Przedsiębiorcy reklamujący swoje towary coraz częściej sięgają po reklamę porównawczą. Jako przykład można podać spot, w którym jeden z operatorów komórkowych porównuje cennik swoich usług do cennika konkurencyjnej sieci. Decydując się na tego typu reklamę, przedsiębiorcy powinni jednak zachować szczególną ostrożność. Granica pomiędzy tym, co dozwolone w reklamie porównawczej, a tym, co bezprawne, jest bowiem bardzo cienka.

Decyduje sąd

Prawo dopuszcza reklamę porównawczą. Nie oznacza to jednak, że każdy tego typu przekaz będzie dozwolony. Wszystko jednak zależy od konkretnych okoliczności.

– To sąd decyduje każdorazowo o tym, gdzie leży granica między dozwoloną a zakazaną reklamą porównawczą. W art. 16 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji jest osiem punktów, które należy przeanalizować, aby stwierdzić, czy podmiot reklamujący przekroczył tę granicę, czy też nie. To jest bardzo skomplikowana sprawa – tłumaczy Hubert Worobiej, naczelnik Departamentu Polityki Konsumenckiej Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Za naruszenie przepisów można z pewnością uznać reklamę porównawczą, która wprowadza konsumentów w błąd. Czy tak się dzieje, sprawdza UOKiK.

– W tym celu badamy, przede wszystkim, czy produkty, które są porównywane, mają charakter zbliżony do siebie, czy to porównanie jest obiektywne, a więc czy ono nie dotyczy sytuacji wyjątkowej. Nie jest bowiem wykluczone, że na przykład jeden sklep w celu pognębienia swojego konkurenta porównuje cenę konkretnego produktu, którą obniżył specjalnie na jeden dzień, a czasem tylko na dwie godziny, do ceny produktu tego samego oferowanego przez inny podmiot – wyjaśnia Hubert Worobiej.

Jeżeli prezes UOKiK uzna, że przedsiębiorca reklamujący swój produkt naruszył prawo, może nałożyć karę w wysokości do 10 proc. ubiegłorocznego przychodu tego przedsiębiorcy.