Zmiany doprowadzą do tego, że tylko aplikanci po Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury będą mieć szansę na założenie sędziowskiej togi.

– Takie rozwiązanie jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Dotychczasowe trzy lata ciężkiej pracy aplikanta na etacie w sądzie oraz zdanie najtrudniejszego egzaminu prawniczego pójdą na marne – mówi Michał z Warszawy, który zdał w tym roku egzamin kończący aplikację.

Zmiana tym bardziej dziwi, że za trzyletnie szkolenie niedoszłych sędziów płacił budżet państwa. Po wejściu w życie nowych przepisów młodzi ludzie wyszkoleni za publiczne pieniądze będą zmuszeni odejść ze struktur wymiaru sprawiedliwości do prywatnych korporacji.

Tą drogą mogą pójść osoby, które pracowały w sądach w charakterze aplikanta. Wystarczy, że złożą wniosek do okręgowej rady adwokackiej bądź okręgowej izby radców prawnych. Wpis na listę któregoś z tych zawodów będzie dla nich tylko formalnością. Pozostali aplikanci, którzy nie zdecydują się na taki krok, mogą spróbować swoich sił w strukturach prokuratury.

Zdaniem Waldemara Żurka z Krajowej Rady Sądownictwa ta zmiana ma na celu zatrzymanie młodych ludzi w zawodach referendarza i asystenta sędziego.

– Te zawody nie mogą być tylko odskocznią do zawodu sędziego. Asystenci i referendarze są potrzebni w strukturach sądownictwa. Przyszli sędziowie powinni zaś rekrutować się przede wszystkim z innych zawodów prawniczych oraz z Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury – przekonuje sędzia Waldemar Żurek.

Opisywana zmiana znalazła się w projekcie nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych, nad którą dziś będzie pracować Rada Ministrów.