– Liczę na to, że okres przejęcia przez samorządy kontroli nad odpadami komunalnymi nie zostanie przesunięty i gminy szybko zaczną realizować gospodarkę odpadami w taki sposób, jak to jest w całej Unii Europejskiej – mówi minister Kraszewski.

Projekt przewiduje, że samorządy będą miały 12 miesięcy od uchwalenia przepisów na to, by przygotować się do sprawowania śmieciowej władzy.

Po upływie tego czasu gminy pobiorą od wszystkich mieszkańców opłaty za odbiór śmieci. Minister liczy na to, że ponieważ każdy zapłaci za odpady, nie będzie ich podrzucał sąsiadowi lub wywoził do lasu.

Projekt przewiduje też, że samorządy wyłonią w przetargach firmy, które będą transportować odpady do wskazanych przez gminę zakładów przetwarzania. W ten sposób śmieci najpierw trafią do odzysku i recyklingu. Dopiero to, czego nie da się ponownie wykorzystać, zostanie skierowane do składowania.

Gmina stanie się właścicielem odpadów komunalnych na swoim terenie. W ten sposób obciąży opłatą za wywóz śmieci mieszkańców, którzy nie będą musieli mieć podpisanych umów z prywatnymi firmami. Gmina będzie odpowiedzialna za to, by odebrać śmieci i je odpowiednio zagospodarować. Realizację tych zadań samorządy powierzą firmom, które wygrają przetargi. Takie rozwiązania znajdują się w projekcie nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminie, którego pierwsze czytanie odbędzie się jutro w Sejmie.

Przejęcie odpadów komunalnych przez gminy ma sprawić, że w Polsce zaczną funkcjonować recykling i odzysk odpadów. Obecnie ponad 86 proc. wszystkich śmieci ląduje na wysypiskach i nic się z nimi nie dzieje. W dodatku około 93,5 proc. odpadów, które ulegają biodegradacji, także trafia na wysypiska. Tymczasem Unia Europejska wymaga, by już dziś takich odpadów było składowanych nie więcej niż 75 proc. Za zaległości grożą nam wysokie kary. Polska może zostać ukarana kwotą 4 mln euro. To kara jednorazowa i dochodzą jeszcze sankcje finansowe za każdy dzień opóźnienia w realizacji unijnych wytycznych – nawet 300 tys. euro.

Do tej pory inwestycji w segregatornie, kompostowanie czy inne zakłady przetwarzania było bardzo mało. Przedsiębiorcy woleli wozić odpady na składowiska, co jest najtańsze. Rosły zatem hałdy śmieci, które w żaden sposób nie były przetwarzane.

Michał Kubicz, radca prawny w kancelarii Gide Loyrette Nouel, która współpracuje ze Związkiem Pracodawców Gospodarki Odpadami, uważa, że wielu przedsiębiorców wycofywało się z planów inwestowania w takie instalacje, gdyż żyli w ciągłej niepewności związanej z zapowiadanymi zmianami prawa w tym zakresie.

Gmina musi mieć kontrolę

Argument ten nie przemawia do Jerzego Staszczyka ze Stowarzyszenia Polskich Inżynierów i Techników w Austrii. Tłumaczy on, że kontrola gmin nad odpadami komunalnymi nie jest groźna dla firm, co pokazuje przykład Austrii, gdzie przedsiębiorcy sprawnie współpracują z samorządami.

– W Austrii od samego początku za odpady odpowiedzialna jest gmina. Mieszkańcy płacą gminie za odbiór odpadów. Gmina natomiast jest odpowiedzialna za kompletną gospodarkę odpadami i organizację przetargów na realizację poszczególnych zadań – mówi Jerzy Staszczyk. Jego zdaniem przejęcie kontroli nad odpadami komunalnymi przez gminy jest jedynym sposobem, by Polska uporządkowała gospodarkę śmieciową. Tym bardziej że działające w Polsce firmy nie poczyniły w zasadzie żadnych inwestycji, które pozwalałyby powtórnie wykorzystywać odpady.

Okazuje się, że w Polsce przepisy dające swobodę przedsiębiorcom funkcjonują długo, a próby jakichkolwiek zmian nie stanowiły dla firm problemów.

– Próbowano ograniczyć proceder polegający jedynie na składowaniu odpadów poprzez podnoszenie opłat marszałkowskich za składowanie odpadów. Miało to wymusić inne zagospodarowanie odpadów. Jednak przedsiębiorcy zamiast inwestować w instalacje do przetwarzania, woleli przerzucić te opłaty marszałkowskie za składowanie na swoich klientów – mówi Jerzy Staszczyk ze Stowarzyszenia Polskich Inżynierów i Techników w Austrii.