Resort kultury zamiast nowego prawa prasowego przygotował nowelizację starej, połatanej ustawy, która pamięta czasy stanu wojennego.

Nowelizacja prawa prasowego przygotowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego określa czas na autoryzację wypowiedzi na trzy do siedmiu dni w zależności od rodzaju medium. Podaje też definicję autoryzacji.

Ministerstwo nie uznaje za autoryzację napisania na nowo swojej wypowiedzi, zmiany treści wypowiedzi na przeciwną lub zaproponowania nowych pytań i nowych odpowiedzi. Dziennikarz, tak jak dotychczas, nie będzie mógł odmówić osobie udzielającej autoryzacji zamieszczenia dosłownie cytowanej wypowiedzi. Autoryzacja będzie więc stanowić nadal prawo, a nie obowiązek wypowiadającego się.

Projekt nowelizacji usuwa instytucję odpowiedzi i pozostawia jedynie instytucję sprostowania.

– W tej chwili granica między sprostowaniem a odpowiedzią jest płynna. Prostuje się fakty nieprawdziwe i nieścisłe, odpowiada na zarzuty. Redakcje często nie publikują odpowiedzi, tłumacząc się, że stanowi ona sprostowanie. Wprowadzenie jednej instytucji zapewni większą skuteczność w zakresie jej funkcjonowania – uważa dr Maria Łoszewska-Ołowska z Instytutu Dziennikarstwa UW.

Sprostowanie trzeba będzie opublikować w dzienniku – w terminie siedmiu dni od dnia otrzymania sprostowania, a w czasopiśmie – w najbliższym po doręczeniu sprostowania numerze przekazanym do druku. Strony będą jednak mogły wyznaczyć inny termin.

Tekst sprostowania, tak jak dotychczas, nie będzie mógł być dłuższy od dwukrotnej objętości fragmentu materiału prasowego, którego dotyczy. Ograniczenie to będzie odnosić się również do sprostowań pochodzących od naczelnych i centralnych organów państwowych. Do tej pory długość rządowych sprostowań była nieograniczona.