Najbardziej znane mi są miasta w zachodniej Polsce i z ładem urbanistycznym bywa tam różnie. Sam przykład powiatu poznańskiego dowodzi, że w miastach oddanych pod pieczę rozsądnych i obdarzonych wyobraźnią gospodarzy zmiany idą w dobrą stronę – można okiełznać żywiołowy rozwój miasta i uzgodnić go z podstawowymi wymogami ładu urbanistycznego. Z drugiej strony przelot nad Polską czy też podróż samochodem przez kraj nie nastrajają optymistycznie. W wielu miastach dominuje chaos – w myśleniu, w planowaniu, w inwestowaniu, w wydawaniu pozwoleń. Za ten negatywny stan można winić ustawodawcę, który stanowi prawo – dziurawe, niespójne i przeregulowane. Nie należy jednak oczekiwać, że trzeba wprowadzić zmiany w ustawach, bo wtedy samorządy zaczną dbać o ład przestrzenny. Tak nie jest i być nie może, że z racjonalnością urbanistyczną będziemy mieli do czynienia tylko wtedy, gdy wymaga tego ustawa, a odstępstwo od jej przepisów oznacza groźbę podpadnięcia pod dotkliwe kary. O kształcie przestrzeni publicznej decydują potrzeby konsumentów przestrzeni – mieszkańców, decydentów, inwestorów. Niemniej, nie będąc niewolniczo uzależnionymi od obowiązujących uregulowań, trzeba je uzgadniać z wymogami urbanistyki. Oczekiwanie, że wymóg ustawowy zmusi samorządy do urbanistycznego umiaru, wynika z nieporozumienia. Inteligentni i rozsądni ludzie w samorządach nawet na fundamencie najgłupszych przepisów potrafią zbudować system bardzo rozsądnej troski o ład w przestrzeni miejskiej. Jeśli zaś nie potrafią robić użytku z obowiązujących przepisów, to dzieje się tak dlatego, bo brakuje im wiedzy, warsztatu i kontaktu z kompetentnymi doradcami, którzy mogliby podpowiedzieć, jak układać na poziomie samorządu rzeczy o fundamentalnym znaczeniu dla kształtowania ładu przestrzennego w miastach. Bez tego tworzą plany, które nie spełniają wymogów prawa, a co dopiero ładu przestrzennego czy zrównoważonego rozwoju. Dlatego wcale nierzadko zdarza się, że inwestycje w przestrzeni publicznej są dziełem przypadku, co z reguły jest zasługą jej administratorów – tych publicznych, jak i prywatnych.

Obecnie mamy w Polsce do czynienia z procesami, które choć w różnym stopniu, to jednak już dotknęły większość krajów europejskich. Chodzi o tzw. suburbanizację, czyli zjawisko „wylewania się” miast w kierunku na sąsiadujące z nimi tereny, które dotychczas najczęściej miały charakter rolniczny. Jest ono nieuchronne, ale czy umiemy przeciwdziałać temu zjawisku i potrafimy nim sterować? Niestety diagnoza dotycząca polskich samorządów jest smutna. W przeciwieństwie do krajów zachodnich nie wypracowaliśmy dotąd żadnej metody rozsądnej urbanizacji miast rozszerzających swoje granice. Nasze miasta i samorządy podmiejskie poddają się żywiołowo rozwijającym się procesom ze szkodą dla porządku w przestrzeni publicznej.

Piotr Sobczak, prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich