Polska ma poważny problem ze śmieciami – 93,5 proc. odpadów, które ulegają biodegradacji (odpadki po żywności, skórki itp.), ląduje na wysypiskach. Pozostałych śmieci z gospodarstw domowych w takie miejsca trafia 86,6 proc. Niewiele trafia zatem do recyklingu i spalenia. Tymczasem średnio w UE na wysypiska trafia około 47 proc. odpadów komunalnych.

Segregacja prawie u źródła

Jeżeli zostanie zmienione prawo – czego chce Ministerstwo Środowiska – i gmina będzie właścicielem odpadów, a co za tym idzie, będzie pobierała zryczałtowaną opłatę za wywóz i zagospodarowanie odpadów komunalnych, to wówczas segregacja odpadów, ich odzysk i recykling zaczną funkcjonować. Dziś tę opłatę pobierają od nas firmy wywozowe. Gdy pieniądze za odpady trafią do gminy, to będzie miała ona szansę wyboru najefektywniejszej technologii odbioru i segregacji odpadów. Samorządy będą mogły np. budować na dużych osiedlach specjalne pawilony, gdzie mieszkańcy przyniosą odpady, a pracownicy je posegregują. W ten sposób spora część domowych śmieci po przebraniu zamiast na wysypiska będzie mogła trafić do przetworzenia.

– W takich pawilonach można wysegregować nawet do 80 proc. odpadów. Wszystko po to, aby przewozić jak najmniej odpadów, a tylko surowce wtórne i wysegregowane czyste bioodpady – mówi Andrzej Bartoszkiewicz, twórca systemu EKO AB. Efekt odzysku z odpadów zmieszanych jest znacznie wyższy nich w przypadku dużych zakładów, jakimi są sortownie odpadów. Z danych Ministerstwa Środowiska w sortowniach odpadów zmieszanych udaje się odzyskać około 8 proc. odpadów nadających się do dalszego przetworzenia.

System wynaleziony przez Andrzeja Bartoszkiewicza to tak naprawdę osiedlowe punkty zbiórki odpadów, gdzie śmieci są dzielone na odpowiednie frakcje. Są one następnie sprzedawane do przetworzenia.

Kontrola nad odpadami

Kłopot w tym, że dziś gminy, które nawet są zainteresowane wprowadzeniem takiego systemu, nie są w stanie go wdrożyć. Nawet gdyby wybudowały takie pawilony na swoim terenie, to nie miałyby gwarancji, że tam trafią śmieci z okolicznych osiedli. W obecnym stanie prawnym mieszkańcy mają podpisane umowy na odbiór odpadów z prywatnymi firmami. Dlatego śmieci zabrałaby śmieciarka, zanim znalazłyby się w takim punkcie. Jeżeli prawo dałoby samorządom kontrolę nad odpadami, to wówczas gminy pobierałyby opłaty od mieszkańców i same decydowały o losie śmieci.

Tymczasem recykling jest fikcją, gdyż prywatne firmy, z którymi mają podpisane umowy mieszkańcy na wywóz odpadów, wożą je tam, gdzie jest najtaniej, czyli na składowiska.

– W obecnym stanie prawnym gmina nie ma żadnych uprawnień do tego, aby oddziaływać na przedsiębiorcę, który odbiera odpady od mieszkańców. Jedynie przyznając mu zezwolenie, może wprowadzić pewne wymagania. Jednak nie dokonuje się przy tym dokładnej oceny możliwości przedsiębiorcy – mówi dr Robert Suwaj z Katedry Prawa Administracyjnego na Uniwersytecie w Białymstoku.