Pod koniec lipca Stanisław Trociuk, zastępca RPO, zażądał wyjaśnień od prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta w sprawie zwalnianych z pracy asesorów. – Jeszcze nie dostaliśmy odpowiedzi – poinformowała nas Anna Kabulska z biura RPO.

O co chodzi? Od marca z pracy zwolniono 15 asesorów z prokuratur, między innymi w Warszawie, Zamościu, Toruniu, Gdańsku i Krakowie. Bez pracy znaleźli się ludzie, którzy przez ostatnie trzy lata mieli takie same obowiązki jak prokuratorzy.

Powodem zamieszania są zmiany w przepisach. W marcu nastąpiło rozdzielenie prokuratury od rządu. Jednocześnie zmieniły się przepisy o asesorach. Według nowych regulacji asesor zostanie prokuratorem, jeżeli wygra konkurs. Ale ustawodawca nie stworzył przepisów przejściowych dla tych, którzy asesurę kończą w tym roku i mieli z automatu zostać prokuratorami.

„Zwracamy się do prokuratora generalnego o znowelizowanie w pilnym trybie ustawy o prokuraturze, celem wprowadzenia przepisów przejściowych, które pozwoliłyby nam na ukończenie asesury w oparciu o przepisy przed nowelizacją” – napisało 50 asesorów ze Śląska do Andrzeja Seremeta.

Nie dość tego. Prokuratura Generalna doszła do wniosku, że tych asesorów musi zwolnić z pracy, mimo że byli oni zatrudnieni na czas nieokreślony. Prokuratura tłumaczy, że najpierw trzeba wygasić etat asesorski, by stworzyć nowy prokuratorski. I dopiero na tak stworzony etat zostanie ogłoszony konkurs. Takie etaty jednak nie powstaną, bo prokuratura szuka oszczędności.

– Prawdziwym powodem tych zwolnień jest brak pieniędzy na etaty prokuratorskie. Przekształcenie etatu asesora w prokuratorski to dodatkowe koszta. Świeżo upieczony prokurator zarabia około 1500 zł netto więcej niż asesor – tłumaczy Małgorzata Bednarek, prezes prokuratorskiego stowarzyszenia Ad Vocem.

Jaka będzie reakcja Andrzeja Seremeta na pismo RPO? Prokuratura Generalna nie odpowiedziała na nasze pytania.