temu Ministerstwo Skarbu przerwało prace nad projektem. Oficjalny powód: jego realizacja mogłaby zakończyć się katastrofą finansów publicznych. Z analizy wykonanej przez Ministerstwo Finansów wynika, że wejście w życie ustawy i konieczność wypłaty rekompensat zwiększyłyby dług publiczny nawet o 1,1 punktu procentowego w relacji do PKB i groziłoby nam przekroczenie 60-proc. progu ostrożnościowego.

– To czyste złodziejstwo – komentuje decyzję rządu Michał Sobański, jeden z byłych właścicieli ziemskich. – Rząd Tuska jak może blokuje każdą próbę odzyskania zagrabionego po wojnie mienia. W efekcie albo musimy je wykupywać, zadłużając się w bankach, albo pogodzić się z jego utratą – mówi.

O złej woli rządu świadczyć ma m.in. ostania decyzja premiera, zgodnie z którą Agencja Nieruchomości Rolnej ma prawo do wystawiania na sprzedaż znacjonalizowanej dziesiątki lat temu ziemi, do której prawo roszczą sobie jej byli właściciele. Ostatnio kilkudziesięciu członków Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego dostało pisma z informacją, że jeżeli nie skorzystają z prawa pierwokupu po cenie rynkowej, to ich byłe majątki zostaną wystawione na sprzedaż. – Pozostało mi tylko wystąpić o unieważnienie decyzji o przejęciu ziemi przez władzę ludową. Nawet jeżeli przegram, to zablokuję sprawę na kilka lat – mówi Sobański.

Reprywatyzacja to największa porażka polskiej transformacji. Większość ekonomistów, prawników i socjologów zgodnie twierdzi, że ostatnia decyzja rządu na zawsze pogrzebie szansę rozwiązania tego problemu. – Reprywatyzację można było zacząć już pod koniec lat 90. Wówczas większość zwrotów można było przeprowadzić w naturze. Odstąpiono od tego, powołując się na trudną sytuację finansów publicznych i gospodarki. Obecny rząd powtarza ten błąd – uważa prof. Jadwiga Staniszkis.

Tymczasem w zasobach Agencji Nieruchomości Rolnych, samorządów, a także Agencji Mienia Wojskowego znajdują się setki tysięcy hektarów i tysiące nieruchomości, które dziś leżą odłogiem i popadają w ruinę. W kasie państwa i gmin brakuje pieniędzy nie tylko na ich remonty, lecz nawet na bieżące utrzymanie. W miarę jak zanikają, kurczy się szansa na odbudowanie w Polsce silnej klasy średniej.

W jaki sposób można odzyskać utracone mienie

W przypadku wydanych decyzji nacjonalizacyjnych można składać wnioski o stwierdzenie ich nieważności w trybie art. 156 – 160 kodeksu postępowania administracyjnego. W sytuacji gdy przejmowano mienie na rzecz państwa z mocy ustawy, czyli bez wydania decyzji nacjonalizacyjnej, można wnieść w trybie administracyjnym o wydanie postanowienia, że decyzja nie podlegała uregulowaniom dekretu o reformie rolnej. Na drodze sądowej można wnieść o ustalenie prawa własności, a w drodze powództwa windykacyjnego o wydanie nieruchomości. W innych przypadkach przejęcia, np. gorzelni znajdujących się w majątkach ziemskich, właściwa jest droga sądowa o ustalenie prawa własności w trybie art. 189 kodeksu postępowania cywilnego.