Klienci, którzy w latach 1995 – 2001 zaciągnęli legendarny kredyt Alicja, oferowany przez PKO BP, domagają się od banku umorzenia części długów. Teraz część z kredytobiorców zamierza procesować się z bankiem.

– Takich kredytów udzielono około 112 tys. – mówi Elżbieta Anders z PKO BP.

Jedną z takich osób jest Urszula Przygodzka, która w 1997 r. zaciągnęła kredyt hipoteczny na 38 tys. zł. Oddała już prawie dwa razy tyle, ale wciąż winna jest bankowi około 100 tys. zł. Wszystko dlatego, że w umowie brakowało wymaganych przez prawo elementów.

– Był to kredyt długoterminowy, ale w umowie nie było napisane, na jaki okres jest zawierana – mówi radca prawny Bogdan Kurowski, pełnomocnik pani Przygodzkiej. I dodaje, że bank nie przedstawił jego klientce również harmonogramu spłaty.

Zgodnie z prawem, które wówczas obowiązywało, umowa powinna być zawarta na piśmie i określać w szczególności kwotę kredytu, termin spłaty i oprocentowanie. Niestety w przypadku kredytu Alicja klienci byli informowali o wysokości raty, którą aktualnie mają zapłacić co miesiąc.

– Odbiorca nie znał więc wysokości kwoty, która go obciąży – mówi prof. Remigiusz Kaszubski ze Związku Banków Polskich.

Okazało się więc, że klientka spłacała tylko część odsetek.

– Pozostała część powiększała kwotę kapitału. Naliczano tym samym odsetki od odsetek, co w Polsce jest zakazane – wskazuje Bogdan Kurowski.

Wysokość raty była uzależniona od czynników ekonomicznych, takich jak średnie wynagrodzenie miesięczne oraz cena metra powierzchni użytkowej oddawanych do użytku mieszkań. Okazuje się, że mechanizm naliczania wysokości zadłużenia był nie tylko niezrozumiały dla odbiorców, a także dla większości pracowników banku.

Niestety osoby, które wzięły kredyt Alicja, nie mogą liczyć na pomoc Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Kiedy kredyty były udzielane, nie obowiązywały przepisy dotyczące niedozwolonych postanowień umownych oraz praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.